The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

1 sierpnia 2014

Lalki

Od początku marca do prawie połowy kwietnia w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie można było obejrzeć wystawę współczesnych lalek. Były to lalki typu ball-jointed dolls (BJD), czyli takie, które w miejscach stawów mają zaokrąglone łączenia pozwalające na ustawianie lalek w naturalnych, ludzkich, pozach. Dla mnie jednak dużo bardziej rzucała się w oczy inna ich cecha, która, myślę, sprawia, że są tak popularne (popularne wśród pewnych grup zainteresowań, ale nie powszechne) - to ich piękne twarze, których rysy przywodzą na myśl istoty tajemnicze, nadnaturalne (elfy, nimfy), postacie z krainy baśni (księżniczki, czarodziejki), czy też, z bardziej współczesnych odniesień kulturowych - lalki te czasem przypominają bohaterów anime lub mang czy też idoli ze świata rozrywki.


Mnie tajemnicze twarze tych lalek, ich rozmarzone, nieobecne jakby, często smutne oczy przypominają bohaterów obrazów malarzy symbolistycznych, na przykład tych z kręgu Prerafaelitów. Na tych płótnach pod postacią pięknej, ale tajemniczej istoty artyści mogli oddać takie pojęcia jak samotność, piękno, tęsknota, niebezpieczeństwo itp. Podobnie jak w malarstwie symbolistycznym, producenci lalek, jak i stylizujący je właściciele, nadają lalkom jakby podobne grupy cech - lalki wyglądają jednocześnie pięknie, niebezpiecznie, kusząco i nieludzko, albo bywają zarazem uwodzicielskie i zdeformowane czy też dziecięco niewinne i drapieżne.


Nimfy na obrazie Johna Williama Waterhouse'a "Hylas i nimfy" są piękne, być może według artysty przedstawiają nawet ideał piękna kobiecego, są jednak w pewien sposób nieludzkie. Podoba mi się to, że nie uciekając się do żadnych bezpośrednich środków, artysta przedstawił ich inność. Być może nadając im te same rysy twarzy, a może właśnie rozmarzone, spokojne, trochę nieobecne spojrzenie. To są kobiety jednocześnie piękne i niebezpieczne. I zauważam podobną estetykę i symbolikę w stylizacjach lalek BJD.

Obraz Johna Williama Waterhouse'a "Hylas i nimfy" (1896).

Proporcje twarzy lalek BJD, jak sądzę, wywodzą się z japońskiej stylistyki współczesnej mangi (są to duże oczy, długie rzęsy, małe, ledwie zaznaczone nosy, małe usta, małe brody, kształt twarzy raczej trójkątny). Od razu widzimy, że nie jest to lalka typu Barbie - nie ten klimat, nie ten styl, i nie ten wzorzec piękna. W końcu lalki BJD powstały w Japonii. Istnieją również producenci - trzeba by ich nazwać artystami - tego typu lalek również na Zachodzie czy też w Rosji.


Lalki pokazane w Manggdze niestety nie były podpisane. Bardzo szkoda, uważam to za jeden minus tej wystawy. Takie lalki są podobne dziełom sztuki, i przygotowanie wystawy tego rodzaju eksponatów bez opatrzenia ich podpisami uważam za coś podobnego do wystawy malarstwa bez podpisów, które mówiłyby, jaki jest tytuł dzieła i jak nazywa się twórca. Tu zabrakło nie tylko nazw producentów lalek (a chętnie porównałabym lalki japońskie z rosyjskimi i zachodnimi), ale również informacji, kto zgodził się udostępnić swoją lalkę - bo zakładam, że lalki te mają swoich właścicieli, którzy je wystylizowali, nadali im "osobowość", i byli na tyle mili, by lalki na półtora miesiąca użyczyć muzeum.


Przyznać jednak trzeba, że lalki były ładnie wyeksponowane i podobało mi się, jak zostały oświetlone. Na ekspozycję składały się lalki bardzo różne - przeważała płeć żeńska, ze dwóch lalkowych mężczyzn nie było dla mnie na tyle atrakcyjnych, bym chciała zrobić im zdjęcie, tak więc tu pokażę same lalkowe panie. Była zatem białowłosa baletnica, eteryczna pszenicznowłosa "rusałka", Japonka w kimonie, eteryczna "carewna", odziana w złote tkaniny "królowa", były też lalki wystylizowane gotycko - czarno i demonicznie, lalki o twarzach bardziej dziecięcych, i bardzo poważne. Niektóre miały na sobie stroje nawiązujące do dawnych epok. Był to trochę taki miszmasz - ale ciekawy.


Jakkolwiek ta wystawa bardzo mi się podobała i lalki oglądałam z zainteresowaniem, to jednak przyznam się do tego, że lalek generalnie nie lubię. W zasadzie żadnych (mam figurki Hello Kitty i kilka pluszaków, czy to się liczy jako lalki? ;-))). To chyba pierwotny lęk, że podobizna człowieka zawiera w sobie jakiś rodzaj magii albo zaklętej duszy. Trochę jakbym bała się, że w lalkach może zamieszkać jakiś duch, który tę lalkę ożywi (nie, nie oglądałam żadnego filmu o krwiożerczych lalkach, ale za to czytałam kiedyś powieść dla młodzieży o lalkowej rodzinie, która zamieszkiwała pewne mieszkanie i ukrywała przed sąsiadami, że nie są ludźmi, tylko żywymi lalkami).


Lalki, bez względu na to, jak by współczesne nie były, kojarzą mi się przede wszystkim z ich pierwotną funkcją magiczną. Z figurkami zwierząt i bóstw, które miały umożliwiać kontakt człowieka z istotami duchowymi. Z posągami bóstw, wyobrażeniami przodków, przedstawieniami demonów. Większość osób, z którymi rozmawiałam o lalkach, od razu mówi o lalkach voodoo. Ale i u nas jest lalka, która symbolizuje bóstwo - Marzanna, - i "zabija się" ją, paląc i topiąc, symbolicznie zabijając dawne bóstwo śmierci (zimy).


Na lalkę można również "przenieść" nasz zły los, choroby - by potem z taką lalką owe nieszczęścia spalić lub utopić. W Japonii 3 marca praktykowany jest właśnie taki zwyczaj, zwany hina okuri (雛送り) (nieprzypadkowo tego samego dnia, którego świętuje się Hina Matsuri - Święto Lalek i Święto Dziewczynek). Tego dnia małe laleczki, na które składamy nasze troski, puszcza się na wodę w koszykach lub plecionych ze słomy kółkach, by odpłynęły od nas daleko.


Według innych wierzeń lalki potrafią też coś dla ludzi zrobić - na przykład sprowadzić ładną słoneczną pogodę. Taką lalką jest na przykład japońska laleczka teru teru bozu (照る照る坊主). Teru Teru Bozu jest po prostu związanym kawałkiem szmatki lub papieru z główką, na której maluje się oczy. Powieszone na sznurkach za oknem małe teru teru bozu mają przeganiać deszczowe chmury.


Tak więc, według mnie każda lalka ma w sobie jakąś magię. Lalki BJD też ją mają, i nie wątpię, że możliwość różnorodnej stylizacji tych lalek pozwala ich właścicielom - świadomie lub nie - ubrać je w projekcje swoich marzeń, tęsknot, a może i lęków. Więc pewnie w każdej z tych lalek jest odrobina duszy ich właściciela :-).


(Nie sądzicie, że samotne, dotknięte czasem lalki, które się widuje w sklepach z używanymi ubraniami, są smutne?...).

1 komentarz:

  1. Witaj Miriel! Jak ja sie stęskniłam za Tobą i blogiem.
    Cieszę się,że w końcu zawitałam na bloga.Koszmar,jak nie ma się Internetu.Musze jeszcze ten miesiąc przeboleć :)
    Co do lalek to nawet je lubię.Kiedys je kolekcjonowałam.Z czasem przestałam po prostu wyrosłam.Kiedy byłam mała to lubiłam je psuć.Taka psuja ze mnie.Są piękne te lalki.Aż mam ochotę znowu je kolekcjonować :)
    Pozdrawiam.
    Madzia.

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails