The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

15 maja 2011

Hanami - 8 maja w Warszawie

W niedzielę 8 maja wybrałam się do Warszawy na Hanami - święto podziwiania kwitnących wiśni. Piknik pod kwitnącymi na Polach Mokotowskich sakurami zorganizowała Fundacja Krzewienia Kultury Japońskiej Sakura. Sakury kwitły wspaniale - na różowo, były piękne, miały wyglądające delikatnie wielopłatkowe kwiaty, a w dotyku były miękkie i zadziwiająco silne - to znaczy wcale nie zamierzały rozstawać się z płatkami ;-)) (co nie znaczy, że chciałam je wyrywać :-)) Sakury te nie są na razie dużymi drzewami, ale będą duże za kilka lat - jest to specjalna odmiana późno kwitnącej wiśni japońskiej, najwyraźniej odpornej na chłód i śnieg - kwiaty przetrwały zimno i śnieg z pierwszej połowy maja :-)


W niedzielę pogoda była wspaniała, wprost wymarzona na piknik. Zaproszeni byli uczniowie i nauczyciele fundacji z przyjaciółmi i rodzinami (na początku maja zapraszałam na to Hanami na blogu). Gdy wszyscy się zebrali, około 11.30 gości przywitała Ewa sensei i piknik rozpoczął się od pokazu tradycyjnego tańca japońskiego w wykonaniu Hany Umedy i dwóch tancerek. Cudownie było siedzieć na trawie pod błękitnym niebem, wśród kwitnących wiśni i patrzeć, z jaką gracją poruszają się tancerki w kimonach.



Wybaczcie mi niską jakość zdjęć - zapomniałam aparatu!!!! Dlatego zdjęcia robiłam telefonem, i niestety przy przesyłaniu ich na maila bardzo mi zmniejszył ich jakość... (a nie mam bluetootha). Gdy tancerki zatańczyły kilka tańców, można było wziąć udział w kolejnych atrakcjach. Przy stoliku Atsuko sensei prowadziła konkurs na najpiękniej namalowaną kaligrafię - należało namalować japońskim pędzelkiem zdanie "Sakura ga daisuki". Później z wszystkich prac została wybrana jedna, a nagrodą był właśnie pędzelek do kaligrafii (brałam udział w konkursie, ale nie wygrałam ;-)).


Można było wziął udział w losowaniu losów - były to kolorowe składane z papieru wiatraczki - a miłą niespodzianką było to, że... wszystkie losy wygrywały! :-) Po japońskich zabawach i konkursach, a także japońskim lunchu było rozdawanie prezentów dla wszystkich, którzy wykupili losy (los kosztował 5 zł). Były to trzy worki z japońskimi gadżetami takimi jak: pałeczki, breloczki, papier do origami, wachlarze, przywieszki do telefonów itp. W zależności od koloru wylosowanego wiatraczka wybierało się prezent z określonego worka :-) Ja byłam na Hanami z mamą i kupiłyśmy dwa losy - wybrałam przywieszkę do telefonu z materiału, z którego robi się kimona - chirimem rayon (chirimen oznacza tu rodzaj tradycyjnego splotu, a rayon to materiał tańszy niż jedwab, wyrabiany z celulozy, więc po naszemu to chyba będzie wiskoza), i zestaw papieru do origami ze wzorami kyou chiyogami :-)



W czasie pikniku można było wesprzeć odbudowę zniszczonych po trzęsieniu ziemi i tsunami prefektur japońskich Iwate, Miyagi i Fukushima. Pieniądze zbierał Komitet Pomocy Ofiarom Katastrofy w Japonii zawiązany przez mieszkających w Polsce Japończyków, współpracujących z fundacją Sakura.

Na Pola Mokotowskie przyjechała też restauracja japońska Inaba z zestawami sushi, obento, z kotlecikami (których nazwy nie pamiętam) i napojami. W kolejce po lunch ustawili się chyba wszyscy uczestnicy Hanami, ja również, ale jednak przekonałam się ostatecznie, że jedzenie japońskie jest nie dla mnie! :-( Niestety nie smakuje mi ani sushi (wzięłam wegetariańskie), ani wasabi, ani sos sojowy, ani marynowany imbir, ani zielona herbata. Wszystko pachnie rybą! Wszystko! nie jestem w stanie przełknąć nori... Tak więc popełniłam świętokradztwo, rozwijając ruloniki sushi z wodorostów i wydłubując pałeczkami ryż... Niestety, ale chińska kuchnia jednak bardziej mi odpowiada ;-)


Piknik był bardzo udany, sympatyczny, spokojny, nawet trochę sobie poleżałam na "scenie", na której wcześniej były tańce, i trochę się opaliłam. Widziałam dwie lolity, a także parę osób z uszami na głowie (kocimi i kojarzącymi mi się z mangą "Chobits"). Popodziwiałam sakury i wygrzałam na słońcu :-) Było to moje pierwsze Hanami i spędziłam na nim bardzo miło czas :-) Bardzo dziękuje wszystkim osobom z Sakury i współpracującym z Sakurą, którzy przygotowali Hanami :-)


A to ja pod sakurą... No niech już będę, 
to w ramach oswajania się ze sobą :-)



10 komentarzy:

  1. To musiał być bardzo przyjemny dzień - sakury są prześliczne i miło z ich strony, że kwiaty mają tak nisko, że można je dokładnie zobaczyć czy dotknąć.
    Cieszę się, że dobrze się bawiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiewiórko, dziękuję za komentarz :-) to był bardzo miły, słoneczny i leniwy dzień :-) A sakury są na razie nieduże, ale urocze.

    OdpowiedzUsuń
  3. To miło spędziłaś czas :) Kwiaty prezentują się wspaniale, zazdroszczę xD Szkoda, że do Wawy tak daleko. Sushi robiłam kiedyś sama więc mi smakowało. Nie miałam jeszcze okazji przetestować 'prawdziwego'. Zielona herbata [bynajmniej ta dostępna w sklepach] ma dziwny posmak ale rybą nigdy mi nie trąciła [a mieszkam na przeciwko fabryki, więc jestem wyczulona -.-]. Ale nie wszyscy ją lubią ;)
    Eh...czuje się japońsko niedokształcona przy Tobie XDDD I nie widziałam, że nosisz okulary :)

    ismara

    OdpowiedzUsuń
  4. Ismara, mi po prostu cała japońska kuchnia pachnie rybą, nawet zielona herbata, ale może to tylko ja tak mam ;-)
    Okulary noszę przeważnie, czasem soczewki kontaktowe :-)
    Wysłałam Ci kolczyki, daj znać, jak je dostaniesz :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. :) Bardzo się cieszę, że tak miło spędziłaś te śliczny, słoneczny i świąteczny dla Japończyków dzień :) Żałuję, że nie mogłam tam być... nawet bardzo żałuję :( Ale Twoja relacja jest naprawdę interesująca i widzę, że było dużo atrakcji prócz pięknie kwitnących drzewek sakury :)
    Co do japońskiej kuchni to możliwe, że mi też nie smakuje, chociaż nori lubię sobie pogryzać na sucho... i fakt "pachną/smakują" rybą, ale może jestem na tyle żarłoczna, że umiem się zmusić, a później już mi smakuje :D Pozdrawiam! I życzę Ci więcej takich słonecznych i cudownych Hanami :) A co do prezentów, to bardzo fajne i pomysłowe podarunki i miło, że każdy los wygrywał :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A czy próbowałaś jeśc kiedys japńskie snacki ryzowe? To są takie suche krakersiki w różnych kształtach i o różnych smakach (słodkie też) i raczej ryba chyba nie powinny zalatywać (chyba rzeczywiście to indywidualna kwestia z tym zapachem - moze to zalezy tez od składników? Czytałam w ogóle gdzies, że sushi powinno się jeść na targu rybnym w Tokio - świeże idealnie, prosto z morza i ze w ogóle takie rybie swieże mięso nie powinno pachnieć - zapach ma mieso już lekko, no moze nie nieświeże, ale nie prosto z ryby, że tak powiem. Moze u nas to kwestia świeżosci? Nie mam pojecia, po prostu rzucam. Może ktos bedzie wiedział? To tak z ciekawości:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajna relacja :) A ile zdjęć :) Najbardziej mi się Twoje podoba :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nathalienn, widzę, że nie odpowiedziałam na komentarze...To chyba dlatego, że zaraz potem się okazało, że GACKT będzie w Polsce. Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję :-) dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Żabko, ja słyszałam, że to nasze sushi to w ogóle jest co innego niż sushi w Japonii, u nas podobno ryż w susharniach to nie jest ten ryż japoński, a wodorostów też używają chińskich, a nie japońskich. Podobno to zupełnie inaczej smakuje. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Asai, bardzo dziękuję :-))

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Archiwum: