The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

4 listopada 2013

Azjatyckie filmy na 29. Warszawskim Festiwalu Filmowym

Festiwal, festiwal i po festiwalu. Trwał taki dłuższy tydzień, od 11 do 20 października, i na program filmowy rzuciłam się, szukając filmów azjatyckich. I było ich naprawdę dużo! Tak dużo, że nie dałam rady obejrzeć wszystkich, bo chociaż miałam dofinansowanie, to jednak brak czasu na to nie pozwolił.

To, co było najciekawsze w tym filmowym święcie, to nie tylko przegląd najnowszego kina azjatyckiego, spoza głównego nurtu, eksperymentalnego, debiutanckiego, ale to, że film w sali kinowej oglądali także twórcy filmu, którym po projekcji można było zadawać pytania.

Oglądanie filmu z jego twórcą to zupełnie inne przeżycie, a mi ta forma festiwalowa przynosiła przed oczy obraz Gackto na scenie w Toronto podczas Toronto International Film Festival w 2010 roku, gdzie pojechał na premierę "Bunraku", i żałowałam, że tu w Warszawie akurat nie prezentowano z nim filmu... (rozmarzyłam się).

Festiwal był międzynarodowy, powiedziałabym międzykontynentalny, jeśli zaś chodzi o Azję, najwięcej filmów reprezentowało Chiny - aż siedem. Były to: "Ulica pułapka", reż. Vivian Qu, 2013; "Świadek", reż. Gao Zehao, 2012; "Cesarz odwiedza piekło", reż. Li Luo, 2012; "Dotyk grzechu", reż. Jia Zhang-ke, 2013; "Dystans", reż. Zhengfan Yang, 2013; "Love and Rock", reż. Xing Di, 2013; "Odlot pana Pandy", reż. Zhao Bandi, 2013.

Kadr z chińskiego filmu w reż. Vivian Qu "Ulica pułapka".
Z tych filmów udało mi się zobaczyć cztery: eksperymentalny, pozbawiony słów i muzyki "Dystans", opowiadający historię reaktywacji rockowego zespołu "Love and rock", przedstawiający w delikatny sposób stan permanentnej inwigilacji, w jakim żyje społeczeństwo chińskie "Ulica pułapka", i realistyczny film o desperackiej walce o przetrwanie w warunkach biedy i zadłużenia u miejscowej mafii "Świadek". Wszystkie te cztery filmy były ciekawe, zrealizowane w różnych konwencjach.

Aby zdążyć na kolejne filmy, czasem musiałam rezygnować ze spotkania z twórcami, niestety, niekiedy było za mało czasu, by zdążyć się przemieścić z sali Kinoteki w Pałacu Kultury i Nauki do Multikina na pietra Złotych Tarasów, po drodze w przejściu podziemnym pod ul. Emilii Plater kupując coś do picia i jedzenia. A spotkania te były bardzo ciekawe.

Okazało się na przykład, że reżyser i aktor (w jednej osobie) odtwarzający główną rolę w filmie "Love and rock" zagrał właściwie siebie samego, pokazując w filmie opowieść opartą na historii swojego zespołu muzycznego.

I to właśnie na spotkaniu po prezentacji japońskiego filmu "Kuro" dowiedziałam się od reżysera, że zdjęcia do filmu były nagrywane tylko raz, bez  żadnych powtórek, a scena, w której główna bohaterka całuje nieśmiało młodego fotografa - była w rzeczywistości jej pierwszym pocałunkiem w życiu.

Kadr z japońskiego filmu, będącego adaptacją opowiadania
Takeshiego Kitano "Powrót przyjaciół: znowu razem".
Wśród japońskich filmów obejrzeć można było na festiwalu pięć tytułów: sequel filmu Takeshiego Kitano z lat 90. ("Powrót przyjaciół") - zrealizowany przez Hiroshiego Shimizu "Powrót przyjaciół: znowu razem", 2013; horror "Kompleks", reż. Nakata Hideo, 2013; debiut reżyserski Daisuke Shimote "Kuro", 2012; dokument "Krople Nieba: Zupa Życia", reż. Tatsumi Yoshiko, Atsunori Kawamura, 2012; "Japońska tragedia", reż. Masahiro Kobayashi, 2012.

Yuta Hiraoka jako Shinji
w filmie Hiroshiego Shimizu.
W tym przypadku odpuściłam sobie horror, dokument "Krople Nieba" i film o tsunami z 2011 roku były wyświetlane w niedogodnych dla mnie godzinach, tak więc obejrzałam tylko dwa japońskie filmy: "Kuro", film formalnie eksperymentalny, który niezbyt mi się spodobał, oraz sfilmowane dalsze dzieje bohaterów Takeshiego Kitano. Ten drugi film był o wiele lepszy, miał w sobie odrobinę ducha Kitano, choć reżyser po projekcji zarzekał się, że kino Kitano nie było dla niego inspiracją i że nie próbował w żadem sposób naśladować stylu Beata Takeshiego. Film oglądało się dobrze, i nie ukrywam, że miło było popatrzeć na odtwarzającego rolę boksera Yutę Hiraokę :-). Jak powiedział na spotkaniu po filmie reżyser, Yuta Hiraoka przygotowywał się do roli boksera zaledwie trzy miesiące, a w scenach walk jego przeciwnikami byli sami zawodowi sportowcy.

Dodatkowo skusiłam się na jeden film tajlandzki, i bardzo się z tego cieszę, bo mi się spodobał, a na swoim blogu z notkami o filmach azjatyckich oceniłam go na 4 (w specyficznej 8-stopniowej skali od A do 5 ;-)). Był to tłumaczący ideę buddyjską film "Trzy oznaki istnienia".

Na festiwalu wyświetlono także jeden film indyjski ("Brzydki", reż. Anurag Kashyap, 2013), jeden indonezyjski ("O czym nie mówimy, kiedy mówimy o miłości", reż. Mouly Surya, 2013), dwa filmy filipińskie ("Mokra robota", reż. Erik Matti, 2013; "W sieci pająka", reż. Jason Paul Laxamana, 2013).

Siedem obejrzanych filmów, głównie chińskich i japońskich, uważam za bardzo dobry wynik i, oczywiście, za bardzo ciekawie spędzony czas. Cieszy mnie to, że tyle azjatyckich filmów i tylu azjatyckich twórców gościło w tym roku na festiwalu. Dodatkowo była możliwość oceniania obejrzanych filmów. Jak się okazało po zakończeniu festiwalu, żaden z azjatyckich filmów nie otrzymał wyróżnienia w sekcjach konkursowych. Jury NETPAC, czyli Organizacji Promocji Kina Azjatyckiego przyznało swoją nagrodę filmowi z Kazachstanu ("Lekcje harmonii", reż. Emir Baigazin).

Obejrzane filmy pokrótce opisuję na moim filmowym blogu, na który zapraszam, oto linki do dotychczas opisanych filmów:

Trzy oznaki istnienia, 2013, Tajlandia
Trzy cechy istnienia - to według buddyzmu trzy elementy, których zrozumienie pozwala uwolnić się od kręgu samsary. To nietrwałość, brak ja, brak cierpienia i szczęścia. Wokół tych pojęć obraca się cała fabuła filmu oraz wszystkie rozmowy bohaterów. Film pokazuje na przykładzie młodego tajskiego chłopaka i osób, z którymi się styka podczas pielgrzymki do świętych miejsc - czym jest buddyzm w swojej istocie. Czym jest ja, dlaczego szczęściem jest brak dążenia do szczęścia, jak unieszczęśliwiają nas pragnienia i przywiązanie, i jak wszystko, co nas otacza, przemija.

Kuro, 2012, Japonia
Kilkoro młodych ludzi, jednak różnych - wiekiem, zawodem, podejściem do życia, charakterem - spędza niedługi czas razem w opuszczonym hotelu nad morzem. Gdy wracają, są odrobinę inni. Tylko odrobinę, ale jednak. Film jest formalnym eksperymentem - każda scena została nakręcona tylko raz, bez względu na jakość gry aktorskiej.

Ulica pułapka, 2013, Chiny
Ulica pułapka to miejsce zaznaczone na mapie, lecz nieistniejące w rzeczywistości. To jak podpis, ukryty znak twórcy mapy. Są jednak - odwrotnie - ulice pułapki, których nie zaznaczono na mapach, lecz zdarza się w nie zabłądzić. Zdarzyło się to młodemu praktykantowi firmy geodezyjnej. Bohater ten, sprawiający wrażenie wciąż targanego emocjami, beztroskiego i naiwnego trochę nastolatka, wpada w pułapkę ulicy, pułapkę kobiety, by na koniec znaleźć się w pułapce systemu.

Dystans, 2013, Chiny
W tym filmie jest tylko jedno słowo. To tytuł. Dystans, i nic więcej. Nie ma ludzkiego głosu, nie ma pisma, nie ma nawet muzyki w tle. Lecz jest pewna niedostrzegalna wartość, wpierw niezauważalna, a później coraz wyraźniejsza jak napór powietrza, jak zwykłe dźwięki tła, których na co dzień nie zauważamy. I tak, jak w przypadkowym chaosie dźwięków z czasem słyszymy melodię, tak też w pewnym momencie filmu uświadamiamy sobie jego treść.


29. WFF się skończył, ale dziś zaczął się w Warszawie Festiwal kina Azjatyckiego Pięć Smaków, który potrwa do 11 listopada. W ramach festiwalu będzie można obejrzeć filmy japońskie (przegląd twórczości Tetsuyi Nakashimy i filmy dokumentalne), filmy hongkońskie (m.in. najnowsze krótkie metraże), kino tajwańskie (nowa fala) itd. Niektóre z filmów festiwalowych można do końca miesiąca oglądać online na stronie Kinoplex. Festiwal Pięć Smaków na także swoją edycję wrocławską i koszalińską.

1 komentarz:

  1. To każdego człowieka denerwuję.brak czasu,żeby oddać się temu co się lubi.Co do Gackt to ja też się rozmarzyłam ^_^ Zadać mu kilka pytań jeszcze po japońsku!Marzenie.
    Pozdrawiam ciepło,bo pogoda dzisiaj nie dopisuję :-)

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails