The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

24 lutego 2013

Coraz ciszej

Rozmawiałam ostatnio ze znajomym, który żalił się, że coraz więcej naszych wspólnych znajomych "zaraża się milczeniem". Najpierw ktoś przestał dzwonić, potem odpowiadać na maile. Potem druga osoba przestała odpisywać. Z trzecią kontakt się urwał, tak po prostu - proza życia, brak czasu, praca. Ktoś inny ma szkołę, egzaminy. Inny nie może się zebrać, by choć w kilku słowach odpowiedzieć na maila... i takie cisze się gromadzą, wydłużają, przeciągają...

Pomyślałam, że wezmę sobie za punkt honoru zawsze odpowiadać na maile, na komentarze na blogach i Facebooku, nie zostawiać ludzi bez odpowiedzi, pomyślałam, że ja się nie poddam tej "chorobie milczenia", tej "alergii na maile". Jednak i mi czasem zdarza się patrzeć tępo w otrzymanego maila, i czasem chciałabym odpisać tylko skrótem: TL;DR. Ostatnio w odpowiedzi na maila zaproponowałam, że po prostu zadzwonię. I pocieszam się, że to nie jest zły objaw - rozmowa telefoniczna przecież jest prawdziwszym, bliższym kontaktem z człowiekiem niż maile.

Postępującą ciszę widzę jednak nie tylko w skrzynce pocztowej (która obecnie służy mi już chyba tylko do kontaktów zawodowych). Coraz ciszej na blogu, coraz ciszej na Facebooku. Gdy patrzę na statystyki bloga, którego popularność od trzech lat systematycznie wzrasta, to zaczynam podejrzewać, że tę popularność wyrabiają mi boty, ponieważ pod postami czasem ani żywej duszy. Czasem rozglądam się po innych blogach, próbując poznać nowych ludzi o podobnych zainteresowaniach - często nawet nie odpowiadają na komentarz, który im zostawiam na blogu...

Może po prostu real wygrywa z życiem wirtualnym, i wcale nie jest to czymś złym, wręcz przeciwnie. Sama się zastanawiam ostatnio, czy nie pokasować kont na różnych portalach, zniknąć z Facebooka, co oczywiście ograniczy kontakty z ludźmi do tych z reala. Bo jeśli to milczenie będzie postępowało, to w którymś momencie okaże się, że jesteśmy sami w wirtualnym tłumie.

27 komentarzy:

  1. Ja też zauważyłam, że mam coraz mniej czasu, blog wypiera, to co się dzieje w domu, w życiu, na ulicy, w przedszkolu, nie oglądam już tylu filmów. Po prostu nie mam na to czasu, więc i nie mam o czym pisać. Jest to przykre, bo przez jakiś czas blog był dla mnie swego rodzaju "pompą" dającą mi życie i cel egzystencji (przez pewien czas). Mam dużo filmów, których nie opisała, a powinnam, ale to musiałabym obejrzeć fragment żeby go opisać, zebrać w sobie "tą wenę". A przede wszystkim każdy wychodzi z założenia "jutro też jest dzień" i tak to ucieka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nathalienn, może masz rację, może to tak właśnie jest. ale z drugiej strony nie wydaje mi się, żeby większość osób, które znam, miała teraz mniej czasu i więcej zajęć niż na przykład rok czy dwa lata temu. Może to jest też trochę zmęczenie netem?
      Sama staram się oglądać czasem filmy azjatyckie i opisywać je na blogu, ale rzeczywiście czasem trudno mi się zebrać do tego, i jedną notkę czasem szykuję kilka dni. Może po prostu jesteśmy bardziej zmęczeni? Może bardziej potrzebujemy spokoju?

      Usuń
    2. Możliwe, że to zmęczenie internetem, w końcu nie należymy do tego młodego pokolenia, które umawia się po szkole na gg ;) Jeśli chodzi o ludzi, którzy raczej nie zwiększyli ilości zajęć, to jedno wytłumaczenie na to i już nie raz je słyszałam "zabija nas proza i jednostajność życia". Może coś w tym jest, że nie tyle internetem, co tym światem, walką z codziennością jesteśmy tak zmęczeni, że już nam się nic nie chce? Ale mimo wszystko byłoby miło dostać maila, czy chociaż smsa- zamiast maila od takiej osoby, bo to przecież też forma rozmowy.

      Usuń
    3. Ja mam nadzieję, że nie wszystkich nas zabija proza życia, w każdym razie ja staram się dodawać do życia kolory i pasje. Ale ze zmęczeniem masz racje, nierzadko ze zmęczenia nie chce mi się zupełnie nic.

      Usuń
  2. A, pisałam i się zastanawiałam, czemu jest taki szary ten cały blog. A to głupi FB znowu się mnie pyta czy to sp...! Kliknęłam, że nie, przeładowało stronę i skasowało mi, co pisałam :(

    Jesteśmy sami w wirtualnym tłumie. Natłok informacji sprawia, że już mamy dosyć i wolimy się wyłączyć i tylko tępo patrzeć. A czasem też pytanie "co słychać" dobija, bo człowiek nie ma ochoty sobie przypominać, jak jest źle. Ale w tej całej sytuacji myślę, ze to natłok bodźców i możliwości realizacji. Jedni chcą odpocząć od wirtualnego świata, inni przenoszą się w miejsca, które im najlepiej służą. Teraz chyba najprężniej się rozwijają serwisy obrazkowe i krótkie teksty, bo nikomu się nie chce ani pisać, ani czytać długich wypowiedzi. Świat leci szybko do przodu, jak nie obejmiesz czegoś jednym rzutem oka, to klikasz dalej. Łatwiej jest np. oglądać obrazki na tumblr, okazać poparcie podając je dalej czy klikając na gwizdki, niż się produkować z pisaniem tekstów. Dostęp do całego świata ma zatem plusy i minusy - za dużo mamy tego świata pod ręka, trudno się skupić, a ciekawa informacje mogą odciągać tych co jednak nadal lubią czytać.
    Ale są jeszcze gorsze przywary - mi np. się nie chce gadać, wolę pisać wtedy, kiedy mi pasuje, a nie rozmawiać gdy ktoś dzwoni ;) Z drugiej strony jak pisze, to przez literówki robię to dwa razy dłużej, wiec może już starczy tej bezładnej paplaniny.

    Podsumowując - ludzie mają problemy prywatne i przez to przestają się komunikować, nie mają ochoty pisać/mówić o swoich porażkach, prawdziwych czy urojonych. Inni zaś oślepli od reklam, nadmiaru linków i zostaje im podaj dalej oraz tl;dr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba niestety jest właśnie tak, jak napisałaś, Sirielle. Może ten świat wirtualny jest za bogaty, za szybki, za dużo kolorów, migających obrazków, dźwięków. Czasem mam ochotę zamknąć się w świecie papierków - w świecie dużo mniejszym mojego pokoju, cichszym, wolniejszym. Może inni mają podobnie. A może niestety jest jak napisałaś ludzie mają problemy, o których nie chcą pisać (co zupełnie rozumiem), więc często przestają pisać w ogóle.

      Usuń
  3. Myślę, że jesteśmy zmęczeni ilością, szybkością i natłokiem informacji, które w każdej sekundzie niemal biją się o naszą uwagę. Czasami mam ochotę powiedzieć "Niech ktoś zatrzyma świat, ja wysiadam". A może po prostu odkrywamy, że właściwie bliskość i łatwy dostęp do "wszystkiego" w świecie wirtualnym to pozory.

    OdpowiedzUsuń
  4. Poza tym trochę mnie odstrasza to, że strony typu Facebook chcą wiedzieć o mnie coraz więcej i śledzą niemal każdy mój internetowy krok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poniekąd tak, to pozory, osoby i sprawy dalekie wydają się bliskie, relacje internetowe czasem nie przekładają się na to, czego potrzebujemy w realu: zaufania, bliskości, szczerości itp. To taka karuzela, albo shinkansen ;-).
      A FB moim zdaniem coraz bardziej przegina z kontrolowaniem, co mam widzieć, a co nie. Na razie jest jeszcze przydatny, ale wydaje mi się, że w którymś momencie stanie się bez sensu.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. rację macie.
    była nasza klasa i wielki zapał. po pewnym czasie entuzjazm osłabł i cisza i marazm. wszyscy czekają ,nie wiem na co. beznadziejnie, podobnie na fb, to już lepiej na bloggerze pożartować.pewne osoby na fb mają po 4 tyś. znajomych i nic z tego nie wynika .a i tu na bloggerku znajomi wykruszają się. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Di, dziękuję za komentarz. Na co czekają? Może czekają, aż ktoś się nimi zainteresuje, choć sami się nikim nie interesują? Może to tak jest, że chcemy, by to nami się interesowano, więc milczymy, siedzimy, każdy na własnym profilu, koncie, blogu?... Chociaż nie wiem, może się w tym mylę.
      Również pozdrawiam :-)

      Usuń
  6. Taki odpoczynek od neta dobra rzecz.Mnie ta cisza czasem denerwuję.Jakby było to coś wielkiego odpisać komuś.Głowy do góry!Nie trzeba się tym zrażać.Odpisywać trzeba ,jeśli się tego robić nie będzie to nie dziwota,że ludzie dadzą sb spokój.
    Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!
    Może to poniekąd przez zimę,która jeszcze jest.Ludzie mają mnie energii.
    Madzia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, Madzia, jak człowiek się do nikogo nie odzywa, to i do niego się nie odzywają :-). Mam nadzieję, że razem z wiosną wstąpi w nas nowa energia i dużo optymizmu :-). Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Ja mam troszkę inną teorię. Myślę jednak, że będzie ona uzupełnieniem Waszych poprzednich wpisów. Na początku wszystko jest takie nowiutkie, świeże, ciekawe. Ekscytujemy się tą nowością, no i zakładamy konta, profile, blogi itd. Ale z czasem wszystko powszednieje. Tak to już bywa z ludźmi, ciągle podążamy za czymś nowszym, w naszym mniemaniu lepszym. Pamiętam, jak to było z "naszą klasą". Po takim boomie nastąpiło "zmęczenie materiału". Nagle okazało się, że N-K to wieś, obciach totalny, że teraz jeśli chcesz być trendy i cool, to tylko "twarzo-książka", pal sześć, że masz kilkuset znajomych o których tak naprawdę nic nie wiesz (bo ich najzwyczajniej w świecie tak naprawdę nie poznałaś). Za chwilę wymyślą coś znowu i historia zatoczy zgrabne kółeczko. A my podążymy, jak stado baranów, bo ktoś nam wmówi, że to co robiliśmy do tej pory jest już przeżytkiem a teraz jest czas na... (i tutaj sobie wpiszcie jakąś dowolną, netową nowinkę). To takie typowe :-))
    Zgadzam się również z teorią o zmęczeniu. Przyłapuję się często na tym, że choć regularnie tu zaglądam, czasami gapię się w monitor chcąc zaznaczyć jakoś swoją obecność, żebyś wiedziała, że jestem i że np. zachwyciło mnie to co tu zobaczyłam i ...jasna pogoda, zupełnie nie wiem co napisać. Słowa jakoś nie potrafią łączyć się w logiczne zdania. Jeśli to nie jest zmęczenie, to ja może zacznę szukać dobrego psychologa. Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cat, czyli może jest tak jak mówisz z komentarzami? Ekscytujemy się czyimś blogiem, piszemy komentarze, a potem już nam powszednieje, może staje się "obowiązkiem", a może zwyczajnie traktujemy go jako coś, co jest, gdzie się czasem zagląda. Sama przyznam, że są blogi, na które regularnie zaglądam, ale jakoś nie komentuję ich... Hm, może przydałby się przycisk "lubię to" ;-), to byłoby łatwiej zaznaczyć swoją obecność na blogu, nie komentując ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, przydałby się taki przycisk :-))

      Usuń
    2. Chciałam go wstawić, ale chyba mam za dużo wpisów, albo stary html bloga, bo nie chce się wpisać. Ale dodałam ten przycisk do bloga z filmami. Tu nie wiem dlaczego, nie chce się pokazać.

      Usuń
  9. I wywołałaś lekkie ożywienie ;-)

    A mnie chyba słów brakuje, i tylko tyle napiszę.

    Asai

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale miło, że coś napisałaś ^^. Pozdrawiam :-).

      Usuń
  10. Wysłałam maila, ale możliwe, że zniknął w tłumie, więc jeszcze tu się przypomnę z moim pytaniem: co też przybyło u Ciebie na japońskiej półeczce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asai, oto moje nowości:
      Natsume Soseki "Jestem kotem",
      Masahiko Shimada "Wyrok śmierci na życzenie"
      Royall Tyler "Baśnie japońskie" (National Geographic)
      Hiromi Kawakami "Pan Nakano i kobiety"

      :-)

      Usuń
    2. Zazdroszczę "Jestem Kotem", przeczytałam, spodobało mi się i chciałabym postawić na półce ;-)
      Ale z drugiej strony może też uda mi się spotkać gdzieś egzemplarz i zakupię.

      Asai

      Usuń
    3. Ja znalazłam w empiku :-)

      Usuń
  11. Strasznie to pesymistyczne - że proza życia zabija, że zmęczenie informacją, że znudzenie, że pęd za nowością. Ja się nie zgodzę, nie do końca. Świat wirtualny niewiele różni się od rzeczywistego. Ludzie się pojawiają, jakiś czas są, czasem znikną prędzej, czasem później. Nie ma różnicy, w Sieci czy poza. Spotykając ludzi w realu, nie zawsze mamy ochotę się odezwać, czasem tylko przysłuchujemy się rozmowie lub słuchamy, co ktoś do nas mówi, a sami milczymy. Bo taki dzień, bo nastrój. A innym razem gadamy jak katarynka i energii w nas pełno. Bywa.

    Jeśli brakuje nam blogowych dyskusji, może rozpocznijmy jakąś - nie każdy post wymaga reakcji, niektóre, jak recenzje filmów czy książek, są jak artykuły: czytamy, zbieramy informacje, wyrabiamy opinię i tyle. Inne budzą wręcz konieczność dyskusji. Ale dyskusja zazwyczaj zaczyna się od pytania o opinię, prawda? Przyczyny blogowej czy ogólnie sieciowej ciszy bywają takie same, jak przyczyny ciszy w realu - czasem jest to "taki dzień", a czasem brak pytania wprost, brak naszej wyciągniętej ręki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Litera, bardzo przepraszam za takie późne odpisanie... Ja widać, i mnie dopadła trochę to milczenie, a raczej zmęczenie i zapracowanie. Doba za krótka, sił za mało, i tak to jakoś wychodzi. No tak, jak się jest zapracowanym, to i czasem nie ma się siły na spotkania - nie ważne czy realne czy wirtualne. Czasem jedyne, o czym się myśli, to żeby coś zjeść i się umyć, zanim się padnie spać, i to wszystko. Ja przynajmniej tak ostatnio miewam.
      Dobrze, że są weekendy, a czasami i święta, to pozwala trochę więcej odpocząć i daje trochę dodatkowego czasu :-).

      Usuń
  12. Obserwując po sobie mogę stwierdzić, że po powrocie do domu i spełnieniu domowych obowiązków mam raczej ochotę na sen niż stukanie na klawiaturze i wymyślanie składnych zdań ;) I często przeciąga się to w wieczne 'nie dziś, jutro... jutro'. I nagle okazuje się, że minął miesiąc albo i więcej.
    Smutna to rzeczywistość...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ismara, no właśnie, po sobie mogę stwierdzić to samo... Mam jednak nadzieję, że ludzie będą o sobie nawzajem pamiętać mimo czasem przeciągającej się ciszy, że mają cierpliwość i są wyrozumiali, szczególnie, jeśli sami są w podobnej sytuacji.
      Pozdrawiam :-).

      Usuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails