The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

1 lutego 2014

Grobowiec świetlików i Chopin w teatrze no

Pracowity i intensywny tydzień, mróz, wstawanie o 5.50 (o ile straszniej brzmi niż za dziesięć szósta!), przekroczony w pracy poziom odczuwania stresu i nawał obowiązków prowadzą do weekendu z pustą głową. Ale nie pozwalam na to, by życie składało się tylko ze spania, pracy i gotowania obiadów ;-). I chyba dlatego znajduję w sobie wystarczająco dużo kiai do radzenia sobie z całym tygodniem.

O ile się da, spędzam czas po azjatycku, biorąc udział w organizowanych wydarzeniach w miarę możliwości czasowych. Udało mi się dostać zaproszenie na przedpremierowy pokaz zremasterowanego filmu ze Studia Ghibli "Grobowiec świetlików" z 1988 roku. Zaproszenie dostałam dzięki stronie Japońska prasówka (facebookowej wersji serwisu www.japonia-online.pl ). Pokaz filmu miał miejsce w niewielkim kinie studyjnym w Warszawie o nazwie Kino KC (w budynku dawnego Komitetu Centralnego PZPR, stąd nazwa).

Film jest bardzo smutny. Bardzo dobry, jeden z lepszych filmów, jakie widziałam, a muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiej jakości fabuły, środków wyrazu, ujęć i reżyserii (chyba tak można powiedzieć, choć nie ma tu aktorów) po filmie animowanym. Jest to opowieść o rodzeństwie - nastoletnim chłopcu i jego kilkuletniej siostrzyczce - próbujących przetrwać okropności wojny. Film jednak nie pozostawia złudzeń. Jest bezlitosny, realistyczny, okrutny, uderza w widza bez żadnych łagodzących środków. Te piękniejsze sceny, ukazujące zwykłą dziecięcą radość, uśmiech, troskę - tym bardziej przeszywają bólem.

Ten film nie prowadzi do katharsis. Pozostawia w niespokojnym smutku. Mnie unieszczęśliwił, zranił. Czułam się po nim chora, jakbym miała na duszy bolące rany. Zbliżał się do granicy, za którą się już nie chce nic odczuwać. Ale cieszę się, że go obejrzałam, i nie chciałabym wymazać go z pamięci.

Japoński aktor odgrywający postać
Fryderyka Chopina w sztuce
"Stroiciel Fortepianu". 
Drugim wydarzeniem, w którym ostatnio brałam udział, był wykład pani ambasador Jadwigi Rodowicz-Czechowskiej "Żywa klasyka - noh w kontekście polskim" zorganizowany przez Wydział Informacji i Kultury Ambasady Japonii. Był to bardzo miło spędzony wieczór w ambasadzie, wykład był niezwykle ciekawy, a publiczność żywo zainteresowana tematem. Nie dość, że temat spotkania nie był łatwy - ze względu na obcość dla naszej kultury japońskiej stylistyki teatru no - to jeszcze zostaliśmy wzniesieni o jeden poziom egzotyki wyżej, jako że głównym wątkiem wykładu pani ambasador była sztuka jej autorstwa "Stroiciel fortepianu" przygotowana przez zespół japońskich artystów w stylistyce teatru no - a głównym zmitologizowanym bohaterem tej sztuki jest Fryderyk Chopin. Po wykładzie na uczestników spotkania czekał poczęstunek - sushi i napoje.

Specyfika tego teatru, jego archaiczność i kod sprawiają, że nie jest to sztuka łatwa w odbiorze - nawet dla Japończyków. Forma tego teatru nawiązuje do średniowiecznych przedstawień, opiera się na śpiewie i tańcu, cechuje się sztywnymi zasadami, surowością przekazu, praktycznie brakiem scenografii, wykorzystuje określone motywy i typy bohaterów, maski. Choreografię układa się ze ściśle określonych tradycją ruchów (kata). I nawet Japończyków dziwi fakt, że ten rodzaj teatru japońskiego (a nie na przykład kabuki czy bunraku) zdobył sobie uznanie w Europie, w tym w Polsce.

Na youtubie można znaleźć całe sztuki no i ich fragmenty, więc można samemu sprawdzić, jak wygląda scena takiego teatru (bardzo ważna jest symbolizująca wieczność sosna), jak brzmi muzyka i śpiew, jak przedstawiani są główni bohaterowie. Znalazłam serwis informacyjny w języku angielskim poświęcony no, można się z niego wiele dowiedzieć, a także zapoznać ze streszczeniami najważniejszych sztuk - Noh Plays Database. Obecny na wykładzie radca ambasady Hiroshi Matsumoto przyznał się, że gdy w szkole średniej poszedł wraz z klasą na przedstawienie teatru no, to pół klasy w trakcie sztuki zasnęła, on również ;-). Obawiam się, że mi by się to również przydarzyło, ale muszę przyznać, że w atmosferze tego teatru jest coś wyjątkowego, co przywodzi mi na myśl filmy Kurosawy (może oszczędna, charakterystyczna muzyka?). Wydaje mi się, że elementy tańca demonów i duchów widziałam w niektórych japońskich teledyskach (np. taniec demona w "Ouka Saki Sone ni Keri" D). Z maskami sesje fotograficzne mieli między innymi GACKT i Kaya.


W Ambasadzie Japonii można było podziwiać bogato zdobione złoto-czerwone kimono haftowane w białe lecące żurawie.


7 komentarzy:

  1. Film sądząc z opisu nazwałabym bezlitosnym.Moim zdaniem potrzebne są takie filmy w życiu człowieka,pomimo tego,że ranią,a potem człowiek czuję się chory.One też coś dają,też takie filmy niosą jakieś przesłanie.One pokazują życie takie,jakie jest.Bez upiększeń,takie,jaki my widzimy na co dzień.To są dobre filmy.To stawia człowieka do pewnych przemyśleń,do spojrzenia w inny sposób.Czasem do spojrzenia we własną przeszłość.Do spotkania z własnymi demonami,lękami.
    Obejrzałam kilka filmików na yt o tym teatrze.Pierwsze co mi się rzuciło to właśnie ta oszczędność i sztywność.Mnie,jakoś nie znudził XD.
    Kimono bajeczne.bardzo chciałbym mieć takie,albo podobne.Dla mnie to jest takie małe arcydzieło utrwalone na ubraniu.
    Madzia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madzia, dziękuję za komentarz. Nie wiem, czy takie filmy są potrzebne, ale cieszę się, że go obejrzałam. Nie wiem, czy ten film nie jest po prostu okrutny. Nie wiem, czy lepiej oglądać filmy, które pokazują naszą rzeczywistość (ale po co, skoro ona nas otacza?), czy lepiej raczej oglądać filmy, dzięki którym od tej rzeczywistości można się oderwać...

      Usuń
    2. A dlaczego nie?Owszem w prawdziwym świecie mamy tego po dostatkiem.A dlaczego nie zmierzyć się z tym właśnie w ten sposób?Oglądając w takiej postaci?Jak mam inne zdanie na ten temat Ty masz inne.I je szanuję.
      Madzia,
      PS.A poza tym,jakby kręcili tylko filmy ze szczęśliwym zakończenie to byłoby nudno.

      Usuń
  2. Film jest jednocześnie niesamowicie piękny i niesamowicie smutny. Za każdym razem kiedy go oglądam zachwycam się tym, jak przedstawiona została historia rodzeństwa, a jednocześnie po koniec zawsze płaczę i jest mi smutno.
    Ealin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, Ealin, czy byłabym w stanie oglądać ten film "za każdym razem"... Czasem przypominam sobie sceny z tego filmu, czuję ogromną tęsknotę (za tymi dziećmi, które odeszły?), ale chyba nie odważyłabym się obejrzeć go jeszcze raz.

      Usuń
  3. Ja mogę chyba dlatego, iż bardziej skupiam się na wizualnym pięknie tej historii. Na niesamowicie pięknych obrazach. A na końcu zawsze ryczę jak bóbr :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś, na razie dobrze go pamiętam... Zbieram się, żeby go opisać na filmowym blogu.

      Usuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails