The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

24 stycznia 2011

Krótka notka o artystach

♥ ~ (*^-^*) ~
Tak się właśnie zastanowiłam nad czymś... Czytam ostatnio biografie różnych artystów, słucham po trochu ich muzyki, czytam o ich życiu, ambicjach, twórczości, marzeniach, romansach i ich pracy, a czasem o ich śmierci. W ciągu ostatnich miesięcy przeczytałam biografię: Boba Marleya, Jimiego Hendriksa, Johna Lennona, Eminema, Led Zeppelin, Rolling Stonesów, Genesis, Beatlesów, Sex Pistols, The Clash, Marilyna Mansona, Guns N' Roses, Bono z U2, Tiny Turner, Eltona Johna, AC/DC, Queen, Prince'a, Michaela Jacksona, a teraz czytam o Nirvanie... I tak sobie myślę, ale ci ludzie są wszyscy pokręceni...

Pokręceni, pogubieni, zaćpani, zbuntowani, ambitni, twórczy, szaleni, zwariowani, głupi, a czasami wspaniali. Czasami. Generalnie po przeczytaniu tych wszystkich biografii, pełnych oczywiście wątków prywatnych, skandali itp. szacunek zachowałam do tylko kilku osób (nie pytajcie, do których, bo nie chcę urazić fanów pozostałych artystów). I tylko tak sobie myślę, jak to trudno odnieść sukces i się w nim nie zagubić, nie dać się oszołomić popularnością, nie zgłupieć od pieniędzy, nie zwariować od nadmiaru rozrywek. Bo właśnie to się zdarza większości. Rzadko kto zostaje uznanym artystą i wychodzi z tego w miarę normalny.

No a Gackto? Notka bez Gackto? nie może być. No to dwa trzy zdjęcia. To jest wcielenie Gackto, za którym raczej nie przepadam... które jest absolutnie kawaii! :-))) Do Hizakiego pod tym względem to mu daleko... a tam, Hizaki, Hizaki to nie Gackto! ♥ (ale dorzucam je dla urozmaicenia notki :-))) GACKT w tej wersji to Lucy Camui z sesji zdjęciowej do okładki singla "Koakuma Heaven"). Zdjęcia pochodzą z Monthly GG vol. 12, znalazłam je na stronie Ryuik (Thanks to Ryuik).

Edit: Eh, a jednak zakochałam się ♥ ♥ ♥ w tym zdjęciu Lucy (Gackto) Camui... ♥ ♥ ♥

28 komentarzy:

  1. o wszystkich co wymieliłaś nie czytałam, ale tak jak piszesz zaćpani, to przypomniały mi się znane, też utalentowane, ale przede wszystkim skrzywdzone sowim życiem i nie chcące się z nim pogodzić 3 panie, które popełniły samobójstwa: Merlin Monroe, Janis Joplin i Virginia Wolf, w sumie 4-ry bo o ile kojarzę to Sylvia Plath też, ale nie jestem pewna... więc jak coś to napisz, że się mylę. W sumie z nich wszystkich najbardziej przyjrzałam się Merlin i Janis, bo o Virginii prawie nic nie ma po polsku 9moze teraz coś się zmieniło- nie wiem. Dobra nie będę się rozwodzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Woooo! Ale się naczytałaś! Czasem się zastanawiam, czy oni fiksują w wyniku odniesionego sukcesu, czy jest to na potrzeby komercyjne [obecnie bynajmniej] czy może oni po prostu muszą być 'inni', żeby tworzyć i dotrzeć z tym do ludzi. I stwierdziłam kiedyś, że nie zawsze warto lepiej poznawać twórców, których się lubi. Po rasistowskich akcjach Axla średnio miło mi było -.-' Ale cóż...nadal lubię i słucham GnR.

    A Gackt wygląda.....jak...Violetta Villas, hahaha. Już wolę jego wizerunek z czasów Malice Mizer XD

    ismara

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, ale nie słyszałam, żeby Janis Joplin popełniła samobójstwo. Chyba się zapiła czy przedawkowała, po prostu zabiło ją hippisowskie rockowe życie. Nie jestem też pewna, jak było z Virginią Woolf, ale kojarzy mi się, że ona była depresyjna raczej klinicznie, lub w każdym razie z powodów niezwiązanych ze sławą. Ale mogę się mylić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odnoścnie Sylvi Plath, też się zabiła. We własnej kuchni o ile dobrze pamiętam. Przy użyciu gazu.

    ismara

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak, czytałam o tych tekstach/akcjach Axla... i rasistowskich i homofobicznych, potem się próbował zrehabilitować, chyba na koncercie po śmierci Freddiego, o ile się nie mylę. Ale Axl to dopiero był świrnięty... (co on robi teraz, to nie wiem).

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe.....a gdyby tak, ot-w wolnej chwili zostać sobie gwiazdą i trochę porock'n'rollować?
    Jaka palma by Ci odbiła?...Bo ja się zastanawiam i właściwie nie mogę się zdecydować...nauczona doświadczeniem "kolegów i koleżanek po fachu", pewne rzeczy bym chyba omijała, ale może wynalazłabym coś nowego?!?

    Kokon

    OdpowiedzUsuń
  7. Acha! A właśnie że mu fajnie na Villasową!
    kokon

    OdpowiedzUsuń
  8. No tak, Janis to dość specyficzna historia i nie chodzi tu o tyle hippisowskie klimaty czasów, ale też o jej kompleksy i to, że niestety nie miała farta do facetów... Ale jak to się mówi, jeśli się nie przyjaźniłeś z taką osobą, to tak naprawdę nigdy do końca nie można być pewnym czy w biografiach, czy filmach biograficznych jest 100% prawdy (bynajmniej ja tak uważam). (Z czego ja czytałam to większość znanych i kochanych cierpi lub cierpiało na depresję) A co do Wolf'owej to słyszałam, ze popełniła samobójstwo jak jak było faktycznie opisane w filmie "Godziny". Ale czy to prawda?

    Kiedyś może to tak nie było nasilone, jak "robienie z siebie chorego psychicznie- zwanego odważnym lub komercyjnym człekiem", o tej oryginalności to mi się Lady Gaga przypomina i jej suknia z surowego mięsa. W tych czasach jest taki nakład artystów, zespołów itp. że części artystów tak naprawdę nie zależy na tym, aby się zapisać w pamięci fanów (lub ludzi, którzy go w ogóle nie kojarzyli) z dobrej czy złej strony, tylko po prostu się zapisać w ich pamięci... I takich skandalistów jest dużo, a coraz więcej niestety- tych niesmacznych :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Droga moja Zakokoniona koleżanko, to się chyba tylko tak mówi, że się nie popełni cudzych błędów... kto wie, co by nam obiło... O matko... aż strach pomyśleć... Chociaż odrobinę kiedyś tam poszalałam, pewne rzeczy już by mnie nie kręciły teraz... No nie wiem... Jak bym wpadła w rockandrollowe życie z 15 lat temu, bo by było niebezpiecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dlatego takie wrażenie robi na mnie Gackto, bo jakoś trudno w jego biografii znaleźć jakiś skandal... Po prostu facet pracuje i pracuje, nawet romansów mu żadnych nie można udowodnić.

    A swoją drogą, to na przykładzie artystów, którzy nagle zarobili wielką kasę, widać, że jak się ma wszystko, co można chcieć, to ludziom odwala. Przeważnie. Zależy, jak kto jest silny psychicznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz rację Miriel, ale też się mówi, że sława i pieniądze umieją złamać każdą psychikę :(

    No właśnie i dlatego Gackt jest taki super, prawie święty (jak sobie pomyślę o niektórych), ale z drugiej strony może w Japonii dla paparazzich nie jest pożywką wyciąganie brudów i romansów z życia osób sławnych? Bo tak naprawdę co czytałam o tych moich Fiołkach, jeśli chodzi o Kamenashiego to jest tylko jedna bulwersująca mnie rzecz (choć nie wszystkich zapewne zbulwersuje), że ma dziewczynę o 20 lat od siebie starszą (babka ma sieć sklepów jubilerskich czy coś, i w sumie nie wiem czy dalej są razem, ale wiem, że dość długo byli) i to tak naprwadę jedna negatywna rzecz jakiej się odczytałam!.Może tam [po prostu nie wchodzi sumie tak ludziom w butach obłoconych w życie jak gdzie indziej... Albo Ci artyści mają jakoś bardziej poukładane i wiedzą, że lepiej trzymać na danym levelu dziennikarzy i nie dopuszczać ich zbyt blisko bo później ciężko ich odpędzić i zrobią sobie pożywkę z Ciebie? ( i to też łamie psychikę, powoduje fobie i depresje). Wybacz Miriel za te wywody... Ale po Gackto widać, że jest facet wyważony psychicznie, konkretny, wie czego chce, czego oczekiwać od innych, ale też wie, że musi od siebie dawać wiele. Jak pisałaś pracuje praktycznie non stop i nie ma u niego czasu na pustą próżność, a to mi się wydaje, że próżność (przez coś też głupie zachowania gwiazd i znudzenie są tą pożywką dla prasy). Więc na zdrowy rozum blondynki tak myślę, po co się czepiać, przystojnego, znanego, lubianego, samotnego faceta, który ma poukładane i jest tak cudowny jak G. Nie robi wokół siebie zamętu i jak to się mówi "smrodu"- czyli negatywne j reklamy z czego ciężko później się wydostać , bo dziennikarze czasem ciągną takie sprawy i ciągnął ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. No święty to on nie jest na pewno. Na pewno nie jest tego typu artystą, o jakich czytałam, ale też i japońska kultura jest inna, a także inne jest ich poszanowanie prywatności. Może być tak, że albo prasa po prostu nie zagląda mu w prywatne życie, albo on je dobrze ukrył przed prasą, albo prasa nie próbuje z nim zadzierać. Częściej on sam mówi o sobie różne dziwne rzeczy, o których nikt inny nigdy nie wspomniał, np. że potrafił w jakimś pubie pić z Yoshikim do rana, a potem ten pub zdemolować czy coś. Tylko że nikt oprócz niego o niczym podobnym nie wspomniał, więc kto wie, może sobie to wymyślił. Ale właśnie - on sam o tym gadał, nie prasa.

    A z takich prasowych rzeczy, to obiło mi się o uszy, że kiedyś tam, nie pamiętam kiedy, ileś lat temu, jakiś brukowiec napisał, że on sypia z fanami (ale czy to coś złego? Z kimś na pewno sypia, a pewnie by miał problem znaleźć kogoś, kto nie jest jego fanem). I GACKT zrobił im za to awanturę. Teraz to chyba nikt by się nie odważył nic napisać. W tamtym roku jedna gazeta napisała, że on się opóźnia z wydaniem DVD, które obiecał fanom, więc "ich oszukuje". I on zrobił im awanturę za to "oszukuje", że jak oni śmieli napisać, że on oszukuje fanów. Więc pewnie oni trochę się zastanawiają, zanim coś napiszą.

    Ale w sumie to nie wiadomo, co mu jeszcze może do głowy strzelić. Mam nadzieję, że on mnie zbyt negatywnie nie zaskoczy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. :D wiesz w sumie ma prawo się awanturować bo pisanie, że oszukuje fanów to nie fajne, bo różnie rzeczy w życiu człowieka się dzieją, że nie da rady się czegoś zrobić. Może jak mówisz tam prasa jest mniej wścibska, albo po prostu wie, że nie warto zadzierać z samurajem G. ;) Wiesz... to raczej może puściła plotkę zawistna fanka, z która nie chciał się przespać, albo nie dął jej po prostu autografu, a to przerobiono, puszczono głuchy telefon i wyszła plota na 102. W sumie... to ja nie wiem czy bym chciała się przespać z taką super gwiazdą...wiedząc, że i tak z tego nic nie będzie... nie wiem naprawdę. Ale są na pewno babki, które by chętnie to zrobiły... żeby się pochlubić, że z nim spały, a takich rzeczy nie ma... więc mi się wydaje, że to tak nie jest... Albo umie się tak maskować?!

    OdpowiedzUsuń
  14. Z ich prywatnym życiem to nigdy nie wiadomo, tak samo jak ciężko ocenić ile jest prawdy w tym co sami o sobie mówią. Niestety dopóki nie poznasz człowieka, to widzisz go tylko takim jakim się pokazuje.
    W Japonii jest zupełnie inaczej niż tu czy na Stanach... Tam gwiazdy bardziej się udzielają, biorą udział w różnych programach. Więc ludzie mają z nimi większy 'kontakt'. U nas tego nie ma...może z tego też wynika większe ciśnienie na grzebanie im w życiu.
    No i prawda jest, że Azjaci są tak zapracowani najczęściej, że ciężko im znaleźć czas na stworzenie porządnego skandalu ^^ Poza tym [z mojego punktu widzenia] bałabym zadzierać się nawet nie z samym artystą a fanami. Po tym co dzieje się w Korei np, to azjatyccy fani naprawdę mnie przerażają!

    A Axl robił solową karierę, i chyba tylko on dostał prawo do używania nazwy zespołu...Ale nie jestem do końća pewna. Też już od dawna o nim nie słyszałam.

    A ja się boję nawet pomyśleć co by mi do głowy strzeliło, jakbym nagle stała się sławna i bogata ^^"

    ismara

    OdpowiedzUsuń
  15. Wprost uwielbiam GACKTa jako kobietę. Wyściskałabym Go jeszcze mocniej niż jako mężczyznę chyba.

    A co do ogólnej notki... Tak to już bywa. Ale z drugiej strony trudno znaleźć z dzisiejszych czasach kogoś do kogo nie można by się przyczepić z powodu alkoholu, seksu czy innych brudnych spraw. A niektórzy po prostu stali się sławni też dzięki temu, a nie talentowi.

    Beauti.

    OdpowiedzUsuń
  16. Już dawno doszłam do wniosku, że grzebanie w biografiach osób, których twórczość się do tej pory podziwiało, może rozczarować do nich jako ludzi, a co za tym idzie położyć się cieniem na naszym odbiorze owej twórczości. U mnie dotyczy to bardziej pisarzy niż muzyków, ale może dlatego, że muzyków z założenia uważam za osoby dość mocno folgujące sobie w życiu i nie spodziewam się po nich zbyt wiele ;)
    W każdym razie zawsze się długo zastanawiam zanim zdecyduję się zapoznać ze szczegółami życia podziwianego autora.

    uściski :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ta zmiana stosunku do Lucy :)
    Ale tak chyba z nim jest, najpierw coś oglądasz i stwierdzasz "nie, nie podoba mi się". Potem patrzysz raz jeszcze i "może nie jest takie złe". A w końcu to lubisz:)
    Ale że pobił Hizaki'ego? Tego się nie spodziewałam. Może jeszcze gitarzysta z Versailles wróci na swoje miejsce:)
    Mnie Lucy tak nie urzekła :P
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Ismara, nie wiem, z czego wynika różnica, ale może Japończycy po prostu szanują bardziej prywatność osób. A ja się spotkałam nawet w Polsce z takim przekonaniem, że jak ktoś jest osobą publiczną, to wszyscy mają prawo wiedzieć o jego życiu prywatnym, że to jest cena popularności. W Japonii chyba mają inne zdanie na ten temat. Tak artysta jest artystą na scenie, a w prywatnym życiu po prostu człowiekiem, który ma prawo do prywatności i spokoju. To mi się u nich bardzo podoba. U nas media potrafią zadeptać człowieka, żeby wydrzeć mu wszystkie prywatne i intymne tajemnice.

    A o fanach koreańskich też słyszałam niestworzone rzeczy, a także o antyfanach koreańskich. Ale nie słyszałam, żeby japońscy też tacy byli.

    Jakbym nagle stała się sławna, to chyba bym się załamała jak Kurt Cobain (o którym ostatnio czytałam)...

    OdpowiedzUsuń
  19. Beauti, mi wystarczyło parę chwil przyglądania się tym zdjęciom, i zakochałam się w Lucy Camui :-)))

    Masz rację, że sława nie zawsze idzie w parze ze sztuką i umiejętnościami. Ale ja nie zawracam sobie głowę tymi, którzy są sławni tylko dlatego, że są sławni :-)

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wiewiórko, no tak, coś w tym jest, ja tak mam z Tolkienem. Legendarium to dla mnie jedna "bajka", a biografia Tolkiena to inna "bajka", którą się nie interesuję. Ale to akurat jest świadomy wybór, bo w tym wypadku interesuje mnie tylko dzieło, a nie twórca.

    Muzyki też można słuchać bez wiedzy o artyście, i tak słucham mnóstwa rzeczy. No ale jak coś weźmie mnie tak bardzo, że czuję się "fanem", to zainteresowanie muzyką rozszerza się o zainteresowanie artystą. Miałam tak kiedyś z Morrisonem, który był przez lata moim idolem (jak byłam nastolatką), do momentu, kiedy dorosłam i zrozumiałam, że był po prostu narkomanem i alkoholikiem, który po alkoholu był agresywny i wulgarny. I gdy zrozumiałam, że wiele rzeczy zmarnował, sam się zeszmacił i stoczył - to przestał być idolem i przez lata nie byłam w stanie włączyć ani jednej jego piosenki.

    Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Asai, a u mnie tak jest, jeśli chodzi o Gackto, że czasem mówię sobie, "nie, nie", a potem nagle pojawiają mi się serduszka w oczach :-) To jest jak wielokrotne zakochiwanie się (*^-^*)

    OdpowiedzUsuń
  22. Zjadło mi cały długi komentarz :(
    W takim razie jeszcze raz...będzie jednak już inaczej, z konieczności.

    Gackto na zdjęciu z kręconymi włosami wygląda dla mnie niby francuska kurtyzana z XVI w ;) :D Buzia mu się robi taka zabawnie pucułowata i wygląda jak księżyc w pełni ^ ^

    Co do biografii, ja mam nieco inne zdanie na ich temat. Każdy człowiek jest wielowymiarowy i chyba nikt, łącznie z nim samym nie może powiedzieć jakiejś skończonej prawdy o nim.
    Osobiście ważniejsze jest dla mnie dzieło niż osoba twórcy, lecz i sama biografia czasem rzuca światło na twórczy proces. Co do wartości biografii, sądzę, że one często mówią więcej o samych biografach niż o autorze. Fakty zawsze rodzą interpretacje. Można prześledzić to na przykładzie Tolkiena. Jest chyba z sześć jego biografii, każda inna. Carpenter określany jest jako biografia "dworska", pobłogosławiona przez rodzinę Tolkiena, a zatem taka, jaką rodzina chciałaby, żeby Tolkien widział świat. Z Michaela White'a wyłazi wręcz niechęć do Tolkiena i maluje jego obraz jako małostkowego i dość ograniczonego nadęciucha ;) Tymczasem we wstępie do biografii C.S. Lewisa, ten sam White otwarcie pisze, że uwielbia osobę Lewisa i zamierza opisać go z innej strony, niż skupiały się dotychczasowe biografie (mniej religijnej w tym wypadku). Daniel Grotta z kolei wyszukuje mnóstwo smaczków uczelnianych i humorystycznych i czytając jego biografię można by odnieść wrażenie, że Tolkien był człowiekiem kipiącym poczuciem humoru, bywa, że czasami dość makabrycznym, Coren wprawdzie niewiele wnosi do przedstawienia suchych faktów, ale Ready wpada w ton podniosły. ;) Zdaje się, że ile osób, tyle opinii o człowieku... A jaka jest prawda? Chyba jest gdzieś pośrodku. Myślę, że nawet Tolkienowi wydawało się, że jest inny niż bywał w istocie...;) Bo taka jest nasza konstrukcja psychiczna, że siebie wybielamy,usprawiedliwiamy nie dając często tego samego przywileju innym osobom. Wydaje się także, że nie ma jednej "prawdy" o kimś. Jest wiele prawd, wiele spojrzeń. Prawda ukrywa się gdzieś między słowami, zdaje się, ze tkwi w samym życiu, być może najwięcej jest jej w czynach, ale też przecież sporo mieści się jej w słowach, w twórczości, czy w wypełnianiu codziennych obowiązków... Czasem warto zastanowić się nad motywacjami biografów. Niektórzy gonią za sensacją, inni starają się zrzucić postać z piedestału, wyszukując i przedstawiając w niekorzystnym świetle każdą jej słabość.
    I tu odniosłabym się też do Morrisona. To prawda, był alkoholikiem i narkomanem, ale był również czymś więcej.By swoimi marzeniami, swoimi piosenkami, był w codziennych relacjach wobec kolegów, znajomych itp; Mnie się wydaje, że był też osobą bardzo zagubioną i samotną, być może również cierpiącą z powodu trudnych relacji i nieumiejętności radzenia sobie z nimi, z samym sobą (może nikt go tego nie nauczył), której przytrafił się sukces i etykietka wizjonera. Zaczynał śpiewając o swoim bólu, autentycznie, a później starał się sprostać etykietce wizjonera, tracąc kontakt z tym, kim jest się naprawdę. Być może i to dołożyło się do upadku? Być może chciał być po prostu kimś innym, kimś, kim chcieli go widzieć fani? Zagubił się w tym wszystkim i upadł. Mnie się to wydaje godne współczucia.

    OdpowiedzUsuń
  23. I tak sobie myślę, czy gdyby wyszła biografia Gackto napisana przez kogoś, kto ewidentnie by go nie lubił, kto wyszukiwałby tylko jego wady i szukał wypowiedzi, zachowań, które rysowałyby wizerunek Gackto jako kogoś np. małostkowego i podłego, to czy uwierzyłabyś w to Miriel? I jeśli nie, dlaczego? (a jeśli tak, dlaczego?)
    Ale Gackto żyje i nadal jego rozdział nie jest zamknięty, zawsze może zrobić coś, co przekreśli wszystko, co dotąd o nim powiedziano. Kiedy zaś umrze, mogą o nim wypisywać niestworzone rzeczy ;) I znajdzie się kiedyś ktoś, kto taką oszczerczą np. biografię przeczyta 100 lat później i przeżyje wielkie rozczarowanie, bo uwierzy we wszystko, nie mając możliwości "uczestniczenia w życiu" Gackto i wyrobienia sobie choćby częściowo, swojego zdania. Każdy fakt można zinterpretować na wiele sposobów, mnożyć konteksty. Czasami wystarczy jedno wyjaśnienie by zupełnie zmienić ocenę sytuacji. Dlatego właśnie myślę, że biografie warto traktować z dużą dozą ostrożności. I jeśli czytać, to najlepiej, jak istnieje ich przynajmniej kilka, dla porównania. ;)
    Czy jednak potrzebne są, by cieszyć się czyjąś twórczością? Nie sądzę. :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Porcelanko, bardzo Ci dziękuję za długo komentarz, różne rzeczy mi chodzą pogłowie, ale odpiszę, jak to sobie jeszcze w głowie poukładam :-) Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Porcelanko, chodzi mi o to, że czytam bardzo dużo o muzykach... I to nie do końca jest tak, jak w przypadku Tolkiena, że jeden napisze bardziej przychylnie, a drugi nie. Wiesz, jak muzyk ćpa, chodzi w łachmanach, nie myje się, jest wulgarny, kłóci się z członkami własnego zespołu, upija się przed koncertem itp. - to jakby nieważne, czy ktoś napisze o nim bardziej przychylnie czy mniej. Pewne rzeczy są faktami. I ja tu nie mówię o takich subtelnych rzeczach, jak charakter, że ktoś może był bardziej złośliwy, a inny miał wielkie serce. Mówię o rzeczach bardziej widocznych - nie o cechach charakteru (o tym pośrednio), ale o zachowaniach i o czynach.

    Masz rację na pewno, jeśli chodzi o postacie bardziej stonowane, ale ja mówię o całym wizerunku sceniczno-osobowościowym, jaki artysta tworzy, na tyle wyraźnie, że już mniejszą role pełni tu jakiś redaktor czy inny biograf, który go lubi mniej czy bardziej.

    Teraz czytam np. o Metallice, i jednak faktem jest, że pili bardzo, i o tym się mówi, faktem jest, że popadli w nałogi, że byli na odwyku, że się leczyli - to są fakty, o których dowiadują się fani. Chodzi mi o takie rzeczy.

    Człowiek jest wielowymiarowy, masz rację, i dodam jeszcze, że nie powinno się spieszyć z ferowaniem wyroków. Może ktoś popadł w narkotyki i alkohol, bo nie wytrzymał presji sławy, fanów, oczekiwań wytwórni, itp? Był słaby, może niestabilny psychicznie (jak Cobain), ale nie był zły. Różnie to bywa. Ale zdarzają się tacy, którzy generalnie wykorzystują nagle wpadające pieniądze tylko na prostą rozrywkę aż do utraty godności, do zerwania wszelkich granic, i jeśli takie zachowanie staje się publicznie wiadome - to moim zdaniem źle wpływa na fanów. Taki muzyk daje zły przykład fanom, często młodej, zapatrzonej w idola dzieciarni. Ale to moje zdanie.

    Można się zastanowić, czy lepiej jak takie rzeczy są wiadome, czy jak są ukrywane. Ja wolę, jak są ukrywane. Jeśłli Gackto (teoretycznie), regularnie urządza libacje, w których spija się do nieprzytomności, to uważam, że lepiej, że takie rzeczy się do wiadomości publicznej nie przedostają. No moim zdaniem dawałoby to zły przykład innym ludziom. Wolę, jak on daje przykład pokazując, jak pracuje. A jeśli zdarza mu się czasem strasznie spić (nie mam pojęcia, tak tylko gdybam), to moim zdaniem dobrze, że o tym nie mówi.

    A co do Morrisona - był słaby, Był bardzo słaby, i jest mi go żal, bo był wrażliwy i miał potencjał, który zmarnował. Ale tak się znieczulił alkoholem, że ostatecznie stał się wulgarnym, agresywnym wobec kobiet grubym niechlujem, który sam sobie zaszkodził.

    Gdyby ktoś napisał biografię Gackto, w którym by go przedstawił jako małostkowego, to nie sądzę, by mnie ruszyło. Człowiek jest tylko człowiekiem. Czasem jak się zastanawiałam, czy byłoby coś, co by mnie do niego zniechęciło, to chyba tylko gdyby się okazało, że jest pedofilem, albo, że jest agresywny wobec kobiet. Ale obie te rzeczy raczej są moim zdaniem nieprawdopodobne, zważywszy na to, co do tej pory wiem o Gackto.

    A muzycy jednak bardzo są powiązani z tym, kim są. Ja na przykład za s***syna uważam Ike'a Turnera, a to sprawia, że w zasadzie nie jestem w stanie słuchać nagrań Tiny z czasów jej małżeństwa z nim. I jakoś nie potrafiłabym powiedzieć, że to nieważne, jaki był ten facet, że liczy się muzyka.

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Pewnie masz rację co do muzyków :) Żadnej biografii muzyków nie czytałam (słyszałam zaś opinię znawczyni /miłośniczki ^ ^ na temat wszystkich dostępnych biografii Marylin Monroe, które również przez dobór faktów ukazują różny jej obraz). No ale ona również zdaje się postacią znacznie bardziej stonowaną niż rockowi muzycy, którzy odnieśli światowy sukces, "mają wszystko" i przez sceniczny wizerunek - może też nabyty styl życia "niegrzecznych chłopców", rujnują sami siebie. Nie wiem zbyt wiele o "Metallice", podoba mi się może kilka utworów, ale zdaje się że mimo tych wszystkich perypetii w zeszłym dziesięcioleciu nagrali nowy i całkiem interesujący album? Czy to oznacza, że wyszli z kłopotów, czy nadal się z nimi borykają?
    Zastanawiałam się nad tym, co napisałaś, że pewne rzeczy lepiej, aby pozostały ukryte aby nie dawać złego przykładu zapatrzonej w idoli dzieciarni i ogólnie się z tym zgadzam, choć nie do końca. Nie do końca tylko dlatego, że wydaje mi się, że są muzycy rockowi, zwłaszcza zeszłej dekady, cały swój sceniczny image zasadzali na przekraczaniu granic, często na autodestrukcyjnej postawie - i wydaje mi się, że ponieważ byli w tym autentyczni, co za tym idzie- przekonujący- coś do nich ludzi przyciągało. To znaczy określonych ludzi, których takie przekraczanie granic fascynowało. Weźmy taki przykład, pierwszy z brzegu: polewanie się w czasie koncertu alkoholem z butelki, drogim, dla ochłody. Jest to jakaś forma prowokacji i mnóstwo ludzi będzie uważało to za świetny element show. Teraz wprawdzie na nikim już nie zrobiłoby to wrażenia, ale może kiedyś było to fascynujące jako pozwalanie sobie na to, na co zwykły zjadacz chleba by się nie odważył (z wielu powodów). Nie znaczy to, że zaraz pójdą zrobić to samo, albo będą o tym śnili. Prędzej, będą marzyć o "odwadze robienia tego, na co ma się ochotę"- tak mi się wydaje. A ich zachowanie będzie bardziej widowiskiem. Mnie sie nawet zdaje, że fanów obchodzi głównie to widowisko a nie to, czy w prawdziwym życiu rockmani są pijakami czy zupełnie spokojnymi domatorami. ;) Przypuszczam, ze znacznie większe wrażenie na fanach robiłby spokojny domator, który w kilka chwil potrafi się przedzierzgnąć w ognistego pędziwiatra ;P ale tak poza tym to jest miły, kochany i świetny z niego kumpel ;) :P Zawsze jednak powstaje pytanie, gdzie są granice, na ile show ma odzwierciedlenie w realnym życiu? Zdaje się, że trudność zaczyna się tam, kiedy robienie czegoś na pokaz staje się elementem wizerunku, który artysta zupełnie nie poddaje refleksji, czy on tego naprawdę chce i w jakim kierunku go to prowadzi. Tak mi się przynajmniej wydaje. I stąd już krok do zagubienia, cierpienia, goryczy- wyśpiewywania smutku i cierpienia, które z kolei ludzie chcą słuchać, czyżby koło się zamykało? :o
    Co do Ike'a - to racja. I będzie najlepiej jak skończy w zapomnieniu, zaś cieszy mnie, że Tina się uwolniła od niego i udało jej się stworzyć wspaniałą muzykę i wytrwać na scenie tak długo, jak pragnęła :))

    OdpowiedzUsuń
  27. Co do Metalliki, to bardzo ciekawa sprawa, oni nawet zaprosili terapeutę do zespołu w pewnym momencie, żeby poprawił relacje między nimi, a ten wokalista poszedł na odwyk i terapię i odmienił zupełnie swoje życie. Właśnie dzięki temu Metallika należy jednak do tej garstki wykonawców, do których mam szacunek - że zawalczyli o siebie, pokazali
    fanom swoje słabości i uczucia, ale zdecydowali się ciężko pracować nad sobą, by uratować zespół.

    Co do fanów, to chyba nie doceniasz części z nich - kupa młodych ludzi (i nie tylko młodych) bierze przykład ze swoich idoli, jeśli taki wykonawca bierze dragi, tnie się, zachowuje się wyzywająco - część jego fanów robi to samo. Często nawet jest tak, że fani potrafią nawet brać bardziej na serio sceniczny image artysty - np. jeśli chodzi o fanów Marilyn Mansona - są tacy, którzy ostro przeginają. Fani punku z czasów Sex Pistols brali z nich przykład i wcielali go w życie. Fani zespołów hipisowskich ćpali na potęgę i ubierali się jak oni. Jakoś to działa. Można się zastanowić - w którą stronę to działa, czy wybieramy sobie idola, który robi to, co my chcielibyśmy robić, czy zaczynamy chcieć to robić później, nie wiem.

    Nawet na własnym przykładzie trudno mi to stwierdzić, w którą stronę to działa, ale tego rodzaju zależność u mnie pojawia się zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  28. O Metallice nie wiedziałam i rzeczywiście należy im się uznanie za to, że zawalczyli o siebie i o zespół :)
    Masz pewnie rację, że nie doceniam części z nich. Może też dlatego, że nigdy nie byłam fanką, która zupełnie bezkrytycznie naśladuje swojego idola. Choć nadal się zastanawiam na ile jest to "wina" artysty, a na ile fana. Bo jak popatrzyć na fanów piłki nożnej, to raczej agresji i nienawiści międzyklubowej nie można tłumaczyć przykładem danym przez piłkarzy. Bo nawet jeśli prywatnie nie darzą rywali szczerym uczuciem, to obowiązują ich zasady fair play. Tymczasem kibice zachowują się, jakby ich zupełnie nic nie obowiązywało. :) Więc przykładu nie biorą, dla nich to pretekst do dania upustu uczuciu złości np. I dlatego zastanawiam się, na ile jakiś artysta "daje przykład" a na ile określony rodzaj ludzi szuka sobie takiego artysty, który pozwala im wyzwalać pewne uczucia, albo pożądany sposób zachowania. Bo jak ktoś chce się tłuc, to piłka to tylko pretekst, i okazja do bójki. I być może nieco podobnie jest z muzykami? Że stwarzają swoim przykładem okazję do pewnych zachowań, które ktoś, kto "myśli podobnie" i tak zrobi, tylko po prostu szuka pretekstu? Nie twierdzę, że tak jest w 100%.
    Ale jakoś nie daje mi to spokoju, że te zależności są subtelniejsze i bardziej złożone. Co nie znaczy, że dobry przykład nie ma niesamowitej wartości i nośności. :D Wprost przeciwnie, sądzę, że jeśli jakiś ochlaj i moczymorda ;P którego pewien delikwent uważa za gorszego od siebie, nagle odmieni swoje życie i pokaże, że można; to nie ma to działania porażającego i kwestionującego w tym delikwencie nabyte przekonania ;D

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Archiwum: