The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

3 lipca 2012

Pranie Gakuchiego, Zuzinka, Anli Pollicino i co tam u mnie

Zdecydowałam się w końcu uprać Gakuchiego. Był naprawdę brudny. Jakoś dopiero teraz stwierdziłam, że zaryzykuję i wsadzę go do pralki. No i wyglądał w niej tak...


Pranie nastawiłam krótkie - na 30 minut. Gakuchi uprał się bardzo ładnie, nie wygląda na uszkodzonego, tak więc przyczepiłam go do sznurków na pranie na balkonie. Powisi sobie jednak w tej "przestrzeni" całą noc - mam nadzieję, że nie będzie jakiejś wichury i mi go nie zwieje z balkonu ;-).


Wciąż jest u mnie koteczka Zuzinka. Miałam ją oddać w czwartek, i oddałam... ale okazało się, że kobieta, która ją miała wziąć, nie wzięła jej, bo w tym domu, gdzie zaniosłam ją w czwartek, kotka się zestresowała, chowała po kątach, syczała i prychała... Dla mnie to nic dziwnego: byli tam obcy dla niej ludzie, kilka kotów, pies i dwa kocięta, dla których też szukano domu. Gdy dowiedziałam się w sobotę, że Zuzinka nie je, to po nią poszłam i przyniosłam z powrotem do domu.


Pani powiedziała mi, że kot jest dziki i nie nadaje się do oddania do ludzi... A gdy Zuzinka mnie zobaczyła, od razu zaczęła mruczeć i weszła mi na kolana. Zabrałam ją, i u mnie w domu od razu poleciała do misek dużych kotów zobaczyć, czy jest coś do jedzenia, obejrzała całe mieszkanie i zaczęła się bawić zabawkami. Nie bała się nawet Mili, która czasem potrafi ją zaatakować.


Tak więc znowu mam trzy koty, Zuzinka ze mną śpi, jak siedzę przy komputerze, to wskakuje mi na kolana, mruczy. Poza tym rozumie, jak się ją woła po imieniu, rozumie słowa "nie gryź", "zejdź stąd" i "siu". To po prostu kot dla kontaktowego człowieka, który chce się porozumieć ze zwierzęciem! Pani narzekała, że kotek nie chce być noszony na rękach... Przyznam, że ja prawie w ogóle nie podnoszę kotów, chyba że tego chcą (tylko Łapka), i nie brałam w ogóle Zuzinki na ręce, bo po prostu nie mam takiego zwyczaju, ale ta Zuzinka sama na mnie włazi, że aż się czasem opędzać muszę...

Tak więc jest do oddania mądry kotek, energiczny, kontaktowy, potrzebujący porozmawiać z człowiekiem, ciekawski, biegający za piłeczkami z dzikimi warknięciami, grzeczny, dobrze wychowany, zaszczepiony i czyściutki ^^.


W piątek byłam na koncercie Anli Pollicino. Pomyślałam, że nie będę robić oddzielnego wpisu na relację z koncertu. Koncert był w piątek 29 czerwca w klubie Progresja w Warszawie. Bilet w przedsprzedaży kosztował 40 złotych, więc nie jest do dużo, jak za bilet na zagraniczny zespół. Na koncert przyjechała również Asai, więc wybrałyśmy się razem \(*^^*)/. O zespole Anli Pollicino przed koncertem pisałam tutaj: Koncert Anli Pollicino w Poznaniu i w Warszawie.


Spodziewałam się naprawdę jedynie 30 osób na koncercie... Przyszło około 65 fanów. Przyszłyśmy z Asai do klubu trochę wcześniej i mało brakowało, a byśmy się spóźniły, bo zespół zaczął grać przed czasem! To mi się pierwszy raz zdarzyło, że zespół zaczął koncert przed planowaną godziną. Na wejściu ochroniarze podstęplowali nam ręce pieczątkami w kształcie kotka, szatnia była czynna (co się chwali, bo w niektórych klubach w lecie szatnie bywają nieczynne), sala była podzielona na pół, a scena ustawiona na bocznej ścianie. To był dobry pomysł, bo przy tak małej ilości ludzi Progresja wydałaby się bardzo pusta.

Zdjęcia Anli Pollicino z ich autografami ^^ - już oprawione w antyramę.

Przed koncertem słuchałam tylko utworów z najnowszej płyty, ale zespół chyba nie ma w dorobku zbyt wielu utworów, bo większość wydawała mi się znajoma. Podoba mi się ich brzmienie, więc cokolwiek grali - podobało mi się. Podoba mi się melodyjność z cięższym brzmieniem, trochę growlu. Anli ubrani byli tak, jak na zdjęciach powyżej (zdjęcia te kupiłam w sklepiku po koncercie). Anli byli bardzo kontaktowi, zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie, próbowali rozmawiać z publicznością - i przede wszystkim przygotowali się do tego. Mieli kartki w napisanymi po polsku zdaniami i słowami, i każdy z muzyków czytał je do publiczności. Uczyli nas mówić po japońsku - każdy po kolei mówił nam, co mamy powtórzyć (były to między innymi różne śmieszne rzeczy, chyba jedno słowo to było "oppai" - "cycki" i "ossu" albo bardzo podobne słowo). Sami mówili "polish pierogi", a perkusista przez moment chodził po scenie z jakąś konserwą w ręku. Uczyli nas też swojej choreografii (to wideo z Niemiec, ale w Warszawie było tak samo):

Są dwie strony: left i light ;-))

Zaśpiewali też "Spin Me Around", na które czekałam. Na bis zaśpiewali dwie piosenki i cały koncert był w bardzo miłej atmosferze, mała ilość fanów nadrabiała zaangażowaniem, nie obyło się bez pisków i gładzenia muzyków po rękach. My z Asai stałyśmy w zasadzie na końcu, a to był... piąty rząd ;-)). Więc i tak byłyśmy bardzo blisko. Ja nie wyciągałam do nich rąk. Bardzo dobrze się bawiłam na koncercie. Po koncercie i chwili przerwy zespół wyszedł do fanów, zasiadł za stolikami i można było do nich podchodzić po autografy.

Takie meet & greet z autografami to przemiła sprawa, na którą czekam z wytęsknieniem. Jest dla mnie ważne, by móc po koncercie podziękować osobiście za występ, powiedzieć "arigatou", spojrzeć im w oczy (*Ó.Ó*), usłyszeć, co odpowiadają (tylko mi w tej sekundzie! ;-))), podać im rękę. heh, brzmi to trochę fetyszystycznie, ale to wspaniałe przeżycie - to takie przekroczenie bariery, tej szklanej szyby, ekranu monitora, między fanem a muzykiem. Nagle, przez sekundę, jest on żywym człowiekiem, widzi się błysk w jego oczach, czuje się ciepło dłoni - przez tę chwilę nie jest tylko wystylizowanym obrazem na zdjęciu czy filmiku z youtuba, a prawdziwym człowiekiem, z którym można zamienić choć dwa słowa, i przekonać się namacalnie (dosłownie! ;-), że jest prawdziwy. I robi to wrażenie nawet w przypadku tak mało znanego zespołu jak Anli Pollicino ^^.

A jutro 39. urodziny Gackto \(=^.^=)/


Poza tym kupiłam kilka książek japońskich pisarzy - chodziłam po księgarni i szukałam japońsko brzmiących nazwisk na półkach :-). Kupiłam:
- Natsuo Kirino "Wyspa Tokio"
- Rei Kimura "Motyl na wietrze"
- Miki Sakamoto "W cieniu kwitnących wiśni"
- Yoko Tawada "Fruwająca dusza"
- Hiromi Kawakami "Manazuru"


I będę te książki czytała chyba do końca roku :-).

13 komentarzy:

  1. Uuuu.......żeby tak króliczka do pralki?!?!? Ja to bym w rączkach prała....!
    A baba od Zuzinki to na kotach sie nie zna po prostu....może i dobrze, może Zuzinka fajniejszego człowieka se znajdzie?

    smok (dziś bez ciapek!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mu się nie stało :-))) Pomyślałam, że tak będzie najlepiej, to było pranie na 30 minut.
      Mam nadzieję, że Zuzinka pójdzie w dobre ręce :-)

      Usuń
  2. Widzę,ze koncert był niezły:-)Co Zuzi mam nadzieję,że szybko znajdzie nowego właściciela.Wymyśliłaś prezent dla Gackt?
    Madzia**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wymyśliłam prezent dla Gackto ^^. Zastanawiam się teraz tylko, czy na ten adres który mam, rzeczywiście dochodzą do niego listy i paczki.

      Usuń
  3. Patrząc na zdjątka powyżej, mogę śmiało stwierdzić, że Zuzia już sobie wybrała swojego człowieka :-)) I ewentualnemu nowemu chętnemu będzie bardzo trudno ją do siebie przekonać :-)) A tak na marginesie, ten blog powinien nazywać się "Szaleństwa Miriel", Gakuchi w pralce?! Świat się kończy! A gdyby tak cierpiał na chorobę lokomocyjną? Albo coś w ten deseń? (nie wiem, co ostatecznie dyskwalifikuje potencjalnych astronautów) :-))) Przy okazji miłego świętowania 39GB (he, he, pojechałam szyfrem)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cat, ale ja ją muszę oddać, bo teraz w sumie mam trzy koty, i to za dużo! Jest jeszcze młoda, przyzwyczai się do nowego człowieka ^^.
      hehe, szaleństwa Miriel? ;-)) Gakuchiemu wyszło na dobre :-)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Dobrze, że Gakuchi nie zbił Ci się w środku :)

    Zawsze mnie zastanawia co członkowie zespołów, na które przychodzi tylko garstka osób, sobie później myślą.

    To życzę udanej lektury na przyszłość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ismara, dziękuje za komentarz :-) Gakuchi przeżył, teraz będę prała Hello Kitty, bo Zuzinka się nią bawiła i cokolwiek ją pobrudziła, tarzając się z nią po podłodze ;-).

      Usuń
  5. No masz teraz mi się przypomniało,że miałam za to symbolicznie(soczkiem oczywiście) wypić.No nic idę się napić.
    Madzia**

    OdpowiedzUsuń
  6. ooo a gdzie kupiłas te książki ? Cxzytałam jedną książke natsuo kirino (prawdziwy świat) i bardzo mi się podobała ^^
    Natsuko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natsuko, w empiku :-). Ja przeczytałam właśnie tej autorki "Wyspa Tokio", ale jakoś specjalnie mnie nie zachwyciła, i zastanawiam się, czy warto czytać pozostałe jej książki.
      Pozdrawiam :-))

      Usuń
  7. Udało mi się zajrzeć tu na chwilę, ale korzystam z komputera brata, i o ile mój się wiesza, a tyle z tym pracować spokojnie nie umiem - żeby strony nie chciały się regularnie przewijać - co to znaczy stary sprzęt.
    Ale nie o tym chcę napisać.
    Patrzę po lewo i serce mnie boli, bo nie mogę dobrze obejrzeć tych wszystkich newsów.
    Czas - podły przeciwnik przyjemności, zwłaszcza gdy ma sprzymierzeńców.
    I nie wiem czy wpatrywać się w te fotki, czy odejść by nie cierpieć i wrócić kiedy nadejdzie czas...

    O wpisie - szkoda że kotki nie poznałam. Pogłaskać może by się dała. A jest śliczna.
    Ja o koncercie właśnie zamieściłam, naskrobałam 6 stron w wordzie, szalona i zanudzona, skoro tyle piszę o tym co ty zmieściłaś w kilku akapitach ;-)

    I tyle bo jakoś mam pusto w głowie, może jak wpadnę znów, za tydzień albo szybciej, napiszę więcej.

    Czemu Gackto musi być takie piękny...

    Asai

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Archiwum: