The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

23 sierpnia 2011

Relacja z koncertu - GACKT i YFC w Warszawie 6.08.2011

Kiedyś pisałam, że GACKT wzbudza we mnie silne, ale... sprzeczne emocje. Potwierdził to również jego koncert w Polsce, na który czekałam z utęsknieniem, ale i z obawami. Nie inaczej wyglądać będzie również ta relacja - nie do końca pozytywna, choć - mam nadzieję, nie całkiem negatywna. Czyli, jak mówią Japończycy: Nie jest tak, że mi się nie podobało, ale i nie jest tak, że mi się podobało...

Przed koncertem \(*^.^*)/
Zacznę może od tego, co było dla mnie jednoznacznie pozytywne, czyli od przemiłego spotkania z fanami Gackto :-) Spotkanie z dziewczynami z blogów, wesoła i miła atmosfera przedkoncertowa, przemili i towarzyscy ludzie czekający przed klubem Stodoła i później w klubie na rozpoczęcie koncertu, a także rozmowy z fanami po koncercie - to była dla mnie najmilsza część dnia, i to właśnie te spotkania sprawiły, że koncert ten uważam za wyjątkowy. Na żadnym innym koncercie z życiu nie spotkałam się z tak miłymi ludźmi i tak pozytywną atmosferą, jak na tym (a obawiałam się, że będzie agresywnie i niemiło... ;-)).

Klub Stodoła i afisze na zewnętrznych ścianach.

Najpierw, dwa dni wcześniej, przyjechała do mnie Sirielle, i spędziłyśmy dwie doby prawie nie śpiąc i rozmawiając o Gackto, Tohoshinkach, Final Fantasy, "Grze o tron" i elfach, czyli o różnych pięknych istotach, prawdziwych i wymyślonych, a w nocy przed koncertem jeszcze pakowałam prezent dla Gackto i pisałam do niego list. W dzień koncertu wyszykowałyśmy się dosyć wcześnie, choć nie obyło się bez spóźnienia ;-) - ponieważ przed wyjazdem do Warszawy postanowiłam jeszcze kupić dla Gackto kwiaty. Jechałyśmy do Warszawy z dwoma bukietami róż ^^.

W Warszawie w Złotych Tarasach, w japońskiej restauracji Hana Sushi umówione byłyśmy z Asai i Ismarą, które już na nas czekały. Ismarze towarzyszyła jej koleżanka Marta, a niedługo dołączyła do nas Nathalienn :-) Byłyśmy w komplecie - i we wspaniałych humorach. Z karty dań wybrałyśmy japońskie dania - głównie zupy: miso, z jajkiem i warzywami, z pierożkami i ramen. Jedzenie pałeczkami japońskich dań przed japońskim koncertem jest dodatkowo świetną zabawą ^^.

Dziękuję dziewczynom za zgodę na umieszczenie zdjęcia na blogu :-)
Zdjęcie robiła Marta.

Następnie wyruszyłyśmy z stronę klubu, ale nie obyło się bez niespodzianek. Adventure! ;-))) Okazało się, że metro nie zatrzymuje się na stacji Pole Mokotowskie, więc zmuszone byłyśmy wyjść na powierzchnię, a tam, ja, jedyna teoretycznie znająca miasto, pogubiłam się zupełnie (to brak orientacji w terenie). Udało nam się wsiąść we właściwy autobus, ale za to zagadałam się i... przejechałyśmy właściwy przystanek (musiałyśmy potem czekać na autobus jadący w drugą stronę...). To wszystko odbywało się jednak wśród wybuchów śmiechu, a ja byłam coraz bardziej przejęta, gdyż umówiona byłam z organizatorem koncertu, panem Tomkiem z KnockOut Production, że przekaże ode mnie prezent i kwiaty dla Gackto. Okazało się, że mimo mojego spóźnienia pan Tomek był wyrozumiały i cierpliwy, i na tyle miły, że odpowiadał na smsy i powiedział, że przekaże wszystko artyście, gdy zadzwonię do niego, gdy będę już pod Stodołą.

Fani czekający pod klubem Stodoła na koncert Gackto i YFC.

Przed Stodołą było o wiele mniej ludzi, niż się spodziewałam. Było coś w rodzaju kolejki, ale ludzie spokojnie rozchodzili się na boki i nikt nie pchał się w stronę wejścia. Dowiedziałam się, że cześć osób czekało już pod klubem od piątku wieczorem, część miała na rękach wymalowane markerem numerki - miejsca w kolejce. Niektórzy chodzili z flagami i zbierali podpisy (flaga przygotowana przez Merrik została wcześniej dana dla zaspołu ze względu na to, że była duża, padał deszcz, i Merrik obawiała się, że może się zabłocić). Podpisałam się na jednej z takich flag.

Jeden z banerów przyszykowanych przez fanów.
Zdjęcie znalezione z sieci (wykadrowane),
źródło zdjęcia TUTAJ.

Następnie zadzwoniłam do organizatora, który powiedział, że wyjdzie za pięć minut i żeby poczekać na niego po lewej stronie klubu, gdzie stał czerwony autobus zespołu ^^. Miło było zobaczyć ten sam autobus, który widziałam przy okazji koncertu Gackto w Monachium. Również w tym roku takimi autobusami jeździł po Europie GACKT, zespół i staff zespołu. Czekając na organizatora zrobiłyśmy sobie z Sirielle zdjęcia na tle autobusu. Oto moje: z kwiatami dla Gackto i prezentem (*^^*).

Ja z kwiatami i prezentem dla Gackto przed redbusem :-).
Zdjęcie robiła Sirielle.

Pan Tomek wyszedł do nas, tak jak obiecał, i powiedział, żeby się nie martwić, że przekazuje wszystkie prezenty, jakie fani przynieśli dla Gackto. Podziękowałyśmy (a potem Sirielle mi powiedziała, że podobno się ukłoniłam, mówiąc "dziękuję" - tak, to wpływ oglądania japońskich programów i filmów...). Od fanów dowiedziałyśmy się, że wcześniej została przekazana dla Gackto szabla, no to jest wyjątkowy prezent... :-) Mam nadzieję, że Gackto się ten prezent spodobał i że dzięki temu będzie o nas szczególnie pamiętał.


Szabla w prezencie dla Gackto - pomysłodawczynią prezentu
i autorką zdjęcia jest Kenroh, która również wrzuciła na scenę
gumowego oskubanego kurczaka.
Źródło zdjęcia TUTAJ.

Jednak niebo szybko się zachmurzyło i zaczął padać deszcz... a wkrótce również zaczęło grzmieć. Część osób mokła, nakładała na głowy kurtki, ci, co mieli parasolki, chowali się pod nimi, siedząc lub stojąc. My złożyłyśmy trzy parasolki i większą część burzy przysiedziałyśmy pod nimi na chodniku - w siedem - bo dołączyła do nas również Benihime-chan. Była to całkiem sympatyczna i wesoła integracja ;-)

Część naszej grupki ;-)) 
Zdjęcie znalezione z sieci, źródło zdjęcia TUTAJ.

Deszcz padał aż do momentu, gdy wchodziliśmy do klubu (zaczęto nas wpuszczać o 18.30, a pod Stodołą byłyśmy trochę po 16.00). W kolejce spotkałam również Tamiko, z którą bardzo się chciałam zobaczyć, MaestroSa, który był z nami na monachijskim koncercie w tamtym roku, Merrik, która szykowała flagę dla YFC, a także po koszulce rozpoznał mnie Kanarek :-) Tak więc miałam wrażenie, że na koncert idą sami znajomi :-).

Wejście w bramki było całkiem spokojne, nikt mi nie łamał żeber, a ochrona zrobiła na mnie wrażenie tym, że nawet kazała zdejmować ludziom paski od spodni, jeżeli miały za dużo metalowych napów i ćwieków. Torebki zostawiłyśmy w szatni i od razu poszłyśmy pod scenę ^^. To półtorej godziny minęło błyskawicznie i sympatycznie, ponieważ okazało się, że gdzie się nie rozejrzę, to albo rozpoznaję znajomych, albo ludzie rozpoznają mnie po gacktowej koszulce :-) Nie znam wszystkich imion osób, z którymi rozmawiałam, ponieważ nie każdy mi się przedstawiał, a też nie dopytywałam się o wszystkich o nicki. Miło mi wszak było, gdy ludzie mówili mi, że czytają mojego bloga i że go lubią (=^.^=). Stojąc w tłumie głównie rozmawiałam z Kanarkiem i Ruką, który opowiadał nam o berlińskim koncercie X-Japan, na którym był ostatnio, i pokazywał nam zdjęcia zespołu w telefonie. Dostałam nawet od jednej dziewczyny propozycję robienia koszulek gacktowych na zamówienie, ahahaha, ale jednak okazało się, że moja gacktowa koszulka była jednorazowa... Niewiele z niej zostało po koncercie (to znaczy z napisu na niej ;-)).

Koncert \(=6.6=)/
A potem zaczął się koncert... i cóż, tutaj już kończą się zachwyty, a zaczynają owe mieszane uczucia ;-) Z Gackto to jest tak, że kieruje się on swoją gacktologiką, a poza tym nie można zapominać, że on pochodzi z kosmosu ;-). Gacktologika jest dla większości osób niezrozumiała, ale się ją akceptuje na zasadzie "no bo to GACKT". I skoro "no bo to GACKT", to w zasadzie nie należy się niczemu dziwić, nawet jak człowiek dziwi się wszystkiemu... W tamtym roku w Monachium (no tak mam, już raz go widziałam, to był mój drugi jego koncert, więc nie mogę uciec od porównań) jego uroda, uśmiech i śpiew sprawiły, że uginały się pode mną kolana. GACKT miał piękne czarne dłuższe włosy, pasujący do jego urody makijaż, i - mimo że nie był wtedy w najlepszej formie - można było się zachwycić jego głosem.

Niestety-stety po marcowym trzęsieniu ziemi w Japonii i ukończeniu przez Gackto występów w sztuce o Nemuri Kyoshiro, GACKT rozdwoił swój image - równolegle pokazując się w dwóch zupełnie odmiennych stylizacjach: w pierwszej stał się jednocześnie niezbyt kulturalnym wokalistą grupy YFC, z krótkimi jasnymi włosami, rozjaśnionymi brwiami oraz groźnym czarnym makijażem, w drugiej wcieleniem długowłosego, fioletowowłosego mangowego samuraja w spódnicy. Ten drugi image podobał mi się zdecydowanie bardziej, a także klimat, jaki mu towarzyszył - tajemniczego fantasy. W jednej stylizacji GACKT używał słów "fuck" i "asshole" i robił groźne miny, w drugiej zachowywał się kulturalnie i ładnie się uśmiechał. Przed koncertem mówiłam, że GACKT się rozdwoił i niestety przyjeżdża nie ten, którego lubię... No ale trudno. W końcu to jednak GACKT, więc i tak cieszyłam się na koncert ;-).

Gacktologika dała o sobie znać w pełnym wymiarze: nie dość, że GACKT najpierw ogłosił trasę koncertową, a dopiero po tym, jak ludzie kupili bilety, powiedział, że właściwie to nie będzie jego koncert, a zespołu, w którym jest jednym z dwóch wokalistów. Następnie pokazał się (na "konferencji" prasowej i w "message" do europejskich fanów) jako "cool gość", który nadużywa słowa "fuck"), potem okazało się, że setlista jest z kosmosu - niektóre piosenki są zupełnie nowe, nienagrane jeszcze na żadnej płycie (tak zwane normalne zespoły najpierw nagrywają płytę, a potem ją promują na koncercie, no ale nie GACKT...;-), nikt ich nie zna i nie potrafi zaśpiewać, starsze piosenki uzupełniające setlistę nie były najlepszym pomysłem - poza "Vanillą", która była rewelacyjna, ale znowu: zamiast dać ludziom pośpiewać w refrenie "Vanilli", GACKT wystawiał mikrofon do ludzi na ostatnim utworze - "Uncontrol" - którego chyba nikt nie potrafił zaśpiewać... Do tego głównie robił groźne miny, zamiast się trochę do nas pouśmiechać, a jak do tego doda się fakt, że fani przez cały koncert bardzo głośno krzyczeli i piszczeli, gitary hałasowały, prawie aż do sprzężeń, i wokal, zarówno Gackto, jak i Jona, ginął w tym jazgocie, tak że nie dało się nawet usłyszeć, jaką melodię mają te nowe piosenki... to w sumie daje taki niespecjalny obraz tego koncertu...

GACKT i Jon, Warszawa 6.08.2011.
Zdjęcie autorstwa Jade. Źródło zdjęcia TUTAJ.

Powiedziałabym nawet, że był to koncert do przeżywania i oglądania, a nie do słuchania. Być może tylko w miejscu, w którym stałam, było tak kiepsko słychać (najpierw jakiś piąty-szósty rząd przed Gackto, potem, od połowy koncertu, stałam w drugim rzędzie przed Gackto), ale w wielu relacjach powtarzają się słowa, że wokal był mało słyszalny. Ja, poza paroma chwilami w może dwóch piosenkach, prawie w ogóle nie słyszałam głosu Gackto.

A co do efektów wizualnych - pomijając ten właśnie image, który mi się nie podoba - muszę przyznać, że GACKT ma piękne ciało, i jak zdjął koszulę, było naprawdę miło na niego patrzeć. GACKT ma piękny biust ;-)) (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało ;-)). Występ był poza tym bogaty w choreografię - panowie tańczyli przez cały czas (GACKT oczywiście po swojemu, co czasem wyglądało całkiem nieźle, czasem śmiesznie, a czasem aż przewracałam oczami do nieba), trzeba przyznać, że dawali z siebie wszystko, ale też bez forsowania się. Układy taneczne często zawierały fanservise - jak dla mnie w ilości przekraczającej moje możliwości przetrawienia w tak krótkim czasie. "Vanilla" pod tym względem nawiązywała do słynnego występu Gackto podczas trasy "Mars", kiedy to molestował You i Masę. Tym razem jednak mnie to nie rozbawiło - i po koncercie przyszło mi do głowy, że powodem tego, że te fanserwise nie były dla mnie takie atrakcyjne, jest być może to, że co innego, jak tego typu rzeczy robią na scenie muzycy wygłupiający się i śmiejący do siebie, a co innego, jak zachowują się tak faceci z poważnymi minami i groźnym image'em... Kontrast wizualny był dla mnie dosyć spory... ;-) Między innymi również z tego powodu zostało mi wrażenie, że Jon jest jedynie zabawką Gackto, a nie poważnym członkiem zespołu. Nie mam nic do Jona - żeby było jasne - nie przeszkadza mi ani on w zespole, ani nawet jako drugi wokalista śpiewający razem z Gackto, jednak w czasie koncertu odniosłam wrażenie (być może zupełnie mylne i niesprawiedliwe), że gdzieś tu nie do końca jest zachowana jego godność. Ale mówienie o godności i honorze w kontekście kultury japońskiej jest ryzykowne, a Jon jednak jest Japończykiem (w pewnym sensie), i raczej trudno podejrzewać, że sam nie zgodził się na taką pozycję w zespole. Poza tym to, co my (Europejczycy indywidualiści) odbieramy czasem jako poniżenie, nie jest nim wśród Japończyków.

Ale, żeby nie było wątpliwości, w czasie koncertu bawiłam się wspaniale, krzyczałam i piszczałam razem z wszystkimi, obawiam się, że chyba również w trakcie piosenek. Machałam rękami przez cały koncert, wołałam ze wszystkimi "YFC", "Gackto", "Chachamaru", "We love you" i "Arigatou". Gdy GACKT podchodził do skraju sceny naprzeciwko mnie, próbowałam łowić jego spojrzenie, ale przyznać muszę, że oczami wodziłam przede wszystkim za jego biustem ;-). Bardzo sympatyczne wrażenie zrobił na mnie Chachamaru, który wygląda rewelacyjnie jak na swoje 51 lat, i często machał do nas rękami i się uśmiechał. You niestety prawie w ogóle nie widziałam. Stał po drugiej stronie skrzynki, na której występowali GACKT i Jon - a trzeba przyznać, że tym razem ta skrzynka była niemała (i dodatkowo trzeba przyznać, że GACKT patrzył pod nogi o wiele uważniej niż w tamtym roku ;-))).

A co do samego koncertu \(^^)/
Koncert był wyjątkowy i nieopisywalny - wywołujący wiele emocji. Formalnie nie był to solowy koncert Gackto i GackJob (jego zespołu), jak to bywało wcześniej, ale koncert nowego zespołu Yellow Fried Chickenz (YFC), w którego skład GACKT wchodzi jako jeden z dwóch wokalistów. Drugim wokalistą jest Jon, pochodzący z USA. Pozostali muzycy to Shinya z Luna Sea na perkusji, Takumi i U:zo na gitarach, a także - z poprzedniego składu zespołu - You i Chachamaru na gitarach. Jak na mój gust zdecydowanie za dużo tych gitar... Koncert rozpoczął się nikomu nieznaną piosenką z zapowiadanego na wrzesień singla YFC - "The End of The Day". Choć wyglądało na to, że większości osób zgromadzonej w klubie było wszystko jedno, co GACKT śpiewa, ważne było, że JEST i że widzimy go na własne oczy. Ja jednak poczułam się trochę zawiedziona tym, że takie "wejście" było od czegoś nikomu nieznanego (gacktologika się kłania), a do tego przez jazgot gitar i piski ludzi nie słyszałam w ogóle ani melodii, ani głosu.

Fani podczas koncertu Gackto z Warszawie, 
na górze zdjęcia widać tego gumowego kurczaka ;-).
Zdjęcie z serwisu Moje Miasto, źródło zdjęcia TUTAJ.

Cały program koncertów był podobny do trasy zeszłorocznej - ta sama stylistyka występów - czyli energetyczne piosenki z jedną, dwiema balladami w drugiej połowie koncertu, z dawnych piosenek Gackto wybrane te z poprzedniej trasy z jednym wyjątkiem - dołączoną "Vanillą", ta sama scenografia (tylko zmieniła się czcionka w logo YFC), ta sama kolorystyka i stroje zespołu, podobne zachowanie sceniczne (z tym, że w ubiegłym roku nie było fanservisu), takie samo polewanie nas litrami wody (dostałam z sześć razy od Gackto wodą po oczach - przecież byłam w drugim rzędzie! - więc nie raz mrugałam potem, sprawdzając, czy jeszcze coś widzę, czy może już mi wypłynęły szkła kontaktowe... a przecież i Jon naśladował Gackto we wszystkim, więc tej wody było bardzo dużo), podobne krzyki do publiczności - niektóre zdania IDENTYCZNE, jak w tamtym roku (na szczęście GACKT tym razem nie krzyczał do publiczności "kfuck, kfuck, kfuck"; dziękowałam niebiosom, że nikt go nie nauczył polskich odpowiedników jego ulubionego angielskiego słowa...), to samo motherfuckowe przywitanie i pożegnanie "sekretarza Gackto" na początek i na zakończenie koncertu - puszczone z głośników.

Główna różnica między koncertami z ubiegłego i tego roku polegała na tym, że cały koncert zaśpiewany był w duecie z Jonem, GACKT zmienił fryzurę i kolor włosów, a także na tym, że do setlisty dodane zostały nowe piosenki: pięć jeszcze nigdzie niewydanych, "Episode.0" z najnowszego singla i najstarsza - "Vanilla". A "bis" był taki sam, jak w tamtym roku, czyli "Uncontrol". Łącznie zespół wykonał jakieś 13 utworów.

Wygląda na to, że moje "zarzuty" co do setlisty sprowadzają się do dwóch: nowe było nieznane, a stare było ograne... (o.o). Z nowych piosenek - na ile je zdołałam wysłyszeć, podobała mi się ta ze śmiesznym tańcem i słowami "take me, take me" (wcześniej nazywana przez fanów "Gay song", a teraz "Môsô Girl" - skąd ludzie biorą te tytuły?...), i ballada ze słowami "show your heart". Ze znanych już utworów najbardziej cieszyłam się z "Episode.0" i "Vanilli". Żałowałam, że zmieniając setlistę GACKT wyrzucił "Lu:nę" i "Kimi ga matteiru kara", a także, że nie dołączył "Paranoid Doll". Oczywiście jest o wiele więcej piosenek, które chciałabym usłyszeć na żywo (^-^).

Na scenę fani rzucili ze dwie, trzy flagi, w tym jedną rzuciła Tamiko, na której wymalowała napis (Tamiko, co tam było napisane?). GACKT na koniec koncertu podniósł tę flagę, obejrzał i założył sobie na ramiona. Poza tym na scenę poleciał wspomniany wyżej gumowy kurczak, a także czarno-czerwony biustonosz, który GACKT w pewnym momencie podniósł, pomachał nim trochę nad głową i odrzucił gdzieś za siebie.

W czasie koncertu tak naprawdę prawdziwie zachwyciły mnie dwa momenty: jeden to, gdy gdzieś w połowie koncertu muzycy byli odwróceni tyłem, zapadła (względna) cisza, a część osób zaczęła krzyczeć "Chachamaru, Chachamaru!", a po chwili dołączyła się do nich prawa strona sali (Chacha właśnie stał po prawej stronie). Krzyczałam razem z ludźmi, bo bardzo lubię Chachę i uważałam, że to wspaniale, że fani doceniają również jednego z muzyków, a nie tylko Gackto. Chachamaru wyglądał wspaniale, pięknie się do nas uśmiechał i zachęcał do aplauzu.

Chachamaru. Zdjęcie autorstwa Jade. Źródło zdjęcia TUTAJ.

Drugi moment, który był dla mnie wspaniały, to sam koniec koncertu, gdy GACKT na moment wyszedł ze swojej "groźnej" roli, zaczął się  do nas i do Jona uśmiechać i patrzył na nas, jak machamy rękami i krzyczymy do niego. Najpierw krzyczeliśmy "YFC", potem "Dziękujemy", potem "We love you" i w końcu "Arigatou", które GACKT po pewnej chwili usłyszał, i było to widać po jego minie i reakcji, jak uświadamia sobie, co my krzyczymy :-)) Widać było, że się ucieszyli i że było to dla nich miłe. GACKT potem dwa razy wspomniał o tej chwili na Twitterze, pisząc:



Po koncercie (=^^=)
Gdy koncert się skończył, byłam zmęczona, ale szczęśliwa, bo: po pierwsze widziałam Gackto, po drugie wyskakałam się i wykrzyczałam (a to jest mój wyznacznik tego, że koncert był dobry :-)), a na dodatek po trzecie nie zemdlałam, po czwarte GACKT nie zemdlał i nie spadł ze sceny ;-), i po piąte last but no least spotkałam wielu miłych ludzi :-).

Gdy zespół zszedł ze sceny, okazało się, że prawie nic nie słyszę, nawet własnego głosu, gdy próbowałam mówić, i że już nie mogę ustać na nogach (miałam na nogach trampku na 10-centymetrowych obcasach), więc zostawiłam dziewczyny w kolejce do szatni, a sama poszłam gdzieś usiąść. Wtedy podeszła do mnie Luthien, która pisała przed koncertem komentarze na blogu, żeby się przywitać i zamienić kilka słów i było to bardzo miłe :-) Gdy usiadłam z sąsiedniej sali, przysiadła się do mnie Lladia, która wyglądała bardzo ładnie i uroczo w sukience z kratkę - bardzo się cieszę, że przy okazji koncertu Gackto była okazja poznać się osobiście ^^ (i gratuluję kostki od gitary Chachamaru :-)), później ja dosiadłam się do stolika, przy którym siedział Kanarek, potem dołączył do nas Ruka, a dziewczyna, która stała podczas koncertu na balkonie chwaliła się nam złapaną pałeczką od Shinyi (gratulacje :-))). Wróciłam pod szatnię w momencie, gdy dziewczyny już odbierały rzeczy. Przebrałam się w ubrania, które wzięłam ze sobą (bo spod sceny wyszłam cała mokra), i wyszłyśmy całą grupą przed klub. Przez okna było widać, jak staff Gackto szybko zbiera gadżety, składa stoliki i pakuje się do odjazdu. Jako pamiątkę z koncertu kupiłam sobie breloczek. Breloczek był drogi... (>.<). Ale bardzo się z niego cieszę, bo przypomina mi o tym, że GACKT był w Polsce i że ja byłam na jego koncercie. Jestem pewna, że będzie mi długo służył, bo dwa breloczki YFC, które kupiłam rok temu, nie zniszczyły się ani trochę.

Breloczek YFC, który kupiłam przed koncertem Gackto w Stodole.

Już było prawie ciemno, część osób czekała po lewej stronie klubu, aż zespół będzie odjeżdżał, więc po krótkim przekonywaniu (naprawdę krótkim ;-)) Asai, by zrezygnowała z nocnego powrotu do domu, i poczekała z nami na odjazd redbusa, do łączyłyśmy do fanów czekających na chodniku naprzeciw bramy wyjazdowej. Było zimno, ale wesoło :-) Lladia siedziała niedaleko nas i puszczała bańki mydlane z pojemniczka z Hello Kitty :-) Niestety zbyt wiele nie widziałyśmy, bo zespół wsiadał do autobusu na terenie klubu oddzielonym ogrodzeniem, chociaż wydawało mi się, że widziałam Gackto i Jona (na dodatek było już dosyć ciemno). Kierowca autobusu wykazał się prawdziwym mistrzostwem, wyjeżdżając tak wielkim pojazdem z tak wąskiego miejsca, a na dodatek wykręcając na tak niewielkiej powierzchni do bramy. Przez przyciemnione szyby widać było postać z kapeluszu siedzącą przed jasnym ekranem laptopa, z pewnością był to GACKT (ale po co mu był ten kapelusz na głowie w nocy w autobusie?... No tak, to przecież GACKT... ;-), ludzie wołali za odjeżdżającym autobusem i machali rękami, GACKT nam jednak nie odmachał, szkoda... :-(.

Powrót do domu (=.=)
Wracałyśmy do mnie nocnym autobusem. W domu byłyśmy około 3.00 nad ranem, więc od razu szykowałam dla dziewczyn spanie, bo trzeba było wstać za cztery (!!!) godziny, by zdążyć na autobus z Warszawy, którym wracać miała Nathalienn. Gdy dziewczyny się już wyszykowały do spania i położyły, stwierdziłam, że... właściwie to nie opłaca mi się w ogóle kłaść spać :-) Zajęłam się więc ogarnianiem mieszkania, szykowaniem się do wyjazdu, sprzątaniem u kotów, a także... ciesząc się, że nikt mnie nie widzi, próbowałam ćwiczyć gacktowy nowy taniec z piosenki "Take me, take me" ;-). O 7 rano, wyszykowana do wyjazdu i już po śniadaniu, obudziłam dziewczyny, a następnie wręcz wygoniłam je z mieszkania, żeby każda z nas zdążyła na swój autobus lub pociąg.

Podsumowując \(=^.^=)/
Koncert był wyjątkowy, i mimo tego, że nie był idealny, to był wart tego, żeby na niego pójść. Będę mogła powiedzieć "widziałam to wcielenie Gackto, z którym wyglądał okropnie" ;-))) Bo z pewnością ten wygląd się nie powtórzy, gdyż GACKT zmiennym jest ;-). Całą dobę koncertową spędziłam w przemiłym towarzystwie, na koncercie wybawiłam się i wykrzyczałam, zadowolona byłam, że udało mi się podejść tak blisko pod scenę, by widzieć dobrze Gackto (podrapany był trochę po bokach, miał małe krostki na torsie, tak jak w tamtym roku, ale mniej, i wyglądało na to, że ma małą jasną bliznę na brzuchu po prawej stronie, jak po wyrostku... no tak, przyglądałam mu się uważnie ;-))

Wszystkich, z którymi spędziłam ten wspaniały czas i których poznałam osobiście przy okazji koncertu, ciepło i serdecznie pozdrawiam (*^.^*).

"All My Love" - video z koncertu z Berlinie:

46 komentarzy:

  1. Gdy przeczytałam o "kwakaniu" zaczęłam zastanawiać się, jakich słów można by było użyć w miejscu tego fuck'a i szczerze mówiąc zacznę chyba dziękować za to, że w scenariuszu nie było tych momentów. A już nawet gdyby było chyba wolałabym, żeby nikt nie wpadł na pomysł dokładania polskich odpowiedników o_o
    I spodobała mi się ta wzmianka o jego biuście xD

    Przyjemnie czytało się Twoją relację :)
    tylko zastanowiło mnie to wyrzucanie dziewczyn z domu... :D

    Osobiście miałam w dzień koncertu strasznie dziwny humor, ale wnioskuję, że odpowiedzialna była za to dawka gacktoadrenaliny xP
    Mimo to miło było poznać Was wszystkie =^.^=

    OdpowiedzUsuń
  2. Benihime-chan, bardzo się cieszę, że się spotkałyśmy przed koncertem i mam nadzieję, że nawet moknięcie pod parasolką wspominasz mile ;-) Dziewczyny wyrzucałam, bo jak jest grupa ludzi to pojawia się pewna bezwładność i każdy się gdzieś rozłazi, coś jeszcze zakłada, zbiera, zawiązuje, i bardzo łatwo się zagapić i nie zdążyć na autobus :-) A jakbyśmy się spóźniły, to Nathalienn by miała następny autobus chyba za 12 godzin... Więc nie martw się nie "wyrzucałam" ich przez okno ani nic takiego ;-)) tylko skutecznie popędzałam :-)))

    Że coś będzie próbował mówić po polsku to na serio się bałam, bo podobno coś mówił w Hiszpanii po hiszpańsku (albo to był Jon), i coś chyba w Niemczech po niemiecku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajna relacja, miło znowu sobie przypomnieć ten dzień!

    Gackt zrobił bardzo duże wrażenie na mnie tym koncertem, chociaż też niezbyt podoba mi się jego "kurczakowy" imidż. Na koncert poszłam w zasadzie z sentymentu po Malice Mizer, no i sam fakt że Gackt przyjeżdża do Polski wydał mi się tak abstrakcyjny, że nie mogłam tego przegapić. Słuchałam co prawda jego solowych albumów od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy się nim specjalnie nie interesowałam.

    Atmosfera koncertu całkowicie mnie kupiła no i sam Gackt wydał mi się magiczny na tej scenie. Tak więc dołączam do czytelników Twojego bloga ^_^

    I wielkie dzięki dla wszystkich ludzi za pełną kulturę i brak przepychanek ♥ byłam pod wrażeniem!

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja droga, ja miałam dopiero przygodę z tym koncertem. Stojąc na dworcu PKP w Krakowie i mając za 12 minut pociag do Warszawy, uświadomiłąm sobie że nie zabrałam z mieszkania biletu na koncert. Skoro tak zaczął mi się ten cudowny dzień, to oznaczało że bedzie jeszcze gorzej, a wiec Gackt nie wystąpi, mój pociag sie wykolei i takie tam. Na szczęście zła karma się odwróciła i do Krakowa wróciłam z kostką od jednego z gitarzystów :D.

    A sam koncert był niesamowity. Faktycznie, nagłośnienie było beznadziejne, a Gackt taki troche.....nieobecny, ale Chachamaru wynagrodzał wszystko. Atmosfera była niesamowita, fanservis powalający, oraz cudowne nieme porozumienie z ludźmi stojącymi obok. Dla tych doznań warto było kupić bilet:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak doczytałam do końca zapomniałam co chciałam napisać na początku, hahaha. Musze przyznać, że stare piosenki G dostosowane na tą trasę średnio się udały. Może wynika to z przyzwyczajenia. Może z kiepskiego nagłośnienia, przez które w ogóle nie słyszałam, kiedy Jon śpiewał. W ogóle ciężko mi powiedzieć jaki miał w nich udział ^^' Ale nowe, od początku przystosowane do dwóch wokalistów, spodobały mi się. Człowiek mógł docenić ich obu [na tyle na ile w ogóle usłyszał piosenki xD].

    skąd ludzie biorą te tytuły?
    G w odpowiedzi na maila fanki podał setlistę. A dodatkowo piosenki były podpisane na nico w czasie transmisji koncertu z Berlina ;)

    Mnie vanillowy fanservice ubawił. Może dlatego, że wiedziałam co mnie czeka i znałam podejście zespołu [a bynajmniej G] do tego.

    Ogólnie jestem bardzo zadowolona. Spędziłam czas w świetnym towarzystwie ciesząc oczy [bo uszy słabiej] widokiem muzyków, których uwielbiam. Wyniosłam z niego zamiłowanie do 'All my love' [jestem strasznie ciekawa, jak będzie brzmiała wersja studyjna!], kilkudniową manię odnośnie tyłka YOU i nowych znajomych xD Same korzyści!

    OdpowiedzUsuń
  6. Na tej fladze napisałam (podaję tłumaczenie): "Gackt
    Yellow Gride Chickenz
    Witajcie w Polsce".

    :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie żałuję trochę, że Deg nie był przed Gacktem, bo po Gacktcie wierzyłam, że ludzie jednak się ogarnęli i potrafią się dobrze zachowywać, a było dokładnie na odwrót. Gdybym pierwsze poszła na Dega to uniknęłabym pewnie tego rozczarowania. Trudno się mówi.

    Na Wersalkach raczej powinno być lepiej. Chyba po prostu trochę spanikowałam po dirach. I z tego co widziałam na zdjęciach to klub jest większy, zresztą wydaje mi się, że powinno być mniej ludzi, więc chyba nie będzie tak źle.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałaś czas i fajnie wszystko ogarnęłaś ;-)

    W sumie nasza reakcja na YFC była podobna.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podziwiam Twoją obiektywność w ocenie koncertu^^
    Mnie naprawdę nie podoba się to oblicze niegrzecznego, krótkowłosego Gackta, ale w chwili, gdy tam byłam wszystkie niechęci zniknęły^^ Patrząc na Niego nie potrafiłam odnależć w sobie nic poza zachwytem....
    I mnie także było miło się spotkać<333

    OdpowiedzUsuń
  10. Elluin, dzięki za komentarz :-) Jeśli lubisz Gackto za MM, to rzeczywiście on się od tamtego klimatu bardzo oodalił. Hehe, Tobie GACKT się wydaje magiczny, a mi kosmiczny ;-)) a właściwie alienowaty, jak nazwała go po koncercie znajoma :-)

    Do do koncertów i ludzi, to mam nadzieję, że to jednak się umormuje trochę, i jak więcej Japończyków będzie do nas przyjeżdżać, to ludzie trochę ochłoną ;-)) (i może się przyzwyczają trochę do widoku japońskich wykonawców) :-)

    Ja licze na to, że jednak na Wersalkach będzie w miarę kulturalnie, zastanawiam się, czy nie jestem naiwna myśląc, że będzie na nich spokojniej niż na Gackto.

    Pozdrawiam :-))

    OdpowiedzUsuń
  11. Do anonimowej osoby, która się zwróciła do mnie per "maja droga" - ktoś Ty? ;-)) Bardzo proszę o podpisywanie się, jeśli komentarz pisany jest jako "anonimowy".

    OdpowiedzUsuń
  12. Ismara, dzięki za komentarz :-) Ja o nowych piosenkach to dopiero będę miała jakieś zdanie, jak je usłyszę... ;-)) ahahaha, więc najpierw czekam na tego singla, a potem na obiecaną płytę.

    Dzięki za wyjaśnienie, skąd te tytuły :-))

    Piszesz, że znałaś podejście Gackto do fanserwisu, to znaczy niby jakie ono jest?

    Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że będzie okazja spotkać się na następnych świetnych koncertach :-) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tamiko, dzięki :-))) Bardzo się cieszę, że się spotkałyśmy przy okazji koncertu :-) Gratuluję flagi i tego, że GACKT ją podniósł, obejrzał i zarzucił na ramiona :-))

    OdpowiedzUsuń
  14. Asai, dzięki :-) Czytałam Twoją relację :-D

    OdpowiedzUsuń
  15. Skoro G postanowił podejść do zabawiania nas w nich na poważnie, też postanowiłam tak to potraktować. Choć cały koncert pod znakiem fanservice'u pewnie by mi się nie spodobał... Strasznie chciałabym zobaczyć jakiś visualowy koncert. Szkoda, że marne szanse na to w Europie :/

    OdpowiedzUsuń
  16. Miriel, pewnie, że będę miło wspominać. Zwłaszcza, że na samym koncercie od mokrych pleców miałam cudowne orzeźwienie :)
    Jak czytałam wszystkie wpisy na last.fm i ogółem relacje, to wielu osobom nie podobał się nadmiar fanserwisu, ale mnie jakoś nie tak bardzo. Spodziewałam się go na pewno i nie przeszkadzał mi. Z resztą ja go wzięłam bardziej humorystycznie, bo z tego co pamiętam, to chyba nie mogłam przestać się wtedy śmiać ;p.
    Chociaż jak ktoś nie lubi przesady, faktycznie to mogło trochę denerwować...

    Ciekawe ile trzeba będzie czekać na pierwszy album YFC ^ ^

    OdpowiedzUsuń
  17. Lladia, może to jest tak, że nabieram gacktowej logiki ;-))) Uwielbiam tego faceta, i jednocześnie potrafię się nim zachwycać i stwierdzić, że wygląda okropnie ;-). To tak, jak on napisał po koncercie w Polsce, że drogi mamy okropne, jest to Trzeci Świat, a w innym tweecie dodał, że mógłby mieszkać w Polsce ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  18. Ismara, chodzi ci o visualowy koncert Gackto? (bo visualowe będzie Versailles w październiku - choć na małej scenie, no ale będzie to klasyczny visual kei).

    To jest tak, że dla mnie jak GACKT fanserwisuje, i się przy tym śmieje, to i ja się dobrze bawię i się śmieję. A jak on fanserwisuje z nieobecną miną, to sobie myślę, że facet po prostu odgrywa po raz nasty swoją rolę, i wcale się przy tym nie bawi, więc ja też się nie bawię...

    Jakoś tak jest, że jak oglądam różne widea z nim, a przecież jest tego bardzo dużo, to nawet jak nie rozumiem, o czym on mówi, śmieję się, gdy on się śmieje, a wzruszam, gdy on się wzrusza. Myślę, że stąd taki mój odbiór Gackto podczas koncertu.

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak, G. Na Versailles najprawdopodobniej nie pojadę ;)

    Z filmikami mam dokładnie to samo. Niewiele rozumiem, więc polegam na reakcjach G xD

    OdpowiedzUsuń
  20. Moja opinia o tym koncercie jest bardzo podobna. Caly fanserwis mnie rozbawil i też na początku nei moglem przestać sie śmiać ^^ jak patrzę na to z perspektywy, to faktycznie polączenie go z groźnymi minami i wyklinaniem przez sekretarza nie bardzo pasuje do siebie, ale jakos w trakcie koncertu nie razilo mnie to ^^ I tak przez pierwsze 3 piosenki bylem oszolomiony tym, że na prawdę stoi przede mną żywy Gackt... ten, który zawse byl tylko w filmikach i na zdjęciach... to tak, jakby spelnilo się coś nierzeczywistego. I chyba to bylo dla mnie największe przezycie na tym koncercie ;)

    Niestety pod względem ogólnie muzycznym koncert byl dla mnie slaby. Ale to chyba jak dla każdego... slabe naglośnienie, nie slyszalem wokali. Przy tym jeszcze oni caly czas chcieli, żebysmy się darli, więc zbyt muzyczne to nie bylo. Ale tak też podszedlem do tego koncertu, bardziej jak do show i świetnie się bawilem. Ale chyba więcej wspomnień i przeżyć mam z koncertu MYVa :) bylo więcej momentów godnych zaamiętania, tych pozostających w pamieci :) tutaj wszystko zlewa mi się w jedną mase ;p No może poza paroma chwilami.

    OdpowiedzUsuń
  21. Kanarek byłeś w koszuli w kratkę?

    Ja jestem chyba serio dziwnym człowiekiem, bo kompletnie nie przeszkadzało mi nagłośnienie i słyszałam wszystko dokładnie. Może faktycznie są w Stodole specjalne miejsca i można wpaść w taką "dziurę dobrego odbioru" :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Uśmiałam się jak cholera:-)Co Ty z tym biustem , ha?Ale nie widać , że pomimo "lekkich" niedogodności na koncercie(zagłuszanie , itp.) było super!Jeszcze sobie tło zmieniłaś, ładne.W końcu się doczekałam recenzji.Dali od razu po koncercie Dir En Grey,a Gackt nie, skandal.Ale czekałam , czekałam i się doczekałam.Przynajmniej mieliście prysznic za darmo, lekkie orzeźwienie podczas koncertu:-)Madzia**

    OdpowiedzUsuń
  23. Szabelka cuudowna!Na stówę mu się podoba(sama chciałabym mieć taką).Kwiaty też ładne, te które dla niego kupiłaś.Madzia**

    OdpowiedzUsuń
  24. Benihime-chan, ja miałam mokrą spódnicę, bo jak kucałam w trakcie deszczu, to mi zamokła, ale okazało się, że potem całkiem dobrze mnie chłodziła :-) Cieszę się, że dobrze się bawiłaś na koncercie :-D Pozdrawiam :-))

    OdpowiedzUsuń
  25. Ismara, ja bardzo chcę jechać na Versailles, to jest moje kolejne marzenie, by ich zobaczyć. Oni też wydają mi się nierzeczywiści trochę, jak z bajki, że bardzo chcę ich zobaczyć na żywo :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Kanarek, to widzę, że wrażenia z koncertu mamy dosyć podobne. Dla mnie koncert Miyaviego był świetny od strony muzycznej i kontaktu Miyaviego z publicznością. Ale poza tym był to normalny koncert. Zaś koncert Gackto zdecydowanie w moim odczuciu nie był normalnym koncertem, i choć muzycznie mi się niezbyt podobał, to pewnie wspominać będę go jako coś wyjątkowego :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Madzia, co ja z tym biustem? ;-) No podoba mi się! Zachwyca mnie! To oprócz oczu i ust moja ulubiona jego część ciała! ;-))) I rozśmiesza mnie, bo przypomina mi się, jak GACKT opowiadał, że kiedyś na siłowni jakaś kobieta wskazała go i powiedziała mu "masz większy biust niż ja" ;-) Poza tym na tym biuście się bardzo ładnie układają koszulki (=^^=).

    OdpowiedzUsuń
  28. Też chciałabym ich zobaczyć. No ale na razie się nie zapowiada ;) Na szczęście jak się nie uda nie będę ubolewać aż tak bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  29. Powaliłaś mnie tym , buhahaha.To ja się nie dziwię , bo Azjatki mają małe biusty.Tylko mi nie mów , że na to lecisz, proszę Cię:_)Hm... oczęta ma ładne, te niebieskie szkła kontaktowe pasują mu.Wiesz co?Ciekawi mnie jaki by nosił rozmiar.No jakaś fanka rzuciła mu biustonosz podczas koncertu:)Ech tak morsko mi jak patrzę na to tło(**)Madzia**

    OdpowiedzUsuń
  30. Czytam Twój koment i czytam i czytam i nie wyrabiam, jak babcię kocham nie wyrabiam>śmieje się>Madzia**

    OdpowiedzUsuń
  31. No nie jak nie Miriel z biustem to Ismara z tyłkiem You.A mówią na mnie , że trochę mam nie ten tego<przewraca oczami.Madzia**

    OdpowiedzUsuń
  32. No co? Każdy ma jakieś 'drobne' zainteresowanie, ne? XD

    OdpowiedzUsuń
  33. Madzia, no pewnie, że lecę na biust Gackto (*^^*).

    OdpowiedzUsuń
  34. Załamałyście mnie kobity w tej chwili.O Boziu to masz ciekawe zainteresowania Ismara.A tak(dobra mi już odwaliło kompletnie) jaki by rozmiar nosił, co?Madzia**(i tonie są odchyły? żadnej przyzwoitości, ani moralności nie mam ech...)

    OdpowiedzUsuń
  35. A ja zapomniałam w relacji o gumowym kurczaku i o Chachy (bardzo go polubiłam, taki pozytywny wyjadacz sceniczny), którego gryzł Gackt i Jon ;P i zapomniałam o tych dziewczynkach, które siedziały na trawniku i przebijały sobie kolczykami skórę między palcem wskazującym, a kciukiem ;/
    Dziekuję, że mnie przenocowałaś :* ściskam wszystkie blogerki, z którymi się spotkałam!

    OdpowiedzUsuń
  36. Że co one robiły?!Hm... jak widzę , niektórym już naprawdę się nudzi.Dziewczynki farbuję sb włoski!Jutro idę do sklepu kupuję farbę i do siostry ciotecznej!Kolorek-miedziany brąz ze względu,że mam bardzo jasne brązowe włosy.Trzeba tylko matkę wymolestować, żeby jak najszybciej umówić się z Kasią na farbowanie, bo jak zwykle moja mamusia nie ma czasu..pff.Madzia**

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja muszę powiedzieć, że mnie się osobiście koncert bardzo, bardzo podobał :-) Pewnie, że troszkę mogłabym się przyczepić do tych "dłużyzn" kiedy GACKT& Co. bardzo chcieli żebyśmy wszyscy darli gęby i ich wielbili na klęczkach :P Ale z drugiej strony po tylu latach na scenie Gacek ma prawo tego oczekiwać... Miło mnie zaskoczył nowy materiał, czekam z utęsknieniem aż te nagrania wyjdą w formie płytki. Stałam trochę za środkiem Stodoły i tam w miarę słyszałam piosenki oraz ich linię melodyczną, rozumiem, że z przodu było bardzo beznadziejnie. Ech, coś za coś :D Za to dobrze widać było nagi tors GACKTO :-)To teraz trzeba czekać na kolejną trasę i koncert, oby za rok!
    A no i ludzi też odebrałam bardzo pozytywnie, nie było chyba żadnych akcji... jedyny FAIL zaliczyli goście ze Stodoły obsługując szatnię jak muchy w smole i zabierając przy barze nakrętki od butelek - pierwszy raz w życiu się z czymś takim spotkałam, ale widocznie mało jeszcze widziałam (??!!)

    Pozdrawiam,
    Lacus Clyne

    OdpowiedzUsuń
  38. Ach i zapomniałam napisać... Widziałyście może ten link http://www.youtube.com/watch?v=EicFV4C_rAU&feature=related - filmik z Moskwy, Gackt udzielił tam króciutkiego wywiadu (hehe) i jakaś dziewczyna nie wiem czy narysowała czy coś innego zrobiła, w każdym razie dała Gacktowi portret za co dostała miejsce w loży dla Vipów i autografy, a potem Gackt jeszcze w TV ją skomplementował :D Urocze ;-)

    Lacus Clyne

    OdpowiedzUsuń
  39. W bardzo higienicznych warunkach przy sporym upływie krwi wbijała se kolczyk w łapkę. Co kto lubi. Wyparłam to z pamięci, hehe.

    Ten obrazek jest wyszyty/wydziergany ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Lacus Clyne, dzięki za komentarze. Ten obrazek i w ogóle to, że GACKT jej podziękował, coś niesamowitego. Mam nadzieję, że GACKT ma same najlepsze wspomnienia z tej trasy koncertowej i że przyszykuje dla nas za rok coś super :-)

    OdpowiedzUsuń
  41. co do biustu G. i pupy You :D hehe dziewczyny- każdy ma jakiegoś bzika ;) ale biust ma rzeczywiście ładny (i coś mi się wydaje, że większy niż ja ;p), a pupy You nie widziałam (chyba). Madziu** ja też mam bzika, ale na punkcie oczu, ust, braku biustu, pupy, głosu i wszystkiego po kolei u Vic'a :D a tak po za tym, dziwni ludzie co narzekają na nadmiar fanservice'u dla mnie mało! ;(

    OdpowiedzUsuń
  42. Zgodzę się, że fanserwisu było faktycznie wcale nie tak dużo :-) Zresztą jak ktoś narzeka na "nadmiar" fanserwisu to chyba trochę tak jakby narzekał, że Gackto to Gackto, ludzie chyba wiedzieli gdzie się pakują :-D Ja liczę, że następne tour będzie z jakąś piosenką z kotkami, albo czymś nowym, równie zabawnym :-D Bardzo mi brakuje tych maskotek, zwłaszcza lubiłam różowego kociaka z RR bo miał pomięte wąsy i różowe kapcie :P Ale bardzo się cieszę, że koncert chyba się ogólnie podobał i ludzie raczej w większości są nastawieni pozytywnie i przyjdą na następne show...

    Lacus Clyne

    OdpowiedzUsuń
  43. Ja do koncertu podchodziłam raczej sceptycznie, ale kiedy zespół wszedł na scenę to stwierdziłam, że mogłabym już stamtąd nie wychodzić.^^ Byłam jakieś 6 metrów od sceny i głównie słyszałam jazgot gitar oraz ciszej lub głośniej przebijające się wokale, przez ten hałas nie usłyszałam żadnych fałszów (których to trochę sie obawiałam^^) Atmosfera była nie do opisania skakanie, krzyki, a na koniec złapałam (tzw. najpierw oberwałam w twarz) pałeczkę Shin'a którą mocno trzymałam w oczekiwaniu, że ktoś się na mnie rzuci.^^ I usłyszałam Vanillę na żywo! Od razu zamarzyła mi się trasa ,Mars', kiedy to Gackto wydawał się bardziej tryskać energią i przychylniej posyłał uśmiechy w stronę mdlejących fanek, bez tego całego wulgaryzmu. Tłumaczę to sobie ,kryzysem wieku średniego' i liczę na to, że jak najszybciej wykreśli ,fuck' z koncertowego słownika. I obyśmy mogli to zobaczyć za rok! ^^
    A w ogóle za to ,Arigato' które tak wspomina to mógłby dać jakiś bis, no. ^^
    Katie

    OdpowiedzUsuń
  44. Następna mnie załamała.To chyba ze mną jest coś nie tak , bo ja mam takich "drobnych zainteresowań" jak wy.A bis mógł dać za to , zgadzam się z Katie.Madzia**

    OdpowiedzUsuń
  45. No mi to sie bardzo podobalo,na nic nie narzekam :) wszystko mi sie podobalo.A tak balam sie tego jak to wszystko bedzie wygladalo z tym Jonem.Ale bylo super.Stalam w pierwszym rzedzie najpierw calkiem na przeciwko skrzynki ale potem ludzie zaczeli sie pchac i troszke w bok poszlam ale wciaz stalam w pierwszym rzedzie bo kurczowo trzymalam sie barierki :D Bylo wspaniale ^^" Kocham Go!!!!

    OdpowiedzUsuń
  46. O, cieszę się, że napisałaś o koncercie tak szczegółowo xD' Dziękuję! xD

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails