The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

12 października 2011

Koncert Versailles w Krakowie 10.10.2011 - relacja

Właśnie wróciłam, dopiero weszłam do domu i zabieram się za relację z koncertu i z wyjazdu do Krakowa. Pewnie na raz jej nie napiszę, i będę uzupełniać. Koncert był wspaniały! ♥ 

 Hizaki wyglądał przepięknie.
Miał paznokcie pomalowane na czerwono.
Zdjęcie z galerii Klubu Kwadrat. fot. Romana Makówka.

Versailles są na scenie wspaniali, wyglądają przepięknie i są bardzo kontaktowi. Widzieć ich na żywo to jest coś wspaniałego. Publiczność była niewielka, ale składała się z zaangażowanych fanów i prawie wszyscy mieli róże, którymi machaliśmy przez cały koncert (*^^*).

A oto zdjęcia z koncertu z galerii klubu Kwadrat: -> TUTAJ.
A tutaj zdjęcia ze strony Fotografia Koncertowa.

Zdjęcie z galerii Klubu Kwadrat. fot. Romana Makówka

Najpierw o samym koncercie: Versailles na żywo prezentują się wspaniale, wystąpili w strojach znanych z sesji zdjęciowych, Hizaki w swojej pięknej sukni "beza z czekoladą". Kamijo w czerwonym, bogato zdobionym surducie z różą i doczepionym czarnym płaszczem, Masashii na czarno, Teru na biało-złoto. Yukiego nie było za bardzo widać zza perkusji. Setlista była świetna:
1. MASQUERADE 
2. ASCENDEAD MASTER -greeting- 
3. Judicial Noir -smc- 
4. Libido
5. DESTINY - The Lovers – -se- 
6. Love will be born again -se - 
7. Threshold
8. DRY ICE SCREAM -mc- 
9. Vampire 
10. The Red Carpet Day 
11. Faith & Decision 
Encore 1: 
12. Remember Forever 
13. Philia 
Encore 2: 
14. The Revenant Choir

Teru dla mnie wygląda zawsze jak postać holograficzna
albo z anime. Miał swoich fanów, którzy często krzyczeli
"Teru, Teru!". Jednym z jego atutów są nogi, jak sądzę ;-). 
Zdjęcie ze strony Fotografia Koncertowa, fot. Romana Makówka.

Kamijo świetnie śpiewa i przede wszystkim ma bardzo dobry kontakt w publicznością. Cały czas się uśmiechał, mówił do publiczności - co ciekawe - po japońsku, wtrącając czasem angielskie słowa, a czasem nawet... po polsku! Kamijo zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, właśnie urokiem osobistym, uśmiechem, tym, że podchodził na brzeg sceny, wyciągał ręce do ludzi, nie stwarzał dystansu między sobą a ludźmi. Dodatkowo bardzo często nam dziękował - po japońsku (arigato), po angielsku (sękju) i po polsku - wyjątkowo poprawnie, mówił wyraźnie jak Polak to nasze "dziękuję". Na koniec powiedział w stronę publiczności, również bezbłędnie: "Kocham cię" ♥. Było to przeurocze (=^.^=).

Wspaniałe było to, że tyle osób miało róże. 
Efekt był wspaniały.
Zdjęcie ze strony Fotografia Koncertowa. Fot. Rafał Baran.
 
Versailles byli zachwyceni różami. Kamijo co i raz brał różę od kogoś, machał nią, czasem brał w zęby, czasem odrzucał w tłum albo zanosił pod perkusję :-) Wiele osób przyniosło swoje własne róże, ale do takiego efektu przyczyniła się gin-no-kage, która rozdała przed koncertem 50 róż. Moja róża po pierwszej piosenkę poleciała gdzieś w tłum - znaczy... kwiatek się oderwał od łodyżki. Więc odczepiłam różę, którą miałam przypiętą do sukienki, i nią machałam do końca koncertu. W którymś momencie Kamijo chciał nam podziękować za te róże i powiedzieć, że jest ich wyjątkowo dużo w Polsce, ale chyba nie mógł sobie przypomnieć, jak jest róża po angielsku ;-))) Więc zaczął po japońsku, wyszło coś w stylu "Poorando ni wa... bara o... many, many!". W ogóle urocze było to, że Kamijo, jak chciał coś mówić do ludzi, to mówił... powoooooli i WYRAŹNIE... po japońsku - i patrzył w tłum, czy go ludzie rozumieją ^^ Było to prześmieszne! Czasami wołał w tłum "Boys! Boys!". Dopiero po którym zejściu ze sceny i wyjściu zawołał też "Girls!". Jego Engrish jest inny niż Engrish Gackto, ale to wciąż Engrish ;-). Po polsku Kamijo mówił o wiele lepiej! ♥

 Kamijo wyraźnie miał usta pomalowane czerwoną szminką, 
a Hizaki jasnym błyszczykiem.
Wszyscy chyba byli w butach na obcasach.
Zdjęcie ze strony Fotografia Koncertowa. Fot. Rafał Baran.

Generalnie wszyscy z muzyków podchodzili na brzeg sceny i wyciągali ręce do ludzi, albo nachylali się i pozwalali się dotykać, albo wyciągali w stronę ludzi gitary. Hizakiego tak raz ludzie złapali, że drugą ręką zdejmował palce ludzi z gryfu. Masashiego zaś ludzie w pewnym momencie wciągnęli w tłum i zaczęli go "zabierać", niosąc na rękach, ale ochroniarz pomógł mu wrócić na scenę.

  Zdjęcie ze strony Fotografia Koncertowa. Fot. Rafał Baran.

To był bardzo dobry koncert, który wizualnie kojarzył mi się z koncertami w Japonii mniej znanych visualowych kapel. Niewielki tłum, kameralnie, visualowy zespół, pod sceną raptem kilka setek osób, ale za to wszyscy z różami, zapatrzeni w muzyków i reagujący na każdą nutę czy ruch ręki Kamijo. I ten niewielki tłum dał z siebie całkiem spory pisk na początku, gdy zespół wychodził na scenę :-) Ale niestety wiele osób nie wiedziało, jak się zespół w ogóle nazywa... Trochę to obciach był, bo część osób krzyczała nazwę zespołu tak, jak ją czyta po polsku, czyli "wersailles"... (OO). Cóż, z tą nazwą rzeczywiście jest problem, bo gdyby czytać ją po francusku, to by było "wersaj", ale że Japończycy nie mają głoski "w", więc wymawiają ją jak "b", i Kamijo swój zespół przedstawia jako "berusaju". Część osób tak krzyczała, ale chyba nie wszyscy zakumali, że TO jest właśnie nazwa zespołu... Kamijo na koniec koncertu kilka razy powtórzył, jak się zespół nazywa...

Dlatego częściej krzyczeliśmy "Teru" albo "Kamijo", albo po prostu "Arigatou" i nawet przez pewien czas "Dziękujemy", ale Kamijo patrzył się w tłum i wyraźnie było widać z jego miny, że nie ma pojęcia, co krzyczymy ;-). Po koncercie, a przed bisami krzyczeliśmy "encore!", czego część osób też nie rozumiała i chciała krzyczeć nasze polskie "bis!". Ahahaha ;-). (No dobra, ja jakiś czas temu też nie wiedziałam, że na zagranicznych koncertach krzyczy się "encore" ;-)).

Dotknęłam ich! \(=♥.♥=)/

Jednak to, co było dla mnie szczególnie wyjątkowe, to spotkanie z muzykami po zakończeniu koncertu. Versailles zgodzili się na meet&greet ♥, które zapowiedziano na pół godziny po koncercie. Wtedy staff ustawił krzesła dla muzyków w wydzielonym miejscu sali, na których usiedli w kolejności: Teru, Masashii, Kamijo, Yuki i Hizaki. Ustawiła się kolejka, do barierki, za którą były wpuszczane osoby po jednej, które mogły podejść do muzyków i podać im rękę. Było to dla mnie niesamowite, móc podejść do nich bezpośrednio, tak że nie rozdzielał mnie od nich żaden ochroniarz ani stół czy barierka. Po prostu siedzieli sobie na krzesłach i można było, przechodząc, po kolei podać im rękę ♥\(=^.^=)/♥. Byłam prawie na początku kolejki i szczerze powiem, że z wrażenia to widziałam tylko ich twarze, ale chyba byli cały czas w tych samych ubraniach, co na scenie. Było dla mnie nie do pojęcia, że osoby, które do tej pory znałam tylko ze zdjęć, z youtube'a i piosenek słuchanych w domu, są tak blisko przede mną, że mogę coś do nich powiedzieć, że każdy się na mnie spojrzał - nie gdzieś w tłum pod sceną, ale bezpośrednio do mnie... Że mogę do każdego się nachylić i coś powiedzieć, prawie do ucha! Co prawda nie sądzę, by z tego cokolwiek zapamiętali, skoro podeszło do nich po kolei tylu fanów ;-). Każdemu z nich podałam rękę, ukłoniłam się i powiedziałam "Arigatou gozaimashita", każdy coś mi odpowiedział, rozumiałam tylko "arigatou", ale jak coś dodawali po japońsku to już nie. Do Kamijo i do Hizakiego dodatkowo powiedziałam po angielsku "Please, come to Poland next year", i kiwnęli mi głową, Hizaki w taki charakterystyczny dla siebie sposób. Najbardziej przeżywałam Hizakiego, normalnie wydawało mi się, że z tego wrażenia, że mu podaję rękę, to go ledwo widzę ;-)). Chciało mi się potem skakać z radości! Niektóre dziewczyny, jak wychodziły po tym podaniu ręki, to płakały. Przy muzykach pilnował ochroniarz, żeby nikt za długo nie ściskał któregoś za rękę, albo żeby się nie rzucał w ramiona. Widziałam, jak jedną dziewczynę delikatnie ochroniarz objął, żeby ją wyprowadzić, bo wyglądało na to, że płakała schylona przed Hizakim. Ach, oni wyglądali jak książęca rodzina - Kamijo jak książę, a Hizaki jak księżniczka... ♥ I wrażenie to właśnie wzmacniało to, jak siedzieli na tych krzesłach i podawali ręce ludziom, którzy czekali w długiej kolejce... Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałam i nie słyszałam o takich rzeczach na niejapońskich koncertach.

A to zdjęcie moje i Lladii po koncercie i po meet&greet z Versailles. Jesteśmy tu dosyć zmęczone, zmarnowane, z rozmazanym trochę makijażem i potargane trochę, dlatego to zdjęcie jest takie malutkie ;-) Ostatecznie na białą bluzkę nałożyłam jeszcze cienką czarną. Sztucznych rzęs przed koncertem mi się nie udało przykleić.

Gratuluję Lladii tego, że udało jej się spotkać z Kamijo przed koncertem i zrobić z nim wywiad (^^).

Na koncercie w ogóle byłam z moją mamą i z Asai. Dla mojej mamy było to wyjątkowe wydarzenie - będzie mogła opowiadać teraz, na jakim to dziwnym występie była i jakich dziwnych muzyków widziała ;-). Moja mama uważa, że Versailles mieli świetnie wyreżyserowane wejście z robiącą wrażenie muzyką, ale wizualnie wzbudzali w niej jakiś rodzaj niepokoju - mówiła, że ich stroje i makijaże sprawiają, że wyglądają trochę jak ożywione lalki - że wyglądają, jakby nie byli prawdziwi, a przecież ruszają się, grają i śpiewają - i że to połączenie daje takie dziwne wrażenie.

Po koncercie wróciłyśmy do hotelu, odprowadzając po drodze Asai na dworzec autobusowy. Trudno mi było zamówić taksówkę, bo nic nie słyszałam! Następnego dnia chodziłyśmy po Krakowie, ale o tym może napiszę w następnym wpisie :-) I pewnie tutaj też coś dodam, jak mi się przypomni, teraz padam i idę spać.

Tweet z oficjalnego konta Versailles:


Twitter Hizakiego:


Twitter Kamijo:

"Bonjour! W Polsce było wspaniale!".

A tu relacja Asai z koncertu :-)
Relacja Lladiii z koncertu i wywiadu z Kamijo ^^.

Teru wstawił na swojego bloga zdjęcia z Polski -> tutaj. Jedli pierogi! Smakowały im ^^

ポーランドのファンがくれたよ!ヂェンコイエ!!
この国旗には意味がある事を知ったよ。歴史って深い。
(Otrzymane od fanów z Polski! Dziękuję! 
[tu dosłownie jest napisane fonetycznie "dziękuję"]
Wiem, że flaga narodowa wiele znaczy. Co za głęboka historia.
[tłumaczenie moje z pomocą translatora])

Na końcu wpisu Teru napisał: またね!!ありがとうポーランド!!(Mata ne! Arigatou Poorando! - Do zobaczenia! Dziękuję Polsko!).

Zdjęcia z wpisu Masashiego -> tutaj. Versailles chodzili po Krakowie w deszczu bez parasolek, w kapturach i... maseczkach na twarzy. Zdjęcie flagi zamieścił tutaj (widać, że interesował się polskim piwem).

Masashii napisał: ポーランドの皆さん熱いですね。 (Poorando no minasan atsui desu ne, co bym przetłumaczyła jako "W Polsce wszyscy są gorący ;-)" i dalej coś o głośnym aplauzie. I o Krakowie: 綺麗な街でしたね。 (Kirei na machi deshita ne - To było piękne miasto).


Relacja na JaME Polska i galeria ze zdjęciami z koncertu :-)

Ach!

63 komentarze:

  1. Super. Niech przyjeżdżają, bo trzeba nadrobić zaległości :) Widzę, że koncert był wspaniały, i jeszcze bardziej żałuję, że nie mogłam pojechać :(

    Twoja mama ma sporo racji. Hizaki ma tak potężną dozę tapety na twarzy, że rzeczywiście wygląda jak lalka :) Ale to część ich uroku, ne?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wczoraj fizycznie dochodziłam do siebie. I dopiero dziś zabrałam się za porządkowanie myśli na piśmie ;-)

    Fajnie, że zamieściłaś twity ;-) na to czekałam ;-) dowód, dla całego świata, że im się w Polsce poodobało ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieźle!To chłopcy byli zachwyceni, ale te wpadki były komiczne:)Byłaś kompletnie półprzytomna kobieto z tego co przeczytałam.Widać ,że im się podobało!Mam nadzieję , że wrócą ,a wtedy pójdę na ich koncert.Nie mam o co się martwić.Madzia**

    OdpowiedzUsuń
  4. Ismara, a ja myślałam, że Ty nie pojechałaś na koncert, bo za nimi nie przepadasz, albo że to nie Twoje klimaty... Mam nadzieję, że nas jeszcze odwiedzą, mimo że nie było wiele osób. Mam nadzieję, że spodobało im się w Krakowie i że zadowoleni są z przyjęcia ich przez fanów. Z tego co wiem, dostali sporo prezentów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Asai, mnie dziś wszystko boli. Cały czas jeszcze myślę o koncercie i rozmyślam o tym, jacy oni są bezpośredni, i jaki w porównaniu z nimi dystans tworzy GACKT.

    OdpowiedzUsuń
  6. Madzia, ja byłam zachwycona! ^^. Też trzymam kciuki za to, żeby za jakiś czas znowu nas odwiedzili. Warto ich zobaczyć i posłuchać na żywo :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz co, ja to ci normalnie zazdroszczę, że chodzisz na koncerty, które tak cię kręcą...
    Bo mi to nie wiem, Babcia Tina została.....a i tak pech- samochód mnie rozjechał....

    smok

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie, nie pozwoliły mi na to finanse ;) Nie wszystkie piosenki mi się podobają, ale bardzo chętnie zobaczyłabym ich na żywo ;)

    [Wiesz że można już na hmv zamawiać Nemuri?]

    OdpowiedzUsuń
  9. Smoku, dotknęłaś sedna sprawy... nie chodzi właśnie o jakiekolwiek koncerty, ale o takie, które kręcą :-)

    Ja cały czas przed oczami widzę twarz Kamijo, jak się do niego nachyliłam, żeby mu powiedzieć "Arigatou", i mimo że Kamijo to nie GACKT, to jednak ta bliskość normalnie centymetrów między mną a nim była dla mnie porażająca (**).

    OdpowiedzUsuń
  10. Ismara, ja jestem bankrutem! (..) Wersalki sponsorowała mi mama, bo by mnie na nie nie było stać... A co to jest hmv? To może do grudnia uda mi się znaleźć jakiegoś mikołaja...

    OdpowiedzUsuń
  11. Hmv to sklep :) Jestem trochę skołowana bo nie wiem jak to do końca ma wyglądać. Preorder można składać tylko do końca października. Płyta wychodzi w grudniu. Dziwne... spójrz.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ismara, nie kumam nic, nie znam tego sklepu, ale i tak nie mam kasy... do tego jestem cały czas oszołomiona po Versailles i zmęczona całym dzisiejszym dniem pracy.

    No to szkoda, że nie udało Ci się pojechać na Wersalki, mam nadzieję, że jeszcze do nas przyjadą.

    OdpowiedzUsuń
  13. Też nic stamtąd nie zamawiałam ;) I też jestem bez kasy, lol.

    Emocje Cię trzymają. To odpoczywaj.

    OdpowiedzUsuń
  14. Miło było się spotkać^^
    I dziękuję, że wrzuciłaś takie małe zdjęcie (aczkolwiek i tak nie mogę znieść widoku tych moich kompletnie nie pasujących butów- przebrałam je przed samym koncertem).
    A jeśli chodzi o Masashiego to wcale tłum go nie wciągnął. On usiadł na barierce, stracił równowagę i zaczął lecieć do tyłu, my staraliśmy się go wypchnąć do przodu, ale jest bardzo ciężki... Wiem co mówię, bo jego tyłek wylądował na mojej głowie...

    OdpowiedzUsuń
  15. Lladia, ja byłam cała niepasująca, ale się dobrze czułam w tym stroju ;-)

    Z tego miejsca, gdzie byłam, wyglądało, jakbyście go wciągali!^^ domyślam się, że Masashii jest ciężki, bo on jest chyba z nich wszystkich największy.

    Ja stałam naprzeciwko Hizakiego, po prawej stronie, ale Kamijo bardzo często na tę stronę przychodził. Byłam nimi zachwycona! Wspaniały koncert, ciekawa jestem, czy oni również odbierają go tak pozytywnie, mimo że nie było tak wielu ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  16. On ma 185 i do tego chudy też nie jest, no i jeszcze ciężki płaszcz....
    Odpychaliśmy go, ale nic to nie dawało... dopiero ochrona go wzięła..
    To najlepszy koncert mojego życia <333

    OdpowiedzUsuń
  17. 185?... Wow, to sporo, wygląda raczej na dużego, ale nie spodziewałam się, że jest aż tak wysoki. Tak, widziałam, jak złapał go ochroniarz :-) Ja cały czas widzę przed oczami twarz Kamijo, jak się do mnie z bliska uśmiechnął, i Hizakiego, który kiwnął energicznie głową, jak mu powiedziałam, żeby przyjechał za rok :-)))

    To był Twój pierwszy koncert Versailles, czy już byłaś na ich koncercie za granicą?

    OdpowiedzUsuń
  18. No to super, że u nas było lepiej ^^.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wiesz myślę, że to kwestia tego, że to był mój pierwszy koncert i ja byłam strasznie niedoświadczona i po drugiej piosence poszłam do tyłu, a potem miałam przez to doła, że jestem taka słaba...

    OdpowiedzUsuń
  20. Ach, to w tamtym roku Versailles to był Twój pierwszy koncert?... Pierwszy japoński? Teraz chyba byłaś na samym przodzie przed Kamijo?
    A w ogóle wydawało mi się, że przed wejściem do klubu widziałam obok Ciebie PiCę.

    OdpowiedzUsuń
  21. Tak pierwszy i to w sumie nie tylko japoński. Wcześniej nie miałam zwyczaju chodzić na żadne koncerty.
    Byłam w drugim rzędzie najpierw między Kamijem a Hizakim, a potem przed samym Kamijem.
    Tak... był Pica rozdawaliśmy ulotki, ludzie robili sobie z nim zdjęcia... Eh ale tak ogólnie to Pica mnie okropnie wkurzył...

    OdpowiedzUsuń
  22. O... nie wiem, czy się mogę spytać, co się stało? Na koncercie już go nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie było go na koncercie. Eh głupia sprawa, ale się wkurzyłam i nie wiem, czy pojsc na koncert Ant1nett. Możesz spytać o co, ale może nie tu.

    OdpowiedzUsuń
  24. Wszedlem po dlugiej nieobecości z braku komputera i od razu załapałem doła :(( Do samego końca miałem nadzieję, że pojadę, ale studia i lekki brak kasy mi niepozwoliły :(( Na początu nie myślałem tak o tym, ale po przeczytaniu Twojej relacji mam doła... mogłem tam być, tak blisko nich, na takim koncercie... Ech... tez mam nadzieję, że jeszcze przyjadą i że koncert będzie podobny do tego teraz :)

    Cieszę sie też, ze Tobie sie podobało i że masz tak miłe wspomnienia z niego :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Weź ona jeszcze chyba nie kontaktuję po koncercie.Tak samo było po koncercie Gackt razem z Nathalienn długo nie kontaktowały.Madzia***

    OdpowiedzUsuń
  26. świetna relacja:) ja również nie mogę się jeszcze pozbierać po koncercie, do tego jeszcze 14godzinna jazda pociągiem (w jedną stronę), ale było warto!
    niestety nie zostałam na spotkaniu po koncercie, czas mnie gonił :(

    mbosska

    OdpowiedzUsuń
  27. Kanarek, no to szkoda, że nie udało Ci się wybrać na koncert. Nie łap doła, tylko szykuj się na kolejne koncerty w następnym roku ;-) Na pewno będzie z czego wybierać, i mam nadzieję, że Versailles zechcą nas powtórnie odwiedzić :-)
    Pozdrawiam ^^.

    OdpowiedzUsuń
  28. mbosska, a gdzie stałaś na koncercie? Szkoda, że nie zostałaś na meet&greet, ale rozumiem, kiedyś też tak miałam - to był akurat irlandzki zespół Clannad, i po występie można było do nich podejść, poprosić autograf czy zagadać, bardzo chciałam, ale musiałam biec na pociąg. Zdarza się. No ale najważniejsze, że byłaś na koncercie :-)

    OdpowiedzUsuń
  29. Teru wstawił zdjęcia z Polski: http://ameblo.jp/versailles-teru/entry-11046445971.html#main

    OdpowiedzUsuń
  30. stałam trochę z tyłu od strony Hizakiego, a potem przesunęło mnie na środek; jak tak przyglądam się Twojej fotografii, to coś mi świta, że widziałam Ciebie; ale teraz nie jestem do końca pewna;
    tak, niestety nie byłam na meet&greet, ale zdarza się najlepszym;) zawsze można mieć nadzieję, na kolejne tego typu wydarzenie:)
    zresztą, jeszcze nie jeden koncert przed nami xD

    mbosska

    OdpowiedzUsuń
  31. Mnóstwo fot i obowiązkowo gołębie XD Czy mi się wydaje, czy on próbował napisać 'dziękuje' po japońsku? XD

    OdpowiedzUsuń
  32. Ismara, no tak, napisałam to we wpisie, że katakaną jest napisane fonetycznie "dziękuję" :-D
    Zdjęcia w stylu japońskim - nawet bruk sfotografowany ;-)

    OdpowiedzUsuń
  33. mbosska, mnie to można było po sukience poznać - czarna w białe kokardki, białe rajstopy. Nie było podobnie ubranej dziewczyny.

    Do zobaczenia na następnym koncercie ^^.

    OdpowiedzUsuń
  34. Ah, przepraszam ^^' Nie spojrzałam już wyżej.

    OdpowiedzUsuń
  35. :-D mam nadzieję, że Kraków im się podobał :-) Ja następnego dnia widziałam na Starym Mieście dwie osoby z ich staffu idące w stronę Wawelu.

    OdpowiedzUsuń
  36. Fajne są te ich zdjęcia ;-) Dobrze, że mieli czas i chęć (mimo pogody) zobaczyć miasto.

    OdpowiedzUsuń
  37. Taa bez przesady:)Ja się nie dziwię , że chłopcy zainteresowali się naszym piwkiem:-)Widać ,że bardzo im się nasz kraj spodobał, jedzenie, ludzie ,miasto.Na pewno na drugi raz przyjadą.Mbosska ten typ tak ma , jest oryginalny sam w sobie, hehe.Madzia**

    OdpowiedzUsuń
  38. Miriel, właśnie zwróciłam uwagę na sukienkę, bo jest śliczna:)
    Madziu, zgadzam się z Tobą:)

    a zdjęcia fajne porobili; najbardziej nie mogę z fotki pierogów:) śmiać mi się chce, ponieważ sama tak zrobiłam, gdy jadłam po raz pierwszy ramen ^^

    mbosska

    OdpowiedzUsuń
  39. na jame-world też pojawiła się relacja ;-)

    OdpowiedzUsuń
  40. Asai, dzięki za info :-) Jest tam też galeria ze zdjęciami :-)

    OdpowiedzUsuń
  41. Wiesz, że jej nie zauważyłam ;-) skupiłam się na relacji ;-)

    OdpowiedzUsuń
  42. A ja się teraz zasłuchuję w Rouage... (**).

    OdpowiedzUsuń
  43. Już dawno miałam napisać, ale zawsze wylatuje mi z głowy ;-)
    Żadnego "Ach" nie ma w tej relacji ;-)

    i jeszcze do czegoś ci się przyznam ;-) Kiedy przed koncertem stałyśmy przed Kwadratem i trzymałam z jakiejś okazji Twoją różę, przyszło mi do głowy, żeby zobaczyć jak mocno trzyma się kwiat na łodydze. Co prawda nie pociągnęłam, ale może wyczuła moje pomysły i dlatego tak się na pierwszej piosence zachowała ;-)

    OdpowiedzUsuń
  44. Wspaniały wieczór, cieszę się, że tak to się pięknie udało! Muza, jak muza, nie dla mnie,ale na tę audiencję to bym się chętnie wybrała zobaczyć ich z bliska :D (BTW, Kamijo miał naturalne oczy czy podkręcone szkłami?) Świetny pomysł z meet&greet! To był pomysł zespołu, managementu czy fanów? :) Wszystkie kameralne koncerty powinny mieć taki akcent, na ile tylko zespołom starcza sił. Szczególnie tym, gdzie sami potem i tak do fanów wychodzą, nieoficjalnie.
    I brawa dla fanów za te róże, cudnie :)

    Tak z perspektywy, to emocje udzieliły mi się w tłumie an Gcku & Kompanii,a le wolałabym by jego koncert przypominał opisany przez Ciebie występ Wersailles, a nie jazgotliwy teatr, który nam dostawił. Nie wiem czy znowu wybiorę się na YFC, ale gdyby Gackto przyjechał z podobna trasa co Wersailles - w odbiorze, nastroju, zachowaniu, z muzyką przede wszystkim, to pojadę :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Aaaa, wtopiłam - napisałam ich nazwę przez "w"! ;) Wybacz!
    I widzę po fotach, że Kamijo miał jasne szkła, wszyscy jakieś mieli, jeden wygląda, jakby miał czerwone. A za mną wciąż chodzą purpurowe, może się kiedyś w końcu skuszę ;) Chociaż to nie jest do noszenia na co dzień i bez makijażu.

    Szkoda tylko, że Kamijo nie ma już tej jasnej peruki, jak kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  46. Ohayo. ^^ Piszę z ,lekkim' opóźnieniem. ^^
    Miriel, widziałam Cię i wyglądałaś na prawdę uroczo, bo to słowo najbardziej mi się kojarzy. ^^ Lubię te koncerty za to, że większość wygląda tam hmm, specyficznie. :) W ogóle wydaje mi się, że na Versailles populacja męska była liczniejsza niż na Gackcie.
    Co do koncertu to był cudowny, byłam na środku, stosunkowo blisko sceny, potem przesunęłam się mając przed sobą ciągle uśmiechającego się Teru, ja nie wiem jak on to robi, że ma cały czas banana na buzi. ^^ Z tego względu wolę go od Hizakiego, który wydaje się być trochę zimny i chyba widziałam jak w trakcie krzyczał na jakąś osobę ze staffu. Znowu udało mi się wynieść pamiątkę w postaci róży Teru. ^^
    I bardzo żałuje, że ich nie przytuliłam tak jak to niektórzy robili, ale byłam mocno zestresowana. ^^ Przyznaje, że kontakt z nami mieli wspaniały, Gackto mógłby brać z nich przykład. ^^ Teraz pozostaje czekać na trasy japońskich zespołów na 2012. ^^
    Katie. :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Asai, dodałam Ach! do wpisu :-)

    OdpowiedzUsuń
  48. Katie, dzięki za komentarz :-) I w ogóle arigatou za miłe słowa :-)) rzeczywiście męskiej publiczności było sporo, i ktoś mi mówił, że szczególnie chcieli uścisnąć Hizakiego :-)) Gratuluje róży Teru!

    Masz rację, szkoda, że GACKT nie jest bardziej bezpośredni. Myślę że w 2012 roku będą u nas wspaniałe koncerty :-)

    OdpowiedzUsuń
  49. Hejka!
    Cieszę się że zdjęcia się podobały:))
    Koncert fantastyczny. Trzymajcie się ciepło.
    Romana Makówka
    www.fotografia-koncertowa.pl

    OdpowiedzUsuń
  50. Romana Makówka, bardzo dziękuję w imieniu swoim i fanów za wspaniałe zdjęcia! :-) Dzięki nim można jeszcze raz przeżywać koncert i się nim cieszyć. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  51. Sirielle, na koncert Versailles warto było pojechać, i moja mama tez nie żałuje, mimo że ona ich nie słucha. A co do Gackto - to mam tak dosyć całego imagu YFC, że gdyby przyjechał do nas jeszcze raz z tym samym - to poszłabym na koncert, ale stałabym z tyłu, bo nie chciałoby mi się krzyczeć, skakać czy machać rękami. Ale mam nadzieję, że takie coś już się nie powtórzy. Mam nadzieję, że on sam będzie miał dosyć tego, jak ta trasa się skończy.

    OdpowiedzUsuń
  52. No, ja w ogóle mam zamiar na jego koncertach stać z tyłu by się nie męczyć więcej tym krzyczeniem na zawołanie ;) I bardziej skupić na muzyce, niż na artyście :) Chyba, żeby przyjechał z jakimś klimatycznym przedstawieniem.

    Może i warto, ale mnie by muzyka Versailles wymęczyła, 2 minuty mi wystarcza ;)

    OdpowiedzUsuń
  53. Albo inaczej - gdyby grali w Szczecinie i za rozsądną kasę, to bym poszła, ale nie za 100 w Krakowie. Wolę zaoszczędzić na koncerty i inne różności, na których mi naprawdę zależy.Winter is coming, trzeba się przygotować ;)

    OdpowiedzUsuń
  54. Sirielle, w sumie trochę rozumiem, bo są artyści, na których koncert bym poszła z chęcią, ale jakby występowali u mnie pod domem ;-)) Ale są i tacy, na których mogę daleko jechać, choć za tym nie przepadam.

    OdpowiedzUsuń
  55. Właśnie, gdyby zagrali gdzieś bliżej też bym się szarpnęła. Ale spędzenie ok 12h w pociągu nie było zachęcającą wizją.

    I mały offtop. Winter is coming, ale dlaczego dopiero w kwietniu? :(

    OdpowiedzUsuń
  56. Niestety, tak będzie - sezon co rok. Szkoda, ale takie zasady ma HBO. Za to za kilkanaście dni Taniec ze smokami częśc 1 pojawi się w księgarniach - dla tych, którzy od 6 lat czekaja na ciąg dalszy powieści. Czym jest wobec tego 11 miesięcy? ;) Ja już to przeczytałam po angielsku, ale jak wyjdzie druga część PL to kupie obie w jakiejś promocji i przeczytam całość od początku jednym ciągiem - od GoT po najnowszy tom. Jak czas pozowli, rzecz jasna. Na to teraz potrzebuję fundusze, mniej ulubieni muzycy nie mają wtym momencie szans.
    No tak, a na 7 tom znowu przyjdzie nam poczekać, mam andzieję, że krócej niż fani czekali do tej pory (ja nie, bo zabrałam się za książki dopiero wraz z serialem) i w tym czekaniu nowy sezon serialu będzie corocznym pokrzepieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  57. OMG, 6lat?! Ja też zaczęłam czytać po pojawieniu się serialu, więc jestem w uprzywilejowanej sytuacji. Teraz kończę 1cz Uczty dla wron. Ale jakby to przełożyć....to czekać 12 lat na poznanie zakończenia? WOW

    OdpowiedzUsuń
  58. Mam nadzieję, że po tym przestoju George trochę przyspieszy, ale raz pisze wolno, dwa rozprasza się na inne działania - serial, gry, opowiadania itd. Do tego powieść wciąż mu się rozrasta, mam nadzieję, że jednak ją zakończy w 7 tomach. W każdym razie optymistycznie zakładam 3-4 lata, idealnie gdyby się spiął i napisał w 2, już początek ma. Ale lepiej się przygotować na oczekiwanie.

    OdpowiedzUsuń
  59. To będę równie optymistycznie nastawiona ja Ty xD

    OdpowiedzUsuń
  60. Miriel, następnym razem jak będzie koncert w Krakowie, i na niego przyjedziesz to obowiązkowo ja też tam będę ;) poza tym do Krakowa mam 20min a to warszawy kilka godzin....więc muszę zalizać każdy ciekawy japoński koncert w Krakowie ;D mam cichą nadzieję że GACKTO przyjedzie następnym razem nie tylko do Warszawy, ale i na południe polski...
    A tak a propo to czy oni chodzili od tak sobie po Krakowie??? i nikt sobie nic z tego nie robił...ja rozumiem że w krakowie są różnie ludzie (co do wyglądu), ale Versailles nie poznać na ulicy??!! aaaaaa.... Teru wstawił zdjęcia ulic po których ja nie raz chodziłam i przejeżdżałam.... :((( może i szłam wtedy.../facepalm/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Krakowie chyba dzieje się dużo japońskich imprez, więc masz blisko, no i jest tam tez chyba centrum japońskie.
      A Versailles nie wyglądali na mieście tak jak na scenie ;-))). Nawet osoba, która ich zna, pewnie by ich mogła nie poznać. Bez makeupy, bez ułożonych włosów, z zwykłych ciuchach, ot, jacyś Japończycy ;-).

      Usuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails