The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

25 listopada 2010

Naprawdę, nie tylko gacktowanie...

To nie jest tak, jak podejrzewają niektórzy znajomi, że nic innego nie robię poza spaniem i gacktowaniem ;-) Czasem też pracuję, nawet pracuję w domu, a czasem nawet pracuję w domu późno w nocy, bo tak mi się to układa jakoś. Prowadzę też życie towarzyskie - znaczy się - mailuję z ludźmi i piszę bloga ;-) A czasem nawet - wiem, że w to trudno uwierzyć - odchodzę od komputera i zajmuję się czymś zupełnie innym, np. szydełkowaniem albo nauką japońskiego. A więc nie samym Gackto żyję, i nawet czasem słucham innych wykonawców.

Dziś pierwszy dzień ze śniegiem za oknem. Cieszę się bardzo z tego, że do pracy jeżdżę teraz dwa, góra trzy razy w tygodniu, powoli też odzwyczajam się od siedzenia po nocy, bo przyzwyczajam się do tego, że mam czas - i nie muszę go wyrywać nocy kosztem snu :-)

Co do gacktowania: założyłam ostatnio dwie podstrony na blogu. Pierwsza to "Gacktionary" - strona, na której zamieściłam linki do dostępnych w sieci przetłumaczonych na język angielski fragmentów książki wydanej przez Gackto w tamtym roku na 10-lecie kariery solowej. Jest to około 20 rozdziałów z części "Action" i "Think", przede wszystkim w tłumaczeniu Excused-early. GACKT pisze o różnych ważnych dla siebie rzeczach, takich jak: realizowanie marzeń, odwaga i słabość, odpowiedzialność, praca itp.

Na drugiej podstronie zamieszczam polskie tłumaczenie "Jihaku", czyli autobiografii Gackto z 2003 roku, jest to książka wydana bezpośrednio po ukazaniu się filmu "Moon Child". Wcześniej tekst ten znajdował się na stronie Dears.PL administrowanej przez Teelę, jednak obecnie strona ta jest zawieszona i zamknięta. Otrzymałam o Teeli i od jednej z tłumaczek zgodę na zamieszczenie tego polskiego tłumaczenia na swoim blogu, za co dziękuję. Na razie zamieściłam pierwszą część tekstu :-) W tej pierwszej części opowiada o swoim dzieciństwie i czasach szkolnych.

Jak napisałam: słucham nie tylko Gackto, ale też różnych innych japońskich wykonawców, chociaż w tym przypadku określenie "różnych innych" nie bardzo pasuje, ponieważ... multum japońskich zespołów wygląda prawie tak samo i tak samo gra i tak samo śpiewa... Im więcej słucham jrockowców, tym bardziej doceniam Gackto i jego oryginalną muzykę. Jego melodie (nawet jeśli do siebie podobne), to jednak bardzo różnią się od melodyki wszystkich jrockowych piosenek. Zdecydowanie coś mu inaczej w duszy gra niż reszcie Japończykom. No a czego słucham?


Np. w końcu coś mi podpasowało z twórczości zespołu D. Tak - ten zespół nazywa się D, i jest to tylko jedna litera (z tego powodu w zasadzie zespół ten jest niemożliwy do wygooglania...). Wcześniej nie mogłam jakoś się do nich przekonać, chyba z powodu image'u grupy: czerwonych diabelskich skór i lateksów, jakoś nie bardzo... Teraz, wraz z nowym singlem, zmienili kolorystykę na głęboki błękit, klimat na średniowieczny, wymienili pejcze na miecze, od razu jakoś bardziej spodobało mi się to co grają ;-) A jeden utwór  - 夜の眼と吟遊詩人 - z ostatniego singla "In the Name of Justice" wyjątkowo mi się spodobał. Oto on:



Chyba jednak nie uda mi się przekonać nikogo, że nie tylko gacktuję, bo jak tu nie pisać... jak właśnie znalazłam nowe zdjęcia - ze styczniowego, przyszłorocznego magazynu "Junon", w którym GACKT przytula się (znowu) do jakiegoś faceta, a właściwie tak młodego chłopaczka, że mógłby być jego synem. Jak patrzę na te zdjęcia, to wyglądają na nich razem, jak... matka z synem... Jest to 20-letni Kanata Hongo, który osiem lat temu zagrał razem z Gackto w filmie "Moon Child" - wcielając się w rolę młodego Sho, postaci, którą grał Gackto. (Na stronie Lady Ireny można obejrzeć zdjęcia, otwierają się w dużej rozdzielczości po kliknięciu).
Z kolei na stronie Amaiakuyume można przeczytać przetłumaczony artykuł z tej gazety - czyli rozmowę-wywiad Gackto z Kanatą Hongo. Tu część pierwsza, tu część druga.


Aha, no więc naprawdę nie tylko gacktowanie... Czytam "Lód" Dukaja, przepisałam już cały zeszyt do japońskiego z wakacyjnego kursu, przemeblowałam pokój, i od czasu do czasu próbuję obejrzeć jakiś film (a nie jestem przyzwyczajona do oglądania filmów, więc oglądam je na raty, przez kilka dni). Te, które uda mi się obejrzeć, zapisuję sobie tutaj. A dodatkowo obejrzałam wspomniane w poprzednim wpisie "Wyznania gejszy", a wcześniej animowane "Spirited Away" - dziwny film, tak dziwny, że muszę o nim z kimś porozmawiać, ale z kimś, kto potrafiłby mi wyjaśnić te japońskie religijne odniesienia. Generalnie film mnie wciągnął, zaciekawił, ale też przestraszył i zaniepokoił. Być może w niedzielę wybiorę się na jeszcze jeden japoński film do kina, zobaczymy :-)

Ach, i jeszcze zapomniałam o jednym teledysku - zespół nazywa się Luzmelt, piosenka "Sacrifice" :-) Podoba mi się :-)

11 komentarzy:

  1. i tak trudno mi uwierzyć, że robisz coś innego poza gacktowaniem ;) no ale nie znamy się dogłębnie, wiem jedynie o wielu Twoich poprzednich zainteresowaniach, więc chyba jesteś osobą dość otwartą na inne rzeczy.

    podobał mi się ten wywiad z Kanatą (który wciąż przypomina mi tego młodego Sho ^^) i zdjęcia też są bardzo ładne.

    a zimy to ja w ogóle nie chcę, ech...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, myślałam, Teinei, że Ty mi nie uwierzysz ;-) Zdjęcia z Kanatą rzeczywiście są i ładne i fajne, i te niby polaroidy też są fajne. Ten artykuł na razie przeczytałam bardzo szybko, ale rozbrajające są słowa zachwytu tego młodego chłopaczka, wydają się takie szczere, może naiwne trochę, ale z serca.

    Hm, Teinei, pamiętasz koncert z chyba 2003 roku, jak jedną z piosenek Gackt śpiewał, a przy nim stał taki chłopiec, którego on czasem przytulał, to jest właśnie ten Kanata?

    OdpowiedzUsuń
  3. tak, to była piosenka Tsuki no Uta na Jogen no Tsuki. jakże mogłabym nie pamiętać...

    fakt, słowa troszkę naiwne, ale widać, że jest zapatrzony w Gackta jak w święty obrazek. zresztą myślę, że obrał sobie dobry przykład za wzór (może poza paroma wyjątkami, hm). ten, kto jest pod skrzydłem pana G., z pewnością wyrośnie na dobrego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uroczy był z niego chłopiec, a i teraz wygląda bardzo sympatycznie :-) No myślę, że tak, że Gackto by go "wychował" na ambitnego i pracowitego człowieka, a przy okazji w jego "rodzinie" jest wesoło i jest ciepła atmosfera. Uśmiałam się, jak Gackto szczerze przyznał (dobrze, że go na to stać), że jeśli chodzi o kwestię romansowania, to on nie jest tu dobrym przykładem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. hah, też się uśmiechnęłam i przyznałam mu rację, kiwając głową. dobrze, że on ma o tym jakieś pojęcie i wie, że nie jest w tej kwestii dobrym autorytetem. aż się zdziwiłam, że gość, który na słowa 'jesteś ideałem' odpowiada z narcystyczną mimiką 'przecież wiem...', może przyznać o sobie coś takiego. nie jest dobry w romansowaniu. wow! i on to wie! XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahah ^^ bardzo interesujaca rozmowa... ale szczerze mówiąc brzmi troche przerażająco :P Wiem, że Gackt jest swojego rodzaju mentorem dla wielu osób, ale jego wypowiedzi brzmią jakby chcial być ojcem dla Kanaty i prowadzić go przez cale życie. Szczerze mówiąc nie wiem czy to byloby dobre dla niego (Hongo)

    OdpowiedzUsuń
  7. Eh, no nie sądzę, by GACKT go do czegokolwiek zmuszał, zresztą, tak samo inne osoby są wzorami i nauczycielami dla Gackto :-) No i daje się zauważyć, że jeśli ktoś się pojawia w życiu Gackto, to już w nim zostaje. To akurat moim zdaniem dobrze o nim świadczy: że nie zmienia przyjaciół, a zdobywa nowych, choć ceni dawnych.

    OdpowiedzUsuń
  8. "gacktowanie" - fajne słowo.

    Jeśli chodzi o wklejone przez ciebie piosenki. Czuć w tym D te "średniowieczne" klimaty. miałam wrażenie jakbym słuchała jakiegoś minstrela (czy jak ich wtedy zwali). Zaś przy "Sacrifice" ładny teledysk, wyglądają jak bohaterowie jakiejś gry komputerowej.

    Ponieważ trochę czasu spędziłam oglądając japońskie filmy widziałam też "Spirited Away". Ale ograniczyłam się tylko do samej fabuły nie próbując zrozumieć całego tła z tym światem bogów. Na tej płaszczyźnie pozostaje niezrozumiały, ale czyż to nie piękna historia o przyjaźni, poświęceniu...
    Co takiego w "Spirited Away" cię przestraszyło?

    OdpowiedzUsuń
  9. Asai, dzięki za komentarz :-) Co do "Spirited Away" to przede wszystkim zadziwiło mnie takie pokazanie bogów w kraju, który przecież wciąż w nich wierzy. Dla nich to nie jest jakaś miniona strawa, mitologia czy coś, ale część Japończyków wciąż przecież wyznaje shinto. No i zastanawiałam się, jak takie japońskie dziecko ogląda ten film i pyta mamy, czy te potworki to w wannach to właśnie są ci bogowie, którym oddajemy cześć w świątyniach?... No ale może oni w ogóle do swoich bogów mają inne podejście.

    A druga sprawa to ten czarny bóg w masce czy demon, jest straszny! I to jego "uhhh, uhh, uh...", normalnie jest okropny, jak jakiś niedorozwinięty i do tego niebezpieczny :-/

    OdpowiedzUsuń
  10. Zobaczyłam na jame-world informacje, że D wystapi w maju we Wrocławiu.
    I jak, pojawiła się myśl "jadę!"?

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow! Dzięki Asai! :-) W maju, czyli będą promować nową płytę! No pewnie, że jadę, w końcu to będzie klasyczny (jeszcze nadal :-)) visualowy zespół! Jadę, bo nie wiadomo, kiedy im się ten visual znudzi, trzeba korzystać :-)

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails