The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

28 września 2012

Kolorowo i spokojnie

Z końcem września robię remanent zawodowy. Jak pewnie dało się zauważyć, byłam ostatnio bardzo zmęczona, przepracowana, czasami wprost wykończona. Pracowałam i spałam - to były moje dwa podstawowe zajęcia. Jednak w końcu ta sytuacja stała się dla mnie nie do wytrzymania, i postanowiłam, korzystając z nadarzającego się końca umowy - zrezygnować z jednej pracy. To mi otwiera nowe możliwości, na razie przede wszystkim będę miała trochę więcej czasu na inne zlecenia, a z czasem mam nadzieję, poprawi mi to moją sytuację finansową. Tak czy inaczej "śpię i pracuję" zamieniłam chwilowo na "śpię i jem" ;-), czyli dwa dni regeneracji na razie.

Nie marnuję jednak czasu, i byłam wczoraj na dwóch spotkaniach o pracę, w tym jedna - w restauracji w Mariotcie - czerwone miękkie dywany, aż mi szpilki w nich grzęzły, kryształowe wielkie żyrandole i astronomiczna cena herbaty. Rozmowa jednak była owocna, jest szansa na współpracę, czyli na zlecenie od czasu do czasu z jakąś tam na razie nieokreśloną perspektywą. Ledwo oparłam się pokusie zrobienia zdjęcia przez szybę, bo ładnie wyglądał widok za oknem na tle wnętrza. Ale jednak najciekawsze były dla mnie rybki koi w fontannie na parterze:

Koi w fontannie, Mariott, Warszawa.

Do Warszawy nie jeździłam prawie prze rok - ludzie tam wydają się inni niż w moim mieście, chociaż wiem, że tak naprawdę mijam w większości ludzi przyjeżdżających do pracy z podwarszawskich miejscowości. Ale jednak tu łączyło ich jedno - spieszyli się wszyscy. No i sklepy - kolorowe, ekskluzywne i drogie... Ale miło popatrzeć. Tutaj w sklepie z mydełkami, świeczkami zapachowymi i dodatkami do kąpieli:

Pachnące babeczki do kąpieli.

A tu prawdziwe ciasteczka do jedzenia. Nie kupowałam ich, nie wiem, czy są smaczne, ale wyglądają uroczo:


Ciasteczka w Złotych Tarasach.

W Złotych Tarasach czekałam na drugie spotkanie. Widok z okna:

Widok ze Złotych Tarasów.

Miałam trochę czasu, więc poszłam do japońskiej restauracji coś zjeść. Zadziwiające, ale miałam ochotę na sushi! Jednak jest ona na razie dla mnie za drogie, no i okazało się, że trzeba zamówić cały zestaw, czyli sześć lub osiem porcji, nie można zamówić na przykład czterech. Trudno. Zamówiłam zupę miso. Była bardzo dobra ^^.

Zupa miso w restauracji Hana Sushi.

Teraz jesień wydaje mi się spokojna, i mam chęć kontemplować ją w japoński sposób. Pójść na spacer oglądać czerwieniejące liście klonów... A nawet jeśli nie rosną tu japońskie klony ;-). Nastroiła mnie tak książka, którą właśnie skończyłam czytać - "Kraina śniegu" Yasunari Kawabaty.
W lustrze wmontowanym w toaletkę, ustawioną w pobliżu okna, odbijały się zbocza gór, płonące czerwienią jesiennych liści. Pośrodku lustrzanej tafli jaśniało też promienną aureolą jesienne słońce.

9 komentarzy:

  1. Tylko nie jedz sushi z surową ryba ;)
    Trzymam kciuki za pozytywne zmiany! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-).
      Myślisz, że coś może tam być żywego, jak to mięso wcześniej było mrożone? W Japonii to nie muszą mrozić, bo mają blisko, ale u nas na pewno było to długo zamrożone.

      Usuń
    2. Linkowałam Ci film wyjmowania pasożyta słonowodnego, który siedział w żołądku faceta po zjedzeniu ryby, pewnie sushi. Mrożone czy nie, szansa pewnie minimalna, ale jest.

      Usuń
    3. Brrr... nie oglądałam tego i nie obejrzę... ale może rzeczywiście nie będę ryzykować...

      Usuń
  2. Też mam "Krainę Śniegu" za sobą.
    I wolę "Głos Góry". Bardziej odpowiadał mi jego rytm, bohater. W "Krainie" ta dziewczyna chyba mi nie podpasowała. Zbyt nadpobudliwa, sprzeczności w zachowaniu.

    Za to teraz poczytuję "Księgę Herbaty". i jestem zadowolona z lektury ;-)

    Trzymam kciuki z Ciebie i Twoje plany. Żeby na wszystko coważne znalazł się czas ;-)

    A zdjecia ciastek są takie japońskie ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asai, "Kraina śniegu" to moim zdaniem przepiękna opowieść o przeciwieństwach - bardzo dużo symboliki - ogień, gorąco, zmysłowość kontra duchowość, śnieg, biel i milczenie. Niesamowite opisy, niektóre akapity jak haiku. I czerwień na bieli, biel na czerwieni - przeplatająca się przez całą książkę. Gorąco i zimno, żywotność i choroba, życie i śmierć, śnieg i ogień. Niesamowita książka.

      A "Głos góry" też wspaniały, też symbolika - delikatniejsza. Cały czas widzę w wyobraźni ten wielki słonecznik potargany przez tajfun. Odebrałam go jako symbol pokonanej w wojnie imperialnej Japonii.

      Dziękuję za trzymanie kciuków :-))). Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Co do pasożytów to głębokie mrożenie w około -80 stopniach Celsjusza po kilku dniach wytłucze raczej wszystko łącznie z cystami i innymi przetrwalnikami. Zawsze istnieje ten pechowy margines gdzie coś się do naszego organizmu dostanie, ale w Polsce to się raczej rzadko zdarza, zwłaszcza jeśli jemy w sprawdzonych restauracjach. Miriel masz rację w tej kwestii że w Japonii nie muszą mrozić i dlatego takie ryzyko jest większe, w Polsce nie ma co ukrywać, sushi nie jest daniem spotykanym co krok, a poza tym są przepisy regulujące przetwarzanie produktów i prowadzenia restauracji ogólnie, i są one respektowane (zaskakujące, prawda? xD), co innego w USA gdzie na trawniku stawiasz budkę z hotdogami, budujesz pseudo-macdonalda i w kilka dni załatwiasz wszystkie zezwolenia ale nikt nie najeżdża ci skąd bierzesz tak naprawdę produkty. Nie wiem jak to jest w Japonii czy innych krajach niestety.
    Również trzymam kciuki za realizację twoich planów zarówno zawodowych jak i remontowych i wypoczynkowych ^^
    Sklepy z mydełkami i świeczkami są dobre jeśli nie są ekskluzywne i drogie, tylko wciśnięte pomiędzy kamieniczki na jakimś końcu ulicy, ciasne i pachnące, kolorowe też... No drogie mogą pozostać specyfika towaru.
    Takie miejsca jak Złote Tarasy czy poznański Stary Browar mnie przytłaczają - są za duże, choć może kilka więcej wizyt i bym się przyzwyczaiła?
    A o babeczkach chciałam napisać, że niesmaczne, bo z plastiku ;)Naoglądałam się za dużo takich babeczkowych ozdób na tumblrze ^^
    Ach, jak zwykle ponosi mnie literacko, szkoda, że nie wtedy kiedy trzeba, bo matura za pasem.
    Pozdrawiam gorąco ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Obie wersje babeczek wyglądają ślicznie. I apetycznie :)

    Mam nadzieję, że remanent zawodowy przyniesie same pozytywne zmiany!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ismara, dziękuję. Na razie mam małe zlecenia, z których jeszcze nie ma pieniędzy, ale mam nadzieję, że jakoś przetrwam...

      Usuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails