The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

15 października 2010

Taniec nihon buyou - Hana Umeda

8 października w Wilanowie rozpoczął się Japoński Październik - coroczna impreza poświęcona kulturze japońskiej, objęta honorowym patronatem Ambasady Japonii. W sobotę wybrałam się więc na jeden z punktów programu - pokaz tańca nihon buyou w wykonaniu pół Japonki, pół Polki - pani Hany Umedy. Hana Umeda, uczennica mistrzyni Nishikawy Fukushino ze szkoły Nishikawa-ryu w Tokio, wykonała w królewskiej Sali Uczt cztery tańce: Most czerwonych klonów, Lew z Yachiri, Wiosna pomimo kwitnienia śliwy i Wieczorna wiśnia w dzielnicy rozkoszy.

Taniec ten przypominał mi trochę pantomimę, tancerka w kimonie i z wachlarzem tańczyła do tradycyjnej japońskiej muzyki, wykonując oszczędne ruchy, prawie bezgłośnie poruszając się po scenie w białych japońskich skarpetkach (takich jednopalcowych, jak do japonek), wciąż na ugiętych lekko w kolanach nogach. Każdy z tańców był opowieścią, mającą swój początek i koniec, był opowiedzianą tańcem historią - o miłości i o tęsknocie.


Most czerwonych klonów (Momiji no hashi) opowiadał jesienną historię zakochanej dziewczyny, rozgrywającą się wśród opadających do wody czerwonych i żółtych liści japońskiego klonu. Lew z Yachiyo (Yachiyo jishi) to dobrowróżebny taniec shishi-mai z szalem i wachlarzem-lwem, o dziewczynie opętanej przez mityczne zwierzę.  


Hana Umeda, taniec "Yachiyo jishi".

Wiosna pomimo kwitnienia śliwy (Ume ni mo haru) opowiada o młodej kobiecie czekającej na powrót męża, w której sercu już rozkwita wiosna, choć dokoła jeszcze leży śnieg. Wieczorna wiśnia w dzielnicy rozkoszy (Gion no yozakura) to opowieść o przechadzającej się pod kwitnącymi wiśniami dziewczynie, wyobrażającej sobie, że jej ukochany podgląda ją w jej prywatnym pokoju.

Hana Umeda pisze o swoim tańcu:
Taniec jest dla mnie polem, w którym spotykają się moje dwie ojczyzny. Wychowane w tradycji polskiej ciało muszę przekształcić w ciało japońskie, naturalne gesty zamieniać na inne. To dla mnie najbardziej intymny, bo cielesny sposób zderzania się ze sobą Polski i Japonii. Kiedy tańczę, czuję, że moja polska połowa toczy z połową japońską walkę o dominację nad ciałem.
Nihon buyou to taniec związany z teatrem kabuki, mający już czterowiekową tradycję.

A tutaj znalazłam jeszcze inne wykonanie tego rodzaju tańca:



Nie mogłam robić zdjęć w trakcie występu, dlatego zdjęcie wstawione do wpisu nie są moje. 1: Hana Umeda, źródło; 2: Hana Umeda w Muzeum Azji i Pacyfiku, źródło; 3. Hana Umada, źródło.

21 komentarzy:

  1. Chyba mnie całkiem nie pasują tradycyjne japońskie tańce jak tez i ich tradycyjna muzyka, więc trudno mi stwierdzić, ze podobają mi się występy, które można obejrzeć na podrzuconych przez Ciebie filmach.
    Równocześnie zdaję sobie sprawę, że odbiór bezpośredni i atmosfera występu sprawiają, że całość wygląda zupełnie inaczej i trudno porównywać te dwie formy poznawania japońskich tańców.
    Cieszę się, że masz okazję wzbogacać swoją wiedzę o kulturze kraju, który Cię interesuje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Patrzę sobie i słucham, i myśl, jaka się pojawia to: "jak ma wzruszać, kiedy nie wzrusza??" ;-) i że nie wzrusza, bo kompletnie tego nie kumamy, a nawet jak kumamy, to tylko umysłem, więc też nie wzrusza. I wtedy sobie myślę, że coś mi umyka, coś tracę przez moje niezrozumienie. Z drugiej strony, jak Mazowsze tańczy, to też większość naszego pokolenia mało poruszona jest... Z trzeciej strony, jak się czegoś nie rozumie, to jednak też może poruszać, ja tak mam np. z tańcem butoh. Z czwartej strony, ciekawi mnie historia Hanny Umedy i polsko-japońska tożsamość i chętnie bym posłuchała, jak opowiada o tym tańcu. Proszę, jakie to wszystko złożone jest... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiewiórko, dziękuję za komentarz. Mi się akurat ten taniec podoba, choć sama muzyka niebardzo. ale szczerze mówiąc w ogóle podczas pokazu nie zwracałam na nią uwagi, skupiłam się przede wszystkim na patrzeniu. Podoba mi się, że to taki taniec-teatr, i że jest taki stonowany, płynny, podobało mi się, że z wachlarzem. Myślę, że im tancerka lepsza, im płynniej potrafi się poruszać, tym ten taniec wygląda piękniej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kamila, rzeczywiście, myślę, że to tak właśnie jest, że próba zrozumienia tańca umysłem to nie jest to, wydaje mi się, że raczej chodzi o serce, o duszę, no i masz rację, że "jak ma wzruszać, jak nie wzrusza". No jak nie wzrusza, to nawet zrozumienie tego nie zmieni. Jeśli jakaś sztuka nie porusza w naszym sercu żadnej struny, to nawet studiowanie tej sztuki nas na to nie uwrażliwi. Tak mi się wydaje. Myślę, że można czegoś nie rozumieć, ale jakoś poczuć, jakieś drgnienie, że coś nam jest bliskie, nawet jak nie rozumiemy dlaczego. Mnie się ten taniec podoba, bo jest stonowany, elegancki, delikatny, spokojny, chodzi w nim o grację ruchów, i tę grację odbieram jako piekno, które na mnie oddziałuje.

    Buto mi się nie podoba, choć kilka razy byłam na występie polskiej tancerki buto. Buto mnie przeraziło, odbieram je jak taniec upiora, to, co widziałam, było dla mnie czymś na podobieństwo wyciągnięcia przez tancerkę swojego podświadomego wnętrza na wierzch, wraz z odruchami, instynktami, emocjami, z tym wszystkim, co w nas siedzi, a czego nie sposób oddać słowami. Nie powiem, robiło to wrażenie, nawet zdarzyło mi się przestraszyć podczas występu, ale nie jest to coś, co mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię taniec- taniec ogólnie pięknie może przedstawić emocje. Ale muzyka zupełnie do mnie nie przemawia, podobnie jak śpiew na drugim filmiku. Nie byłam w stanie obejrzeć więcej jak kilka sekund. Za to miło popatrzyć na wszystkie detale stroju i ruchy. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Porcelanko, dziękuję za komentarz :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Patrzę, próbuję się zachwycać muzyką, ale... Aż wstyd przyznać usypia mnie :( Taniec piękny, podziwiam te "wyważone i oszczędne ruchy" w tańcu, podobno kimona są bardzo ciężkie. Chociaż nie ukrywam, że sama chciałabym takowe ubrać :D Zapewne oglądałyście/ czytałyście "Wyznania Gejszy" jeśli nie to polecam! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nathalienn, dziękuję za komentarz :-) Nie trzeba się zachwycać na siłę :-) Ja przyglądam się różnym azjatyckim rzeczom i niektóre mi się podobają, a niektóre nie. Nie musi się wszystko podobać :-) Ja dopiero niedawno obejrzałam "Wyznania gejszy" :-) Widzę, że na Twoim blogu też azjatyckie klimaty ;-)) Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Po "Wyznaniach Gejszy" tak naprawdę zdałam sobie sprawę z ilu warstw składa się piękne, prawdziwe i osławione kimono. Jestem pełna podziwu dla aktorki, która grała główną rolę.
    Jeśli chodzi o blog, to chciałam skomentować Twój wpis i dlatego go otworzyłam to jakoś dało mi odwagę, żeby w końcu go założyć :)
    P.S, Tak z innej beczki nie wiem czy próbowałaś Onigiri (kanapki ryżowe) sama robię w domu, ale zapewne u nich to inaczej smakuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nathalienn, byłam dwa razy w susharni, i czegoś tam spróbowałam (nawet pisałam o tym na blogu), ale to chyba nie było onigiri, nie pamiętam. Ale nie wyglądało, jak kanapki ;-) A o "Wyznaniach gejszy" napisałam w ostatnim wpisie, i dałam tam link do programu o współczesnych gejszach, który można obejrzeć w internecie? Widziałaś? Ciekawe, chociaż oczywiście nie wyjawia wszystkich tajemnic gejsz.

    OdpowiedzUsuń
  11. http://gotowanie.onet.pl/23298,0,1,onigiri,ksiazka_przepis.html
    Tak to wygląda :) czytałam o Twoim wypadzie do susharni :) nie jadłaś onigiri :) o a link chętnie zobaczę :) to raczej niemożliwe żeby powiedziały wszystkie tajemnice (a szkoda). Mnie fascynuje parzenie herbaty. Obejrzyj koniecznie Dou Cha ( Tea Fight) może Ci się spodoba :) Jeszcze nie przeszperałam całego Twojego bloga, ale mam taki zamiar ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki za linka :-) Wygląda fajnie, chociaż nie nie bardzo zasmakowałam w tym wodorostowym papierze ;-) Ale ryż z rybką jak najbardziej :-) Ten program o gejszach, a właściwie o maiko, polecam. Zadziwiło mnie, że te domy w dzielnicy okiya wyglądają jak z przeszłej epoki. A co to jest Dou Cha? To jakiś film?

    OdpowiedzUsuń
  13. Wybacz chciałam tyle napisać, że ucięłam zdanie w połowie. Dou Cha (Tea fight) tak film japońsko/tajwański, mówi o walce nad przejęciem pewienego gatunek herbaty, który przez pewien turniej parzenia herbaty został "wyklęty i zapomniany" jeśli tak to mogę ująć. Ale legenda głosi, że rosie jeszcze jeden krzew tej zabronionej herbaty w Chinach... więcej nic nie powiem :P Film naprawdę ciekawy, a zaczyna się historią turnieju parzenia herbat w formie anime :)
    Skoro już się tak pilnie uczysz japońskiego i w ogóle (bo mi nie idzie) to cha po chińsku znaczy herbata :) Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
  14. Nathalienn, dzięki :-) ja ostatnio właśnie oglądam różne japońskie filmy, żeby poprzyglądać się ludziom, zachowaniom it. Wczoraj obejrzałam właśnie "Death Note". A ten film o herbacie wygląda na ciekawy :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj horror.. to ja muszę zrobić ładne oczka do Dawidofa żeby ze mną obejrzał :D bo ja sama żadnego horroru nie dam rady oglądnąć z mą słabą psychiką. Co do zachowań są bardziej... hm...(bynajmniej ja to tak odbieram) opanowani, wręcz dystyngowani i wyrzuci od uczuć, ale to w sumie dobre, mi czasem się niedobrze robi jak widzę parkę delikatnie mówiąc"obściskującą się" na przystanku. A tu jeśli chcesz to link z trailerem herbacianym.
    http://nathalienn.blogspot.com/2010/11/vic-jako-aktor_27.html

    OdpowiedzUsuń
  16. "Death Note" horror? Ależ skąd! To kryminał-SF, i to moim zdaniem niespecjalny, manga jest rewelacyjna, ale film nie bardzo mi się podobał. L był świetny, i to wszystko. Czy Japończycy są bardziej opanowani w filmach? Nie wiem, jeszcze tego nie zauważyłam, na razie widzę histeryzujące kobiety i krzyczących samurajów u Kurosawy ;-) Dzięki za linka :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. histeryzujące kobiety i krzyczących samurajów... hmm to prawie tak jak w amerykańskich produkcjach histeryczne panny i drący się policjanci z oddziałów specjalnych ;P
    Widzisz, a po tytule i jednej recenzji z opisem gatunku filmu byłam pewna, że horror. Co do opanowania to tak wynoszę po kilku dramach i filmach, które oglądałam, bynajmniej Kazuya taki jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. A kto to jest Kazuya? :-)(albo "co"?). Ja na razie obejrzałam niewiele filmów japońskich, może jak więcej pooglądam, to będzie to bardziej miarodajne ;-)

    OdpowiedzUsuń
  19. "Death Note"? Ile nerwów kosztowało mnie śledzenie fabuły. Jak można od tak sobie zabijać ludzi, ok że przestępcy ale od razu śmierć? A przy drugiej części to po prostu myślałam że czymś zacznę rzucać, gdy "drugi Kira" zabijał policjantów. Nadal lekko mnie telepie na myśl o tym.
    L... Czytałam gdzieś zarzuty wobec Ken'iciego że jego postać nie była taka jak z mandze, że źle oddał jej charakter. Nie znam mangi więc mi się podobało. Za to w "L save the world" (czy jakos tak), taki spin-off, te ostatnie dni życia L - straszne.

    mam nadzieję że zaglądasz czasem na Yellow Cinema, nie ma tam wielu filmów Kurosawy, ale Tea Fight znajdziesz:)

    pozdro

    OdpowiedzUsuń
  20. Asai :-) czyli Ciebie wciągnęła fabuła? :-) Czyli nie jest tak źle z tym filmem ;-) Ja widziałam tylko pierwszą część, i nic mi się w nim nie podobało oprócz Matsuyamy Kenichiego,, który moim zdaniem jest właśnie taki jak L. Tylko ze ja wcześniej przeczytałam ileś tam tomów mangi, która jest rewelacyjna, ja aż palce gryzłam z przejęcia, normalnie wspaniała manga, bardzo inteligentnie poprowadzona fabuła, cała ta kryminalna intryga. No ale z tego powodu tez nie wciągnął mnie film, bo wiedziałam, o co chodzi, a na dodatek w porównaniu z mangą film wydawał mi się mdły. Ale widziałam tylko tę pierwszą cześć, w sumie z ciekawości bym zobaczyła i te pozostałe.

    Yellow Cinema, dzięki za przypomnienie, zapomniałam o tym :-) Kurosawe akurat mam na płytach, raczej rozglądam się za bardziej współczesnymi filmami. Ostatnio ktoś mnie zachęcał do "Survive Style 5".

    Dzięki Asai i pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeśli chodzi o mangi i anime to jestem w tej dziedzinie zupełnie nieobznajomiona:) Dlatego inaczej patrzę na wszystkie ekranizacje.

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Archiwum: