The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

26 stycznia 2011

Drobiazgi cieszą :-) i o liczeniu (japońskim)

Wydawało mi się, że nie nadążam za moją grupą japońskiego. Nawet jednorazowo poszłam na grupę mniej zaawansowaną i rozważałam przeniesienie się do mniej. Sensei jednak namówiła mnie na pozostanie w mojej grupie, i jakoś się w niej utrzymuję. Na ostatniej lekcji właśnie przekonałam się, w gramatyka japońska nie zawsze jest taka prosta, jak to by się czasem wydawało. Mianowicie chodzi o "odmianę" liczebników przez... no właśnie, trudno powiedzieć przez co, ale jest tego dużo :-)

Wytłumaczę to na przykładzie polskiego języka. Mamy na przykład liczebnik "dwa". Będę pisała prosto, bo nie znam się na gramatycznych terminach. A więc po polsku liczebniki "odmieniają" się przez jakby rodzaje i to, czy to coś jest żywe czy nie, i to czy jest człowiekiem. Można powiedzieć, że odmieniamy przez płeć, osobowość i żywotność. Tak to mi mniej więcej wygląda, choć specjalnie się na tym nie znam. Ale w praktyce wygląda to tak, że widzę cztery różne sposoby odmiany liczebnika "dwa", ale już tylko trzy sposoby odmiany liczebnika "trzy" i dalszych:

dwa, trzy (koty, drzewa, kraje, pomidory)
dwóch, trzech (uczniów, mężczyzn)
dwie, trzy (kobiety, rzeki, kury, torebki)
dwoje, troje (dzieci, ludzi)

A w języku japońskim, żeby jako tako posługiwać się językiem, trzeba znać około 20 odmian liczebników... i liczebniki te brzmią inaczej w zależności od tego, co liczymy. Nieważne są rodzaje gramatyczne (nie ma ich w japońskim), ważne jest zupełnie co innego, co wpływa na brzmienie liczebnika... Na przykład inaczej brzmi "pięć" gdy mówimy o przedmiotach długich i cienkich, inaczej, gdy mówimy o przedmiotach płaskich i cienkich. Inaczej powiemy "pięć" mając na myśli przedmioty małe i raczej okrągłe, które można zmieścić w dłoni, a inaczej duże i zajmujące przestrzeń, jak samochód, czy telewizor. Inne "pięć" będzie, gdy mówimy o godzinach i jednostkach, inne gdy liczymy lata. Jeszcze inaczej powiemy, że gdzieś jest "pięć" osób, a inaczej, że gdzieś jest "pięć" zwierząt małych, a inaczej, że zwierząt dużych... Inaczej brzmi "pięć", gdy mamy na myśli coś cienkiego zwiniętego w rulon, a inaczej jak mówimy o wielu cienkich płaskich spiętych w jedno (czymś takim jest książka)... Jest tego bardzo dużo. Na ostatniej lekcji poznaliśmy tylko kilka tych klasyfikatorów (końcówek), które zmieniają brzmienie liczebników. Oto przykład:

ichi - jeden
ichimai - jeden (przedmiot cienki i płaski, np. kartka)
ichidai - jeden (przedmiot duży, np. komputer, lodówka)
hitori - jeden (człowiek)
issatsu - jeden (przedmiot złożony w wielu cienkich płaskich spiętych, np. zeszyt)
ikko - jeden (przedmiot mały, mieszczący się w dłoni, raczej okrągły)
ippon - jeden (przedmiot długi cienki, np. długopis, ząb (!), drzewo, rzeka)
ippiki - jeden (mały zwierzak, np. kot)
hitotsu (jeden przedmiot, którego typowych cech nie potrafimy określić)

a także złożenia z rzeczownikami (poza ostatnim, który jest liczebnikiem):

ippun - jedna minuta
ichiji - pierwsza godzina
ichijikan - jedna godzina
ichigatsu - pierwszy miesiąc (styczeń)
ikkagetsu - jeden miesiąc
tsuitachi - pierwszy dzień miesiąca
ichinichi - jeden dzień
issiuukan - jeden tydzień
ichinen - jeden rok
issai - w wieku jednego roku

A takich rozróżnień jest mnóstwo. Słyszałam, że inaczej liczone są naczynia i szklanki, inaczej noże...A tu tylko napisałam tylko część możliwych form jednego słowa "jeden"... wygląda na to, że jest to jeden z trudniejszych języków, jeśli chodzi o naukę liczenia...

Pisałam jakiś czas temu - tutaj - przy okazji malowania szafki, o różnych związanych z Japonią rzeczach, które w tej szafce układałam, lub w zawieszałam gdzieś w "japońskim" przedpokoju, między innymi o kalendarzu z Gackto, bombce choinkowej z Gackto, książkach i japońskich alkoholach. Po japońskim zaszłam sobie do sklepu i wypatrzyłam kilka drobiazgów:

kartkę z kanji "ai" ("miłość") :-),


papier do pakowania z japońskim motywem kanji,
wachlarzy i gałązek sakury, biały i czarny,


z tym samym motywem papierowe torebki, tutaj czarna :-),


a tutaj biała :-), ciekawa jestem, co oznaczają te kanji... Ja znam tylko dwa z nich: "miłość" i "piękno".


znalazłam również kartkę z grafiką Kitagawy Utamaro:

25 komentarzy:

  1. Ta wielość form liczebników jest porażająca i przerażająca. Takie zróżnicowanie... tyle koniecznych słów do zapamiętania, sytuacji ich użycia :)
    Ale z drugiej strony, taka precyzja języka podoba mi się, i to bardzo. Od razu wiesz o co może chodzić i słysząc określony liczebnik już w twojej głowie rodzi się wyobrażenie przedmiotu nim opisywanego. Siostra wytknęła mi jakiś czas temu, że (nieświadomie) nadużywam słowa stricte (z łac. ściśle, dokładnie). A tu proszę, mówiąc po japońsku wcale nie musiałabym sięgać po to określenie:)

    Fajny taki papier i torebki... co prawda moi znajomi pewnie nie byliby uszczęśliwieni dostając coś w nie zapakowane - już widzę te miny - ale gdyby mi ktoś coś tak podarował, to cieszyłabym się już widząc opakowanie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Języki są fascynujące, nie sądzisz?^^ I tak sobie myślę, pod względem liczebników, owszem, język polski jest prostszy niż japoński, ale już cała nasza gramatyka, wszystkie te czasowniki przechodnie i nieprzechodnie, dokonane i niedokonane, rzeczowniki policzalne i niepoliczalne, męskoosobowe i niemęskoosobowe, czasy, rodzaje, odmiany przez osoby i przypadki, tryby rozkazujące, przypuszczające, sama ortografia i wyjątki od zasad, zdania złożone, przyimki, zaimki etc. - wszystko to powoduje, iż język polski zaliczany jest do najtrudniejszych języków. I wiesz, co jest w tym najzabawniejsze? Nie jest trudny, bo świadczy to o jego jakości, wielkości, ale jest trudny, bo nie dokonały się w nim jeszcze zmiany, które np. dokonały się już w języku angielskim czy niemieckim, czyli polski jest gramatycznie w tyle. ^^' Bo języki dążą do uproszczenia.

    Wiem, się rozgadałam. Wybacz. ^^'

    OdpowiedzUsuń
  3. O Boziu....! Doprawdy, chyba to letka przesada...Te liczebniki są zbyt mało sprecyzowane jak dla mnie! No bo na przyklad miałabym problem z określeniem kiedy coś jest już na tyle duże, żeby nie było małe....

    kokon

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja siostra dzieli pokój w akademiku z Chinką. Super, bo tak ją nazywają, uczy się polskiego. Zabawne, ale nigdy bym nie pomyślała (zawsze miałam dobrą pamięć i opanowałam to wszystko), że sama polska ortografia, pisownia może sprawiać tyle kłopotu. Nie mówiąc już o wspomnianej przez literę gramatyce.

    Jak zwykle uwaga bez sensu :) ale co tam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Drobiazgi - papiery, grafika, karta z kanji - są bardzo fajne, z papierów bardziej podoba mi się biały :)

    Co do liczebników japońskich... hmm... przyznam się, że miałam mętlik w głowie już w połowie wpisu i jedyna myśl jak mi zaczęła się kołatać to ta, że nigdy w życiu nie dałabym się zmusić do nauczenia się czegoś takiego :D to gorsze niż rachunek całkowy czy różniczkowy. Gorsze, niż logarytmy i ciągi geometryczne razem wzięte! :D
    Tak, wolałabym zakuwać wyższą matematykę i fizykę teoretyczną, niż uczyć się tych "ichi", "ippon","ippiki", itd :D

    podziwiam i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O tak... Liczebniki japońskie to jednak jest koszmar. Ale przecież zrozumieją Cię wszyscy jak powiesz normalnie `ichi`. ^^

    I w ogóle chciałam się pochwalić. ^^

    http://img600.imageshack.us/img600/7659/16802814310750717681679.jpg

    OdpowiedzUsuń
  7. To wiele mówi o tym narodzie i społeczeństwie. Język jest jednak odzwierciedleniem społeczności, która nim się posługuje, a zarazem ją kształtuje.
    Zresztą nasz własny potwierdza słuszność tej tezy. :p

    MumakiL

    OdpowiedzUsuń
  8. Stare tezy społki Sapir& Whorf bardzo jak widac aktualne. Co prawda oni badali języki Indian, ale to ma zastosowanie do wszytskich chyba kultur:). Przypominają się języki eskimoskie, gdzie ponoć jest kilkanaście okresleń sniegu:). Co do liczebników - to jako, ze podstawą np. grenlandzkich były kiedyś palce (jak i wszystkich liczebników świata), dla ułatwienia wprowadzono od liczebnika 13 - duńskie. 20 to był ponoć 'cały człowiek', 'inuk naallugu' czyli 64 to byłoby '3 ludzi dodać 4':P.

    OdpowiedzUsuń
  9. Asai, dziękuję za komentarz :-) Gdybym o tej ilości liczebników dowiedziała się na początku nauki, tobym się przeraziła :-) Ale jak na razie ta gramatyka, której się uczymy, i która pozwala budować proste zdania, wydaje mi się łatwa i logiczna, więc generalnie mnie to nie zniechęca :-)

    A w ten papier na razie nie zamierzam pakować niczego dla kogoś :-) Może obłożę nim sobie jakąś książkę, albo wykleję nim pudełko :-)

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Litera, rzeczywiście mamy dosyć skomplikowaną gramatykę, ale nie wydaje mi się jednak, żeby polski zaliczał się do trudnych języków. Pod względem wyjątków, odmian, czasów itp. polski jest podobny do rosyjskiego i innych słowiańskich języków, których trochę jest. A u nas przynajmniej jest stały akcent, czego nie można powiedzieć o rosyjskim czy ukraińskim (które na dodatek posługują się innym niż łaciński alfabetem). Także jeśli chodzi o wymowę i zbitki spółgłoskowe też nie jesteśmy tacy najtrudniejsi :-) Ja bym powiedział, że - ograniczając się do Europy - do najtrudniejszych języków zaliczają się jednak węgierski (z jego blisko trzydziestoma przypadkami rzeczownika), fiński i irlandzki (w którym odmieniają się nie tylko końcówki, ale i początki słów, a do tego jest trudniejszy o wiele w wymowie). A gdybyśmy wyszli poza Europę, to by się okazało, że ten polski jest zaskakująco łatwy :-))

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kokonie mój drogi :-) Kiedy coś jest na tyle już duże, że nie wiadomo, czy jeszcze jest małe, to jest też specjalna odmiana liczebników na coś takiego :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. liczebniki liczebnikami - to o czym piszesz to tak zwane klasyfikatory :) czyli swego rodzaju określniki tego co liczymy :) warto się nauczyć podstawowych ;) a jeśli czegoś nie potrafimy określić dajemy klasyfikator "tsu" :D (hitotsu, futatsu, etc.)

    http://pl.wikibooks.org/wiki/Japo%C5%84ski/Klasyfikatory tu można sobie popodziwiać inne cudne klasyfikatory :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Asai, a tam gdzie uczę się, japońskiego, przychodzi też Japończyk, który uczy się polskiego :-) I dziwi się, dlaczego, jak mówi o kobiecie, to musi powiedzieć "Ona była", a nie "on był". Bo przecież to on, facet mówi, więc z jakiej paki ma odmienić słowo "po kobiecemu"? Dlatego się dziwi, bo w japońskim nie ma rodzajów i on nie może tego pojąć, np. skąd my wiemy, że "stół" jest męski, a "lampa" żeńska :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Shiro, ja wiem, że to, co tworzy "końcówki" liczebników, to klasyfikatory, ale chciałam o tym napisać prościej, tak, jak to dla Polaka wygląda :-)
    Dzięki za linka, wygląda jeszcze straszniej niż przykład z mojego wpisu :-) Szczególnie, że są tu pomieszane japońskie liczebniki z chińskimi liczebnikami, a coś, co wygląda jak "pięć książek" to jest tylko słowo "pięć" do "długich wąskich przedmiotów"...

    Tak, chyba przede wszystkim nauczę się klasyfikatora "tsu" ;-) Japoński jest fascynujący i jestem nim zachwycona (*^-^*)

    OdpowiedzUsuń
  15. A tak krótko w ramach motywacji od Twojej Sempai (czyli mnie :P) to powiem Ci tak

    - w porównaniu do polskich liczebników i ich tryliona odmian w zależności od tego, czy to np. małe zwierzę, grupa dzieci, wyrazy zwane plurale tantum (zawsze w liczbie mnogiej) i singularia tantum (w liczbie poj.), łączeniem dwóch liczebników w jeden jak np. kilkanaściorgiem dzieci, to japoński po prostu wymięka. A obcokrajowcy uczący się polskiego wpadają w czarną rozpacz.

    To tylko kwestia przyzwyczajenia się i wprawy :-)! Jak się tego nauczysz i poćwiczysz, to nie będzie Ci to sprawiać problemu. A co więcej, możesz nie znać słowa, a po klasyfikatorze poznasz, że np. to jakieś zwierzątko albo ubranie i kontekst będziesz mieć :D!
    Na japoński trzeba czasu i wysiłku, dlatego nie wolno mówić z lenistwa: "przeniosę się do niższej grupy" tylko "codziennie będę się uczyć 5 słówek"!

    Masz się słuchać Sempai! :P
    pozdro i がんばって!

    OdpowiedzUsuń
  16. tylko nie żebym się rządziła :P po prostu chciałam Cię zmotywować bo fajnie jest znać dziwny język :>

    OdpowiedzUsuń
  17. Bólion, sempajko ;-) dziękuję za motywowanie, po prostu dziś późno wróciłam z japońskiego, mam go wieczorem po pracy, i nie zawsze mam siłę od razu odpowiadać na komentarze :-) Ale bardzo dziękuję za komentarz i motywowanie mnie, miło mi, że tu zajrzałaś, i w ogóle hajimemashite, Miriel desu :-) Witam na blogu!

    Dziś znowu miałam klasyfikatory, poza tym rozumienie ze słuchu, i jak było: "poproszę pięć znaczków za 80 yenów i trzy znaczki za 50 yenów, a do tego poproszę jeszcze dwie pocztówki..." - to musiałam to kilka razy usłyszeć, za każdym razem wolniej, a potem jeszcze sama to sobie na głos powtórzyłam, zanim zrozumiałam...

    Oczywiście zapraszam do komentowania i przeglądania bloga, kiedy tylko masz na to ochotę, ja przeważnie odpowiadam na wszystkie komentarze, ale nie zawsze od razu, bo to oczywiście zależy od czasu :-)

    Pozdrawiam serdecznie :-) (i ja też zaglądam na Twojego bloga :-)))

    OdpowiedzUsuń
  18. Wiewiórko, dziękuję za komentarz :-) Ja jednak wolę japoński od matematyki, zdecydowanie :-) Miałam do czynienia z całkami, różniczkami, ciągami i funkcjami, i świadomie wybieram japoński :-)

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Beauti, nie ryzykowałabym jednak mówić po prostu "ichi". Zresztą gorzej, bo i na migi oni cyfry inaczej pokazują niż w Europie, i też się można nie zrozumieć...

    Obejrzałam Twój tatuaż. Co oznacza pierwsze kanji? Bo drugie to "gaku", muzyka :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Memelu, dziękuję za komentarz. Dowiedziałam się, że ten sposób "odmiany" rzeczowników Japończycy przejęli o Chińczykach, czyli to Chińczycy byli tak dokładni w liczeniu i określaniu rzeczy. Dodatkowo dowiedziałam się, że po japońsku wszystkie rzeczowniki są niepoliczalne (i stąd tez być może te specyficzne liczebniki).

    My też coś takiego mamy przy naszych rzeczownikach niepoliczalnych, mówimy: dwie szklanki mleka, dwie kromki chleba, dwie łyżki wody. A u Japończyków w ten sposób liczy się wszystko, mówi się np. dwie-głowy krowy (czyli dwie krowy), dwa-skrzydła wróbla (czyli dwa wróble) itd.

    OdpowiedzUsuń
  21. Żabko, piszesz o tym, że w różnych kulturach podstawą liczenia były palce, to by oznaczało, że system dziesiętny powinien być powszechny, ale przecież tak chyba wcale nie było... A system dwunastkowy? Nawet u nas przetrwało pojęcie "tuzin" :-) Mamy 12 godzin itd :-)

    Napisałąaś kilka takich różnych stwierdzeń, z których trudno mi zrozumieć coś więcej, mogłabyś rozwinąć tę myśl z komentarza? O co chodzi z Sapir&Whorf? Co to za tezy? O co chodzi z tymi eskimoskimi liczebnikami? Dlaczego wprowadzono duńskie od 13? Tak też był system dwunastkowy?

    OdpowiedzUsuń
  22. :D Fascynujące a jednocześnie wydaje się trudne :D To znaczy, jeśli nie ma chęci poznania się, to trudne ;)) Tak jest chyba ze wszystkim (?) :D W każdym razi podziwiam Cię, że wytrwale się uczysz niełatwego języka :))

    bardzo podoba mi się kartka i papiery ^ ^ Jakbym miała takie cudności, to pewnie niełatwo byłoby mi zapakować w nie prezenty :DD i rozstać się z nimi ;)) To dopiero będzie dar, jeśli komuś podarujesz prezent zapakowany w taki papier :DDD A kartka jest śliczna i doskonała do wręczenia Gackto :DD

    OdpowiedzUsuń
  23. Porcelanko, dziękuje :-) Jak na razie nauka japońskiego sprawia mi przyjemność - o ile uczę się regularnie i nie stresuję, że nie nadążam. Uczę się przy okazji systematyczności.
    Jeśli podoba Ci się ten papier, mogę Ci zapakować w niego prezent ;-)) Wolisz w czarny czy biały? :-D

    OdpowiedzUsuń
  24. To chyba klucz do miłej nauki, nie stresować się, jeśli nie wszystko idzie w czasie, w którym by się chciało. Cóż...To jest spora lekcja dla mnie, podobnie jak systematyczność... Być może kluczem jest tu dobra organizacja czasu? :)

    Och, naprawdę zapakowałabyś mi w ten śliczny papier prezent? :o Nie szkoda Ci troszkę? :D
    Będę starała się go nie podrzeć podczas otwierania, nie lep dużo taśmy! ;P :D I go zachowam. Wolę biały :))) Ale może zostaw go co nieco, jeśli się da, bo Wiewiórce też się biały podoba ;))

    OdpowiedzUsuń
  25. Porcelanko, mi sprawia przyjemność używanie rzeczy, a nie "manie" ich tylko :-)) Jak zużyję ten papier, na pewno pojawi się w jakimś sklepie inny, też ładny :-)
    Dobrze, będzie biały papier :-) Masz szczęście, bo prezent nie jest taki mały ;-) (tylko jak widzisz, wciąż mam go w szafie, co oznacza, że mi też by się przydała lepsza organizacja czasu ;-))

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Archiwum: