The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

13 października 2012

Anathema w Warszawie - 5 października 2012

Byłam drugi raz na koncercie Anathemy - to zespół, którego słucham od lat 90., ale pierwszy raz na ich koncert poszłam dopiero w tamtym roku. Kilka dni temu był drugi raz, również w Warszawie, i również wybrałam się razem z Sirielle, chociaż tym razem towarzyszyła nam Eriu ^^.


Mimo iż wyszykowałam sobie na koncert czarne dżinsy i czarne glany - pojechałam na niego nie do końca "koncertowo" wyszykowana. Tego dnia wybitnie nie czułam się wyjściowo, do dżinsów nałożyłam sportowe buty (czego wcześniej nigdy w życiu bym nie zrobiła, wybierając się na koncert), narzuciłam różową (!) kurtkę i nawet zapomniałam założyć soczewki kontaktowe... pojechałam do Warszawy w okularach, machnąwszy bardzo oszczędny makijaż. I przyznam, że gdyby nie to, że Sirielle miała dla mnie już przynajmniej od pół roku kupiony bilet, to nie wiem, czy bym tego dnia w ogóle wyszła z łóżka, a co dopiero z domu...

Jednak, jak się okazało, koncert był wspaniały! Do Progresji już we trzy dojechałyśmy bez problemów, tam, zaglądając do mojej torebki (czego tam nie było...), ochroniarz spytał się: "Mam nadzieję, że nic z tego nie wyskoczy?", i weszłam do środka. W Progresji mnóstwo ludzi, napoje bardzo drogie, nie ma gdzie usiąść, a kolejka do damskiej toalety tak długa, że podobnie jak niektóre kobiety, decydowałam się skorzystać z męskiej łazienki.

Był support. Nie lubię supportów, ponieważ mnie męczą. Przeważnie są źle nagłośnione, ponieważ wszystko już jest ustawione pod główny zespół. Byli to A Dog Called Ego. Pierwszy kawałek zagrał i zaśpiewał z nimi Vincent Cavanagh z Anathemy i dla mnie to wystarczyło jak na tę część koncertu. Resztę supportu przegadałyśmy sobie z Eriu na zewnątrz klubu na ławce, patrząc, jaki tłum wali do Progresji. Koncert, jak się okazało, został wyprzedany.


Gdy na scenę wyszła Anathema, czekałyśmy już w środku w tłumie. Gdy zaczęli grać - wiedziałam już, że zaliczę ten koncert do najlepszych, na jakich w ogóle byłam. "Untouchable 1", a zaraz potem "Untouchable 2" - to jest Anathema, która trafia do mojego serca i do duszy, która wzrusza. Śpiewaliśmy chyba wszyscy:

I had to let you go
To the setting sun
I had to let you go
And find a way back home

When I dream all I see is you
When I dream all I see is..

I never seen a light that's so bright

Najnowszy album Anathemy "Weather System", wydany w kwietniu tego roku, jest dla mnie dowodem na to, że Anathema żyje, że tworzy poruszającą piękną muzykę, wciąż się doskonali muzycznie i wciąż potrafi zawrzeć w dźwiękach i słowach uczucia i wyjątkową atmosferę. Vincent ma głos, który potrafi wyrazić te emocje, a dodatkowo przepięknie współbrzmi z głosem swojego brata Danny'ego. Delikatności, lekkości tej muzyce dodaje głos Lee Douglas, siostry perkusisty, Johna Douglasa.


Pierwsza połowa koncertu była wspaniała, i muszę przyznać, że nagłośnienie było rewelacyjne. W okolicach połowy koncertu pojawiły się utwory, których nie znałam - "Emotional Winter" i "Wings of God", potem znów były utwory, które lubię, ale zaczęłam czuć się zmęczona... Ponieważ - i tu przechodzę do wad koncertu... - koncert był bardzo długi ;-). Chociaż oczywiście z innego punktu widzenia to zaleta. W okolicy "Flying" wyszłam z tłumu, żeby gdzieś na chwilę przysiąść, ale po paru minutach wróciłam znowu, szczególnie, że Anathema na koniec zagrała swoje przepiękne starsze utwory. Niestety nie było "Temporary Peace", który jest moim ulubionym utworem Anathemy, ale słyszałam go na żywo rok temu. Generalnie był to koncert przedstawiający głównie materiał z dwóch ostatnich płyt i bardzo mi się to podobało. Jako że z północą zaczynał się dzień urodzin Danny'ego Cavanagha, zaśpiewaliśmy mu "Sto lat". Danny na koniec zaśpiewał fragment piosenki George'a Michaela "Careless Whisper" - a my z nim ;-).

Fragment koncertu w Warszawie:

Na koniec zrobiono nam zdjęcie (fot. z Facebooka, konto Daniela Cardoso). Jestem po prawej stronie zdjęcia w okolicach tego filaru (ale mnie nie widać).

Warszawa, Progresja, 5 października 2012.

Po koncercie kręciłyśmy się jeszcze trochę pod sceną, a organizator rozdawał plakaty Anathemy. Niespodzianką zaś było to, że Danny, Vincent i Lee przeszli do stołów sklepiku przy szatni, gdzie można było dostać od nich autograf czy zamienić słowo - chociaż nie było w tym absolutnie takiego porządku, jak w meet & greet zespołów japońskich. Wszyscy kupą się rzucili na stoliki, nie było żadnej kolejki, niektórzy ani myśleli odejść od stolika :-). Udało mi się jednak najpierw podać bilet Danny'emu, a potem ponad głowami ludzi podałam bilet Vincentowi i poprosiłam go, żeby podał następnie bilet Lee, żeby i ona się podpisała. Tak więc mam ich autografy, raczej chyba tylko dlatego, że przyzwyczaiłam się zbierać autografy od zespołów japońskich ;-). Ale się cieszę ^^. Naprawdę ich lubię :-).

Autografy: Lee Douglas (srebrny), Danny'ego Cavanagha (zielony)
i Vincenta Cavanagha (czarny).

Koncert samej Anathemy trwał chyba ze trzy godziny, wyszłyśmy z klubu po północy.


7 komentarzy:

  1. Poprzednio byłyśmy na Anathemie 2 lata temu, w zeszłym roku to na YFC ;)
    http://www.last.fm/event/1639431+Anathema+at+Proxima+on+3+October+2010

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę... A ja cały czas mówiłam, że byłam na ich koncercie rok temu ;-)))

      Usuń
    2. Hehe, a to moja relacja z koncertu sprzed dwóch lat:
      http://ame-to-umi.blogspot.com/2010/10/anathema-weseli-doommetalowcy.html

      Usuń
    3. I wtedy grali dłużej. Fajnie powspominać :) Świetny koncert, z "Temporary peace" byłoby w ogóle pięknie, ale zagrali "Orion" Metalliki, więc nie mogę narzekać ;)

      Usuń
  2. No to ja mogę tylko żałować, że ominęła mnie taki koncert ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może za rok pójdziemy razem? :-))

      Usuń
    2. *ominął oczywiście

      Może w końcu mi się uda xD

      Usuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails