The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

1 czerwca 2012

Pitahaya - trochę o owocach

Przez lata nie jadłam owoców (takich surowych), ale jakoś mnie naszło, żeby się do nich przekonać. Przyznam się, że głównie dlatego, że ładnie wyglądają i są kolorowe. Czasami zdarzało mi się skubnąć gdzieś w gościach jakąś czereśnię czy kulkę winogrona, ale to tyle. Mówiłam "Nie lubię owoców". Soki czy przetwory to jeszcze są zjadliwe, ale żywe, surowe owoce? Nie (-.-)! Są kwaśne i gryzą w zęby!

Ale coś mnie jednak zaczęło ciekawić, więc najpierw kupiłam sobie banana, potem jabłko (jadłam je normalnie, jakby miało mnie zaatakować...), gruszkę, i w końcu nakupowałam najróżniejszych owoców, ciesząc się nimi, jakby to były kolorowe zabawki ;-)). Jako, że owoców nie jadłam od wieków, to wydają mi się tak dziwne, jakby przywożono je z innej planety. Nawet czytałam o nich w necie... I w sumie trafiłam na parę ciekawostek, na przykład, że pestki jabłek są trujące.

Owocowe zakupy: banany, morele, pomarańcza, kiwi, jabłko i pitahaya.

Grapefruit to po prostu krzyżówka dwóch rodzajów pomarańczy - olbrzymiej i chińskiej. A pomarańcze chińskie to prawdopodobnie dawna krzyżówka pomarańczy olbrzymich z mandarynkami... Czyli, że to wszystko są jakieś odmiany i krzyżówki pomarańczy. To, co kupujemy w sklepach jako pomarańczę, to jest właśnie pomarańcza chińska. Sokiem z grapefruitów nie wolno popijać leków. Znalazłam informację, że w Azji grapefruity uważa się za niejadalne...

Kiwi, zwane agrestem chińskim lub małpimi brzoskwiniami ;-) to owoce rośliny, która nazywa się aktinidia chińska. A na dodatek to są pnącza... Może dla wszystkich to są oczywistości, ja mam wrażenie, że badam florę z innej planety. Zawierają bardzo dużo witaminy C oraz enzym rozkładający białka - dlatego nie powinno się ich dodawać do produktów mlecznych i z tego powodu nie ścina się galaretka z kiwi (dotyczy galaretki z żelatyny).
Aktinidia została przywieziona z Chin do Nowej Zelandii na początku XX wieku i stamtąd były pierwotnie eksportowane owoce.

Pitahaya - Smoczy Owoc.

Banany pochodzą z Azji południowo-wschodniej i Australii. Są hodowane przez człowieka już od tak dawna, od wielu tysięcy lat, że większość gatunków nawet nie wykształca nasion. Ten banan, którego kupujemy w sklepie, pochodzi od banana rajskiego (Musa paradisiaca). Bananowiec nie jest drzewem, a wielką zielną rośliną. Prawie wszystkie dziko rosnące banany są zapylane przez nietoperze.
Po ścięciu owoców ścina się łodygę, a roślina wypuszcza nowe pędy z kłącza - czyli w kwestii rozmnażania zależna jest już całkiem od człowieka. W naturalnym środowisku bananowców rosną ich różne gatunki (około 60), wyrabia się z nich mąkę, albo (z liści) wytrzymałe i odporne na wodę morską liny i tkaniny. Banany zbiera się jeszcze niedojrzałe, zmywa się z nich naturalny lateks, którym pokryte są skórki, aby opóźnić ich dojrzewanie, i umieszcza w chłodniach, przewozi się zielone do Europy i dopiero tutaj, w specjalnych dojrzewalniach, pod wpływem etylenu, dojrzewają i rozwożone są do sklepów. Banany również same z siebie naturalnie wydzielają etylen, który może przyspieszać dojrzewanie także innych owoców trzymanych w pobliżu. Dojrzałych bananów nie należy przechowywać w lodówce.

Naleśnik z pitahayą, morelą i bananami i sałatka owocowa :-)

Pitahaya wygląda niesamowicie - zwana jest Smoczym Owocem i rzeczywiście jej skórka wygląda jak czerwonoróżowa łuskowa skóra smoka, a każda "łuska" zakończona jest zielonym brzegiem. Po obraniu owoc wygląda jak... coś okrągłego i zakrwawionego... Są różne odmiany, ta, którą kupiłam, w środku jest biała, ale są i jaskraworóżowe lub żółte. W smaku przypomina delikatne kiwi - lekko słodkie i delikatnie kwaskowe. Pachnie też podobnie jak kiwi.
Pitahaja to owoc kaktusa - rośnie w Ameryce Południowej, przywożona jest z Nikaragui i Kolumbii.

I jeszcze jedna sałatka - sama jestem zaskoczona, jak mi to smakuje ^^:

Sałatka: pół pitahayi, pół dużego jabłka, morela i banan.

86 komentarzy:

  1. część rzeczy wiedziałam :) A wiesz Miriel, że te banany, które przywożą do nas są pastewne- czyli najgorszą i najbardziej pospolitą odmianą bananów? Są też banany czerwone, które smakują jak jabłka i nie można ich kupić w Polsce. Kiwi szczerze nie lubię ;/ Lubię za to liczi i od czasu do czasu limetkę/limonkę różnie to się nazywa- kwaśniejsze niż cytryna. Jedz dużo owoców, podobno mają dużo witamin chronią od chorób i zabijają rodniki, które powodują starzenie się skóry (ale to pewnie ściema).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nathalienn, a jesteś pewna? Banany tzw. pastewne to mieli sprowadzać do Europy od 2011 roku chyba, a te, które kupiłam wczoraj, smakują tak samo, jak te, które jadłam wiele lat temu. Banany akurat lubiłam zawsze, nawet jak nie jadłam innych owoców.
      To, że ktoś coś napisał, i ileś osób to w necie powieliło, to nie znaczy, że to prawda. Te banany, które jemy, ludzie jedzą od jakichś 10 000 lat, jest to po prostu najbardziej rozpowszechniony gatunek.
      Ale pewnie, że chętnie bym spróbowała i jakieś inne odmiany, czemu nie :-)

      Usuń
    2. Ale myślę, że masz rację, jeśli chodzi o to, że nie jest to najszlachetniejszy i najsmaczniejszy gatunek :-)
      Tu Cejrowski opowiada o rodzajach bananów: http://www.joemonster.org/filmy/17315/Cejrowski_o_bananach

      Usuń
    3. Ahahaha, Nathalienn, Ty chyba jednak masz rację co do tych bananów ;-)))) Oglądam ten program o bananach i rzeczywiście my jemy te pastewne :-)) LOL. ale z drugiej strony w innych miejscach w necie piszą, że pastewne to są inne, jakieś małe i zielone, których na surowo się nie je, tylko trzeba gotować.

      Nie wiem, jak z tym jest, ale tak czy inaczej są zjadliwe te, które się u nas kupuje. Nawet jak one pastewne, to co w tym złego? Szkoda, że nie ma lepszych gatunków u nas, szkoda, że w Unii wszystko musi spełniać jakąś normę, a tym samym jest mniejsza różnorodność.

      Usuń
    4. Miriel właśnie u Cejrowskiego oglądałam i jeszcze wcześniej jak byłam o wiele młodsza na jakimś przyrodniczym programie... I zastanawiałam się właśnie nad tym niby pastewny, niby najgorszy gatunek, niby daje się zwierzętom... Ale z mlekiem, czekoladą, lodami, mussli i masą innych rzeczy smakuje wybornie! To jak z ryżem niby najgorszy zwożą do Polski, ale też jest dobry... Co do bananów to nie wiem czy u Cejrowskiego czy gdzie indziej słyszałam, ale co to byłby za sens sprowadzania bananów o smaku jabłka do Polski? Jeżeli kosztowałby tyle co jabłko? (o ile by kosztował) ludzie rzuciliby się na te banany. Widziałam w sklepie na własne oczy czerwone banany kosztowały bagatela ponad 40zł za kilogram :] Nie ma co się przejmować... to tak jakbyśmy my wysyłali ziemniaki za granicę- ktoś się zachwyca- a później zgas bo te stare są gotowane w parownikach dla świń, sam fakt otręby od zbóż... perystaltykę jelit poprawiają, i służą w odchudzaniu, a świnie jedzą i im służy w drugą stronę ;)

      Usuń
    5. No właśnie, mnie te pospolite banany nie przeszkadzają, są pospolite, to są tanie, te które są mniej pospolite, są droższe, to w sumie normalne.
      A ludzie by pewnie jeszcze gorzej narzekali, jakby unia podpisała umowę na te droższe zamiast na tańsze, i by były dużo droższe w sklepach - to by narzekali, że dlaczego unia nie dba o to, by banany były tańsze i dostępne dla wszystkich... No tak to z ludźmi jest.

      Dla mnie to są po prostu banany, rośliny, owoce, dające się zjeść i tyle. Nie uważam, żeby były gorsze. To tak jak z jabłkami - są różne smaki, a każdy lubi inne.

      Usuń
    6. czy wrzody leczą to nie wiem... raczej bym nie ryzykowała, bo może być gorzej ;) kwas jabłkowy przecież... A! Przypomniało mi się, fakt faktem nasionka jabłek zawierają truciznę, ale siemię lniane też, dlatego nie należy go gryźć, bo zawiera cyjanki... (taka ciekawostka ;)) jak już się tak porozpisywałyśmy, na takie sympatyczne tematy!

      Usuń
    7. Ja nie wiem, ale tak słyszałam, że właśnie jabłka i cytrusy leczą wrzody, a herbata i mleko zaostrza chorobę. Może to właśnie tak działa, że podobne leczy podobne? ;-).

      A siemię lniane to mi przyjaciółka gotowała, jak się pochorowałam dwa lata temu po koncercie Gackto ;-). Ale mnie nie otruła :-). może te cyjanki nie są bardzo trujące, skoro to siemie lniane polecają dla zdrowia?...

      Usuń
    8. Wręcz zaleca się je jeść zmielone, bo inaczej się nie trawi. Ciekawe zatem, jak to jest z tym truciem. A bardzo dobre jest zmielone siemię lniane z miodem. Chyba zaraz się tym uraczę, o ile mam składniki :D

      Usuń
    9. z czego wiem siemienia nie powinno się gotować, z siemienia robi się macerat (zalewa się wodą o pokojowej temperaturze i zostawia na 30min) siemię wydziela śluzy, które należy pić po przecedzeniu i przelaniu wodą przegotowaną (oczywiście) i ma działanie osłonowe :) (ja tylko piszę, co miałam na farmakognozji).

      Usuń
  2. Wow, mi ciężko przetrwać dzień bez owoców. Może dlatego, że to podstawa mojej diety [zaraz obok kawy, hahaha].
    Pitahaya mnie zaintrygowała. Nigdy nie jadłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie jesz owoce? Mnie to dziwi, bo ja się bez nich doskonale obywałam... Generalnie żywię się warzywami gotowanymi i potrawami mącznymi, ale za wyjątkiem pieczywa.

      Usuń
    2. Najczęściej te, które mogę znaleźć w rodzinnych ogródkach: jabłka, śliwki, wiśnie, czereśnie, porzeczki, poziomki i truskawki. No ale tylko w sezonie. Z nie naszych owoców najczęściej zaopatruje się w banany, pomarańcze, zielone grapefruity i winogrona [nasze podwórkowe są okropnie kwaśne ;) ]. Zdarza mi się kupować granaty [choć z reguły są dość drogie], liczi [namęczysz się przy nim, bo małe] i nektarynki. Nie przepadam za surowymi brzoskwiniami bo mają włochate skórki, ble. No i jest też kiwi i cytryna. Ale jej samej w sobie nie zjem ;)

      Zmiksowane jabłko z pomarańczą jest pyszne, mimo że wygląda jak papka dla dzieci. Warzywka też są pycha. Uwielbiam jabłko starte z marchewką xD Mąki z kolei staram się unikać.

      Usuń
    3. Nie mam takiego ogródka, ale może będę chodziła na rynek, tam na pewno będą ludzie sprzedawali sezonowe owoce.
      Ale w dzieciństwie u rodziców na ogrodzie były różne owoce, które jadłam w dużych ilościach: śliwki mirabelki, wiśnie, porzeczki (czerwone, czarne i białe), agrest, jabłka, gruszki i winogrona. Porzeczek to w ogóle całe wieki nie jadłam...
      Z tym zmiksowaniem to spróbuję :-)

      Usuń
  3. ja tam lubię owoce, ale mi się nie chce po nie schodzić na dół ;P
    kiwi, agrest, jabłka, brzoskwinie (też z puszki) truskawki (te ostatnie od kilku dni codziennie kupowane przez tatę) - mniam! ;D
    za bananami akurat nie przepadam, no chyba, że jem razem z jabłkami ;)
    a o pitahayi nigdy nie słyszałam, ale mi się spodobała, więc jak gdzieś znajdę i będzie mnie stać to sobie kupię ;D

    Ana ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ana, może i stanie się taki cud, że polubię truskawki, ale na razie wydają mi się najobrzydliwsze ze wszystkich owoców, nawet zapach mają dla mnie okropny... a po nich są własnie brzoskwinie z puszki... takie oślizgłe ;-). Ale zobaczymy, kto wie :-))
      Będę próbować po kolei :-) Cały sezon owocowy przede mną :-))

      Usuń
    2. ja mam ochotę rozbroić sama ananasa :) podobno (tak czytałam na azjatyckim cukrze) ananas gasi "wewnętrzne pożary organizmu" powodujące wypryski etc... ciekawa teoria, ale fakt faktem ananas ma dużo siarki, a ona jak i mydło siarkowe działa wysuszając i regenerująco na skórę :) Ja lubię sałatkę jabłko- marchew, banany zasmażane na patelni obtaczane w miodzie i wiórkach kokosowych, bądź migdale- uwaga słodkie!! Smażone jabłka z cynamonem, generalnie mało zróżnicowanych owoców jem, ale chciałabym jeszcze wypić sobie mleczko z kokosa i później nożykiem jeść biały miąższ :)

      Usuń
    3. Nathalienn, ananasa na razie kupiłam sobie w puszcze, ale przymierzę się i do takiego surowego.
      Kokosa kiedyś jadłam takiego naturalnego - był bardzo dobry, no ale to nie owoc, tylko orzech (chyba). Można sobie gryźć, albo po kawałku odkrajać nożem. Ale od dużej ilości to się pochorować można ;-).

      Usuń
    4. tu masz rację ;) można się pochorować, a taki świeży z kokosa szybko też wietrzeje i się psuje... robi się winny. Ale wszystko w nadmiarze szkodzi, banany działają zapierająco i są polecane w biegunkach :) a jabłka w przeciwnym stanie rzeczy i najlepiej jeść ze skórką :D takie cudowne naturalne "leki".

      Usuń
    5. Nathalienn, pewnie, że co za dużo to niezdrowo ;-) ale mi chodziło o to, że jak zjesz kilka bananów to nic Ci nie będzie, ale po jednym orzechu kokosowym już się można pochorować, a może i nawet wystarczy połowa ;-).
      Ja taki orzech kokosowy to kiedyś jadłam w dzieciństwie, dostaliśmy z bratem i go rozłupaliśmy, albo rodzice nam pomogli, nie pamiętam, ten miąższ był właśnie taki mokry, soczysty, jak mniej słodkie wiórki kokosowe, ale mi smakowało.
      Słyszałam, że jabłka na czczo leczą wrzody żołądka.

      Usuń
    6. jak zjesz kilka bananów samych, to Cię zatwardzi, a kokos? Jakoś po kilku "wyskrobywanych kawałkach nożem" miałam dość i już nie wmuszałam w siebie ;) ciężko jest się "dobrać" do kokosa, ja już nie pamiętam jak Dawidoff go otwierał, ale to przypominało trochę człowieka kamiennego i walka z łupem ;P

      Usuń
  4. Zaintrygowałaś mnie tym wpisem i przyznam, że przeczytałam z ciekawością. Co do owoców to za bananami jakoś nigdy nie przepadałam, za to bardzo lubię wiśnie i liczi (nie wiem czy tak to się pisze)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ealin, to miłe, dzięki :-). Wiśnie kiedyś lubiłam, teraz nie wiem, a liczi nigdy nie jadłam.

      Usuń
    2. liczi ma specyficzny smak :) uwielbiam herbatę z liczi ,ale wiadomo herbata nie do końca odzwierciedla smak :D

      Usuń
    3. Liczi chyba w ogóle się średnio nadaje do jedzenia samo w sobie, raczej robi się z niego sok.

      Usuń
    4. Ja jeszcze n ie wiem, co to jest liczi i jak się je je.

      Usuń
    5. Tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Liczi_chi%C5%84skie Mi to nie smakowało jako owoc, dopiero jako sok. Też w Indiach, tam najwięcej owoców próbowałam - papaje, mango (choć nigdy nie trafiliśmy na sezon na mango, więc tak naprawdę nie znam tego właściwego smaku) i nie wiem co tam jeszcze. I naoglądałam się ejszcze więcje an jakiejś przypadkowo trafionej wystawie ogrodniczej - tam widziałam różne odmiany bananów i min. takie dziwaczne coś:
      http://pl.wikipedia.org/wiki/D%C5%BCakfrut
      Wygląda okropnie, sprawia wrażenie, że śmierdzi, choć opis an wiki tego nie potwierdza. Dla mnie to wyglądało jak rozkrojony smok (smocze jajo ;) ) z owocowym wnętrzem, ogromne. Masakra ;)
      Tu masz dosadniejszy wygląd tego czegoś:
      https://www.google.pl/search?q=jack+fruit&hl=pl&prmd=imvnse&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=ORPKT6KbDs3FswaK7tCTBw&sqi=2&ved=0CF4QsAQ&biw=1280&bih=857

      Usuń
    6. papaj! mniem uwielbiam, ale jadłam tylko suszony, tak samo figi :) i uwielbiam daktyle pokrajane w kawałeczki i dodane do ugotowanego kakao (daje bardziej karmelowy smak) :D

      Usuń
    7. Sirielle, to ja w takim razie nigdy liczi nie widziałam. Wspaniale musi być móc na miejscu spróbować lokalnych owoców. A to "coś" co pokazałaś, to nie znam. ale jest podobny owoc, który właśnie śmierdzi, tak, że nawet czasem w hotelach na drzwiach są plakietki, że nie wolno z nim wchodzić:
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Durian_w%C5%82a%C5%9Bciwy

      Nathalienn, lubię figi i daktyle :-)

      Usuń
    8. Wygląda na to, że to ten sam owoc, tylko pod różnymi nazwami, albo jakaś jego odmiana. Jakby nei patrzeć - paskuda ;)

      Surowe papaje są bardzo dobre. Trochę to przypominają naszą dynię, ale są bardziej soczyste, ciekawsze w smaku. Je się je również duszone, przynajmniej w Indiach. Tylko chyba duszą zielone, a na surowo jedzą dojrzałe.

      Usuń
    9. jeśli chodzi o figi to musiałam się przemóc (jedli "w pustyni i w puszczy", to ja też muszę spróbować! :D) trochę cierpkie wydawały mi się te pestki jak je zgryzałam, ale później już przeszło przez moje sita w gardle :)

      Usuń
  5. Świetne te ciekawostki. O tym, ze nie wolno grejpfrutem popijać leków wiem już od jakiegoś czasu, ale o pestkach jabłek nie słyszałam. No i ten smoczy owoc to bajer :D
    Życzę dalszej weny w poznawaniu świata owoców i SMACZNEGO :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sirielle, dziękuję :-) a jabłkach i tych pestkach sobie jeszcze gdzieś poszukam informacji. Natknęłam się na to, jak szukałam informacji o trujących roślinach (przy okazji sprawdzania, czego nie brać do domu, żeby kotom nie zaszkodziło).

      Usuń
    2. Odpowiem tutaj, bo nie wiem jak odp. wyżej. Anannas z puszki mi bardziej smakuje, o zgrozo - puszki są wyłożone substancja z bisfenolem, wiec to nie jest dobry pomysł, by kupować cokolwiek w puszkach, lepiej w słoikach. Ale świeże ananasy są jakieś takie... Człowiek się przyzwyczaja do smaków.
      Świeży kokos - ten z sokiem do picia - smakuje dziwacznie, ale to jest najzdrowsza rzecz, jaka można wypić - tzw. woda strukturalna. Gdyby każdy z nas pił przynajmniej jednego dziennie i jadł jednego banana (chyba pełen zestaw witamin, poza C) bylibyśmy zdrowi. Nie wiem czy takiego kokosa do picia można u nas trafić, chyba nie. Ja to piłam w Indiach, inna bajka - facet ściął czubek, wstawił słomkę i nam podał. Skórkę można potem wysuszyć, by był kokos taki, jaki znamy,ale tego tam nikt nie robi, krowy zjadają skorupy. A bez suszenia to tez nie smakuje tak, jak nasz pyszne wiórki kokosowe. Te kokosy, które do nas przychodzą w ogóle są chyba z innego miejsca świta.

      Usuń
    3. Strasznie jestem ciekawa jak taki sok z kokosa smakuje. Miałam okazję rozbroić jednego w miejscu, w którym pracowałam, ale musiał być podsuszony, bo nic z niego nie wyleciało a skórka była mało smaczna. Z kolei mleko kokosowe [dostępne na naszym rynku] to jedna z najobrzydliwszych rzeczy jakie piłam :/

      Usuń
    4. No to właśnie coś takiego, nie wiem czy smak jest identyczny, ale an bank podobny - dla mnie mdłe, bez smaku, jakieś takie... Ale zdrowe i w upał lepiej smakuje.

      Usuń
    5. Sirielle, nie wiem, co to jest ta woda strukturalna. Szukałam w googlach, ale wychodzą mi strony o energetyzowaniu wody jakimiś przyrządami i zamrażaniu, co mi brzmi cokolwiek nieprzekonująco. tobie chodzi o to, że to taki naturalny płyn z wnętrza rośliny?

      Usuń
    6. Może coś pokręciłam z nazwą - chodzi o to, że woda sama w sobie nie jest wystarczająco bogatym płynem, za słabo zmineralizowana ponoć wręcz wypłukuje minerały z organizmu (dlatego wody źródlane to zło, chyba, że do gotowania albo do żelazka). Idealny jest napój posiadający w sobie sole mineralne, witaminy, coś jak energizer, tyle ze naturalny, bez chemii i taki jest sok z kokosa. Uzupełnia wszystko to, co organizm wypaca. Tutaj więcej - to tekst sponsorowany, rzecz jasna, ale akurat prawdziwy: http://www.powerade.pl/nawodnienie-i-wydolnosc/nawodnienie/woda-nie-wystarczy

      Usuń
    7. A, to o tym słyszałam, że najlepiej pić wodę z czymś, nie samą, czystą, tylko mieszaną, z ziołami, z sokami itp. Że taka jest najlepiej przyswajalna przez organizm. Że czysta to tylko przepłukuje. W necie każdy ma swoją teorię, ale mnie przekonuje ta właśnie :-).

      Usuń
    8. Tombak pisze o wodzie strukturowanej - wodzie z owoców i lodu, za to odradza mineralną. Pytanie, co ma na myśli, bo szkól nt wody jest wiele, min. taka, która zaleca tylko wodę źródlaną. Może dlatego, że taką najłatwiej wyprodukować, zabutelkować i wcisnąć klientom, choć ma mniej wartości, niż kranówa. Była w tym afera w USA, bo jako spring water sprzedawali destylowaną kranówę, u nas przynajmniej taka woda rzeczywiście musi pochodzić z jakiegoś źródła. Generalnie poniżej 1000 składników mineralnych to woda do gotowania/żelazka, zaś powyżej iluś tam mamy już wody lecznicze - te wszystkie wody, które się pije w uzdrowiskach i to tych wód nie wolno pic bez kontroli, a jedynie na zalecenie lekarza. Tutaj:
      http://dziendobry.tvn.pl/video/mineralna-czy-zrodlana,1,newest,8451.html

      Usuń
    9. W necie, jak w necie - Tombak proponuje kuracje oczyszczające, dzięki którym można żyć dłużej i zdrowiej, więc nie są to informacje kompletnie wyssane z palca. Aczkolwiek niektóre jego zalecenia są zbyt skrajne, ale znam ludzi, którzy je stosują i mają się bardzo dobrze.

      Usuń
    10. Napisałam o Tombaku,ale zapomniałam podlinkować:
      http://mojadrogadozdrowia.com/woda-strukturalna.html

      Usuń
    11. Wiesz, ja to jestem sceptyczna. Ta teoria, że woda zawiera jakieś klastry i struktury, które mają znaczenie, to wydaje mi się właśnie dziwne. Przecież na tym polega woda, że się miesza, że nie ma żadnej struktury... Pewnie, że nic o tym nie wiem, ale tyle jest różnych pseudonaukowych teorii, że na wszelki wypadek nie wierzę żadnej.
      Jedni radzą pić wodę czystą, źródlaną, inni zmineralizowaną, ten Tombak pisze, że zmineralizowana jest szkodliwa, należy pić wcześniej zamrożoną, inni, że zmineralizowana przywraca wypocone z potem mikroelementy. Z kolei ostatnio trąbili, że najzdrowsza woda to polska kranówa, a w baniakach z wodą są bakterie.
      Ten Tombak twierdzi, że woda traci jakąś naturalną strukturę podczas gotowania... to już mi zaczyna wyglądać na czary mary trochę, bo woda to woda, chemicznie i fizycznie jest tylko wodą, zanim trafiła do mnie do czajnika, przeszła całą masę przekształceń, była deszczem, roślinami, zwierzętami, para wodną, chmurą, rzeką, mokra ziemią, lodem i wszystkim. Dlatego nie wiem, jak mogłaby mieć jakąś "naturalną strukturę"... i co to znaczy "naturalna struktura"...

      Usuń
    12. Też nie wiem, może chodzi o żywe elementy, które giną w temperaturze, a są dla nas nieszkodliwe. Tombaka podałam, bo am sporo racji w ogóle, ale nie zgadzam się ze wszystkim, co on zaleca. Wg jego teorii lepiej zjeść arbuza, niż wypić herbatę i tu się zgodzę, choć arbuzy jadam niezwykle rzadko. To czerwony, napompowany ogórek ;) I zdecydowanie picie, a nie jedzenie, też jest najlepszy w upały.
      Ja się przychylam ku temu, co mówi K. Bosak w podlinkowanym w materiale i kupuję tylko wody powyżej 1000 składników, najchętniej Muszyniankę (która w tych badaniach uznano za najzdrowszą,a le to wiem nie z wizji, a od studentki z Łodzi, która omawiała te badania na zajęciach). Jak nie ma, to wybieram najbogatszą pośród ubogich. To i tak nie zrównoważy nadmiaru herbaty i kawy, który pochłaniam, ale zawsze na plus.

      Usuń
    13. Chociaż herbata też jest zdrowa, może nie każda, ale to też w sumie zioło.

      Usuń
    14. Herba thea, to mam na myśli, a dokładniej odmianę herbata czarna; jak mówię o jakiejś innej to zawsze określam jaka. Ja pije głownie czarną/czarna z dodatkami, rzadziej zielona czy napary owocowe. Wszystkiego jest zdrowe w odpowiednich ilościach, a z ziołami nie wolno przesadzać, nie wolno pić ziół bez kontroli. Herbata czarna wysusza, jak się jej pije więcej niż szklankę dziennie. Z kawą podobnie, choć są i zdania, że w ogóle to czyste zło ;) Ja piję dużo kawy i herbaty, ostatnio więcej kawy. Plus kawy zbożowe, to już inna bajka.

      Usuń
    15. Ja piję czarną herbatę. Pewnie wysusza, ale podobna przeciwdziała próchnicy. Kawa z kolei może źle działać na żołądek, wypłukuje też witaminy i mikroelementy z organizmu, ale z drugiej strony słyszałam, że zmniejsza cholesterol czy przeciwdziała zawałom.
      Ja piję na zmianę: kawę prawdziwą, herbatę, kawę zbożową, wodę z cukrem lub z sokiem. Ale kupie sobie imbir, to będzie wodą z imbirem :-))

      Usuń
    16. Woda z cukrem!? O_o Brrrrr. imbir jak najbardziej na plus :) Super będzie z cytryną i miodem.

      Kawa ma dobry wpływ na przewód pokarmowy, pod warunkiem, ze pije się ja czarna bez dodatków i raz dziennie, a nie zamiast ciasteczka, albo kanapki, jak to się mi zdarza. Co prawda robię wtedy lurę,a le mimo wszystko to kawa. Zabiera wit B, więc to trzeba uzupełniać. Z mlekiem kawa działa wprost przeciwnie, coś tam trującego się wydziela do organizmu i nie ma już właściwości czyszczących. Niestety ile interesów, tyle wyników badań nad kawą, więc nie wiadomo do końca kto am rację. Mnie pociesza, że z badań prowadzonych przez lata an osobach pijących kawę na różne sposoby najmniej zachorowań na raka przewodu pokarmowego było wśród tych pijących kawę czarną bez dodatków miedzy posiłkami (nie podczas), wtedy działała oczyszczająco na jelita i były jakieś inne plusy. Nie pamiętam natomiast czy ludzie ci mieli podobny tryb życia i odżywiania, to też mogło mieć wpływ. W każdym razie byli to na pewno Finowie i chyba Holendrzy.

      Usuń
    17. No racja, miód lepszy niż cukier :-) Ale ja też nie demonizuję cukru :-) A w ogóle znam takich, którzy twierdzą, że najzdrowszy napój to piwo: na najlepszej wodzie i z witaminami B i C ;-). Sama lubię, ale nie piłam go całe wieki.

      Usuń
    18. Ja demonizuję, bo cukier jest wszędzie - w owocach, chlebie, w produktach przetworzonych pchają go gdzie się da na zmianę z syropem glukozowo-fruktozowym, który jest jeszcze gorszy. Plus aspartam, ohyda, już lepiej jeść cukier, ale sztucznego cukru jak najmniej. Nie tylko dla zębów, cukrzyca to realne zagrożenie. A piwo w małych ilościach może być całkiem, całkiem. Nie przepadam, ale czasem w upał rzeczywiście mi smakuje. Albo zimą zagrzane z miodem i przyprawami.

      Usuń
    19. Ech, no ale ja nie jem chleba, ale to nie istotne w sumie, bo nie jadam aż tyle cukrów, żeby to miało mi zaszkodzić. Wiesz, moja przyjaciółka dostała ketozy, czy jak to się tam nazywa, organizm z braku węglowodanów w diecie zaczął wytwarzać ciała ketonalne, czy coś, a to prowadzi do wzrostu cholesterolu i innych rzeczy. Więc nie wiem, czy aż tak nam grozi przecukrzenie w sytuacji, gdy właśnie w wielu rzeczach tego cukru nie ma, ją jogurty bez węglowodanów itp.
      Ja unikam aspartamu, bo rzeczywiście jest szkodliwy, szczególnie na mózg szkodzi, słyszałam. A cukier się całkowicie spala w organizmie, więc nie wydaje mi się groźny (no chyba żeby ktoś jadł dużo słodyczy). A na zęby słodkie szkodzi, to prawda...
      Hm, no to zachciało mi się piwa :-).

      Usuń
    20. W ketchupie masz cukier, we wszystkim, chleb to był pierwszy z brzegu przykład. Jak się prawidłowo odżywia to maks łyżeczka cukru dziennie wystarcza, jest z reguły zawarta w pożywieniu - nie tylko rzeczy słodkie mają cukier. Ja się może źle wyrażam - chodzi o indeks glikemiczny:
      http://zdrowezywienie.w.interia.pl/glikemiczny.htm
      A co do piwa - nie dobrze, Noldorowie wolą wino ;)

      Usuń
    21. A to wiem, i Ci przyznaję rację. Wiem, co to są węglowodany, wiem, że nie tylko cukry proste, ale i złożone, takie ja skrobie, czyli mąka, ziemniaki, wszystkie pieczywo, makarony itp. To są też cukry. Tylko że ja akurat należę do tych osób, które nie jedzą specjalnie słodyczy, a do tej pory nie jadłam też owoców, i nie jem pieczywa, właściwie tylko gotowane warzywa, mięso, ryż i makarony. No i pączek dziennie, plus jedna słodzona kawa.

      No ja jestem Noldorem widocznie skrasnoludziałym... Wolę piwo niż wino. Za winem nie przepadam.

      Usuń
    22. Ściąga, zeskanowałam - mam to w kuchni powieszone, tylko nie zawsze pamiętam ;) Ale bdb opracowanie:
      http://dl.dropbox.com/u/1214664/BeFunky_ig1.jpg
      http://dl.dropbox.com/u/1214664/BeFunky_ig2.jpg
      Polecam wszystkim zaglądającym do tematu :)

      Usuń
    23. Ciekawe, dzięki za skany :-). W sumie z wiekiem zmniejsza się szybkość przemiany materii i rzeczywiście warto jeść rzeczy, na których strawienie organizm potrzebuje więcej energii - to wtedy mniej odkłada w postaci tłuszczu :-).

      Zresztą i na lepsze samopoczucie nie są dobre takie nagłe doładowania cukrem, bo potem, jak poziom cukru nagle spada, to można mieć wahania nastroju ;-).

      Usuń
    24. To raz, a dwa - o tym artykuł nie wspomina, a to ważniejsze niż tłuszcz - trzustka produkuje określoną, skończoną ilość insuliny i jeśli spożywamy zbyt dużo cukru musi wyrzucać więcej insuliny, niż natura przewidziała. W końcu przestaje ją produkować i mamy cukrzycę. Nie wiem czy to jest skończona ilość na życie człowieka czy w czasie, efekt ten sam. Lepiej zapobiegać :)

      Usuń
  6. BTW, widziałam bananowce na żywo w Indiach. Tez byłam zdziwiona, że to nie drzewo jest, tylko takie coś ;) Tam mają inne banany - małe o innym smaku, niż te nasze. Mają więcej odmian, np. dziwaczne w brązowych skórkach, tego nie jadłam. Przewaga nad naszymi - dojrzewają na słońcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja widziałam bananowca, kawę, cytryny i pomarańcze w ogrodzie botanicznym :-). Ale tak w naturalnym środowisku to pewnie wygląda o wiele ciekawiej. I pewnie takie, które dojrzewają na słońcu, są o wiele smaczniejsze :-).

      Usuń
  7. Jak można nie lubić owoców na surowo?!O zgrozo,nie pojmuję tego kobieto teraz to mnie zadziwiłaś.Mam wrażenie jakbyś przyleciała z innej planety po raz pierwszy kogoś takiego poznaję.Ja absolutnie kocham owoce,uwielbiam je.Jak można nie lubić truskawek?!No jak?!Moja mam nie lubi bananów.O tym owocu gdzieś słyszałam Pitahaya - Smoczy Owoc.A Ty wiesz,ze nie wiedziałam skąd te owoce do nas przyszły?Wiem tylko co każdy owoc zawiera,ale to to już nie.Trochę wstyd,ale cóż nadrobi się.
    Madzia**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, Madzia, ludzie są różni ;-), a ja akurat nie jestem typowym przedstawicielem gatunku ;-).

      Usuń
  8. o.O Ta pitahaya wygląda przebosko! Napisałaś "dla wszystkich to są oczywistości" no właśnie nie xD Dla mnie takie kiwi na przykład to kupuje się w sklepie, ciężko obiera, a potem łatwo zajada. Nie miałam nigdy potrzeby, żeby sprawdzić z jakiego drzewa pochodzi, z jakiego kraju itd. ^^ A to, motylanoga, jest czasem na prawdę zaskakujące.
    A owoce mimo że gryzą w zęby i zaraz po ich zjedzeniu muszę wypłukać usta bo inaczej zwariuje, są chyba jedynym pożywieniem po którym nie łapią mnie wyrzuty sumienia.
    Pestki jabłka trujące? Ja łykam je nałogowo i jakoś żyje... Owszem, zawierają substancje które mogą wydzielać cyjanowodód, ale w niewielkich ilościach, dlatego zjedzenie pestek z jednego czy dwóch jabłek nie zaszkodzi, a wręcz pomoże. 4-5 pestek wypełnia dzienne zapotrzebowanie organizmu na jod, pomaga też zwalczyć nadmiar złego cholesterolu... Nie żeby była to jakaś kuracja cud typu "zjem dwie golonki i trzy pestki będę zdrów jak rydz" ^^.
    Jak już eksperymentujesz z owocami to spróbuj może białych truskawek ang. pineberry - są to truskawki o smaku... ananasa. Co ciekawe, nie jest to sztuczna genetycznie modyfikowana odmiana, tylko dziki gatunek rosnący w Am. Południowej, który upowszechnili Holendrzy ^^
    OMG, ale się rozpisałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wru, ciekawe rzeczy piszesz :-). Dla mnie naturalne są warzywa, więc nigdy nie wpadłam na to, żeby sprawdzić, skąd się wzięła kalarepa czy marchewka (ale może sprawdzę ;-))), ale owoce są po prostu wszystkie tak egzotyczne, że prawie aż nie wierzę, że to są rośliny.

      O, i cieszę się, że nie tylko mnie owoce gryzą w zęby ;-). Z tymi pestkami to ciekawa sprawa, w sumie pewnie, że jedząc jabłko, nieraz można zjeść i trochę pestek, są tak samo czasem w przetworach z jabłek.

      O tych białych truskawkach słyszałam, ale jeszcze nigdy nie widziałam ich na żywo.

      Usuń
  9. Brzoskwinie z puszki są obrzydliwe, ble. Ale truskawki przyznaje są super, ważne by były z dobrego źródła, nie np. z Chin. Najlepiej zjedz u kogoś an działce, to się przekonasz jak to powinno smakować, bo większość truskawek an rynku tylko wygląda zachęcająco, a smakuje jak mega rozwodniony kompot. Polecam też poziomki prosto z krzaczka :)

    Co do limonek - one są dla mnie za mało kwaśne. Fajne od czasu do czasu,a le jak raz przez dłuższy czas byłam zdana tylko na nie, to było ciężko, jednak prawdziwa cytryna nie ma sobie równych.

    Z owoców egzotycznych spróbuj tez granatów. To chyba najlepiej w sałatce. Dziwne, bo to w sumie pestki obtoczone sokiem,a le ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzoskwinie z puszki bleee. Surowe spróbuję, zobaczymy. Do truskawek mam największy uraz ze wszystkiego. A dodatkowo jeszcze przez to, że przetwory z truskawek lub z dodatkiem truskawek są często z dodatkiem czerwonego barwnika koszelini wyrabianego ze zmielonych owadów - czerwców kaktusowych (w składach opisywana jest jako E120).

      A poziomki lubię, są bardzo dobre :-) I ładnie pachną. Może taką prawdziwa truskawkę kiedyś gdzieś znajdę.

      Granaty kiedyś jadłam. Są dobre, choć racja, to prawie same pestki :-)

      Usuń
    2. Koszenila jest w prawie wszystkich czerwonych wyrobach - napojach, sokach itp. Odkąd o tym wiem, to unikam, choć z drugiej strony po takim przetworzeniu to mnie nie obrzydza ;) Ale pomysł jest paskudny. Rzadko kiedy jest zamiennik do czerwonego barwnika (nie pamiętam jaki). Z tego powodu np. Frugo z granatem odpada. E 120, muszę zapamiętać. Choć chyba spróbuje tego Frugo, mimo wszystko. Generalnie jednak - im mniej coś przetworzone i doładowane chemią, tym lepiej. Jeśli jogurt, to tylko naturalny - bez np. żelatyny wieprzowej (z nienaturalnych chyba tylko w Jogobelli jej nie ma). Itd. Ja zawsze czytam skład i unikam pułapek jak mogę.

      Usuń
    3. Widzisz, Sirielle, tak to jest, że producenci używają obecnie koszenili z tego powodu, żeby było naturalnie... Mnie to nie obrzydza, ale niektórzy są wegetarianami i nie wiedzą, że jedzą coś z owadów.
      Zamiennikiem jest czerwień koszenilowa E 124, jest to syntetyczny barwnik, co do którego są wątpliwości, czy nie jest szkodliwy. Więc wybór jest między owadami naturalnymi a chemią.

      To samo, jeśli chodzi o żelatynę. Wieprzowa jest nie dla wegetarian, ale jest naturalna. Ale są tez zagęstniki pochodzenia roślinnego (agar, pektyny).

      Usuń
    4. Czerwieni koszenilowej też unikam, myślałam, że to to samo. Nie, jest coś innego - sok z buraków czy inna substancja. Żelatyna wieprzowa jest tańsza, ale pektyna równie naturalna i na bank zdrowsza.

      Usuń
  10. Fajnie, że zaczęłaś jeść owoce, zwłaszcza, że zaczyna się sezon na nasze własne, polskie.
    Pitaja na tym omlecie wygląda jak kostki do gry, śmiesznie :)

    Życzę udanych eksperymentów i smacznego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiewiórko, dziękuję za komentarz :-). Z owocami, to zobaczę, na ile będą mi smakowały. Na razie to taki właśnie eksperyment poznawczy ;-).

      Usuń
  11. Dodałam jeszcze jedno zdjęcie - sałatka z pitahayi, jabłka, moreli i banana. Wyśmienita! Jabłko jest kwaskowo-słodkie, pitahaya orzeźwiająca, a ten pastewny banan dosładza całość ;-)) Hm... Zaczyna mi się to podobać ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to polecam Ci ciasto/chleb bananowy :) a z masłem super!! :D w jakimś kraju skandynawskim sprzedają dżem marchwiowy i tam generalnie marchew uznaje się za owoc... bo niby jakby to brzmiało, że z warzywa dżem ;P (tylko nie pamiętam, w którym państwie).

      Usuń
  12. Ja przapdam za brzoskwiniami i ananasami z puszki są pychotka.
    Madzia**

    OdpowiedzUsuń
  13. A na coś takiego to szanowna panie się skusi?
    http://www.lejdisowo.pl/deserki/
    Madzia**

    OdpowiedzUsuń
  14. Z tego co widzę to orzeszki u spodu,truskaweczki o ile się nie mylę,kiwi,winogronka i chyba ananas a na to polana śmietanka,bądź też lody śmietankowe.No ale jak kto woli misz masz owocowy może być różny.
    Madzia**.
    PS.Ja bym się z checią skusiła,nie odmówiłabym gdyby mi ktoś zaproponował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, to w takim razie nie dla mnie, bo ja wyjątkowo nie lubię truskawek ;-), wymieniłabym je sobie na coś innego.

      Usuń
  15. Witam! Troche ostatnio mnie dziwia opinie wobec owocow importowanych do naszych krajow europejskich, a dokladnie ich plyw na nasz organizm. Czyli witaminy, ktore posiadaja te owoce. W roznych czasopismach naprawde sporo naczytalam sie ile maja witaminow kiwi, albo, ze mandarynki wogole nie posiadaja zadnych substancji potrzebnych dla naszego organizmu. A kilka dni temu uslyszalam jeszcze lepiej, jakoby cudzoziemne owoce i warzywa wogole nie maja dla nas europejczykow zadnego plywu, i wszystkie te witaminy moga wchlaniac jedynie ci ludzie, ktorzy mieszkaja w kraju skad pochodzi ktorys owoc. Kobieta ktora mnie to mowila, twierdzila, ze nasze europejskie organizmy sa jedyne przystosowane do naszych roslin, jakby wszystkiemu jest winna ewolucja. Takze tym sposobem objasnila, dlaczego niektorzy maja uczulenia na kiwi, mandarynki czy cos jeszcze. Teraz sama nie wiem jaka jest prawda z tymi witaminami.
    p.s jak mozna nie lubic owocow? Choc czego sie dziwie, sa przeciez japonczycy, ktorzy nie jadaja ryzu...XD
    Pozdrawiam.
    emiko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, twoja rozmówczyni miała rację pod tym względem, że najzdrowsze są produkty lokalne. Najmniej drogi przed nimi z pola na talerz, zatem są w stanie zachować najwięcej wartości. Jesteśmy też lepiej przystosowani do zamieszkujących je zagrożeń (np. możliwa obecność ameby w końcówce banana z tej strony, gdzie był kwiat itp.). Jednak najzdrowsze są te owoce w krajach, gdzie rosną, transport zabiera im połowę wartości, a jak jeszcze to ugotujemy, to możliwe, że jemy kolorową trawę ;)

      Usuń
  16. Witam! Troche ostatnio mnie dziwia opinie wobec owocow importowanych do naszych krajow europejskich, a dokladnie ich plyw na nasz organizm. Czyli witaminy, ktore posiadaja te owoce. W roznych czasopismach naprawde sporo naczytalam sie ile maja witaminow kiwi, albo, ze mandarynki wogole nie posiadaja zadnych substancji potrzebnych dla naszego organizmu. A kilka dni temu uslyszalam jeszcze lepiej, jakoby cudzoziemne owoce i warzywa wogole nie maja dla nas europejczykow zadnego plywu, i wszystkie te witaminy moga wchlaniac jedynie ci ludzie, ktorzy mieszkaja w kraju skad pochodzi ktorys owoc. Kobieta ktora mnie to mowila, twierdzila, ze nasze europejskie organizmy sa jedyne przystosowane do naszych roslin, jakby wszystkiemu jest winna ewolucja. Takze tym sposobem objasnila, dlaczego niektorzy maja uczulenia na kiwi, mandarynki czy cos jeszcze. Teraz sama nie wiem jaka jest prawda z tymi witaminami.
    p.s jak mozna nie lubic owocow? Choc czego sie dziwie, sa przeciez japonczycy, ktorzy nie jadaja ryzu...XD
    Pozdrawiam.
    emiko

    OdpowiedzUsuń
  17. Przecież możesz sb zrobić taki deserek z owoców jakie Ty lubisz!To była moja propozycja tylko.Ty no właśnie zrobiłabyś coś takiego,ha?I umieściłabyś na blogu całkiem nie głupi pomysł.
    Madzia**

    OdpowiedzUsuń
  18. Ale się rozpisałyście ;-)
    I to o owocach ;-)

    Od siebie mogę dodać, że lubię ;-)
    Zwłaszcza te słodkie. Byleby nie miały lokatorów ;-) Przynajmniej tych widocznych gołym okiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź masz takie ładne,czerwone jabłuszko kroisz na pół a tu tada!niespodzianka!robaczek!a fuj,fuj,fuj!
      Madzia**

      Usuń
    2. Madziu, gorsze są te w śliwkach i czereśniach niż w jabłkach, w jabłku na upartego możesz odkroić, a w czereśni już nie ;-)

      Usuń
    3. Oj tak,zgadzam się.Nie raz i nie dwa miałam taką przyjemność spotkać "lokatora" w owocu.
      Madzia**

      Usuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails