The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

21 października 2010

O tym, co smakowało, a co nie: sushi i ikebana, GACKT i japoński

Mijają jesienne tygodnie, pierwszy raz nie mogę doczekać się zimy i mrozu, na którym myśli przyspieszą, zbiorą się, dadzą się ogarnąć - a nie tak jak teraz, każda myśl sobie, przyśnięta, zapatrzona w deszcz za oknem, głucha na przywoływanie do porządku. Lekcje japońskiego prowadzone są konkretnie i sprawnie, już do domu dostałam zadanie: napisać list po japońsku pismem japońskim... Uh, no tak, nie jestem najbystrzejsza, jeśli chodzi o naukę języków obcych, ale lubię się ich uczyć, więc jednak okazało się, że aby nadążać, muszę uczyć się japońskiego w ciągu tygodnia. Nauki jest całkiem sporo, ale coś to jednak daje. Myślę, że z czasem będę mogła coraz więcej zrozumieć z tekstów japońskich :-) Pisanie kanji, jeśli się pozna właściwą kolejność rysowania kresek, to sama przyjemność :-) Dodatkowo założyłam kolejną podstronę bloga, tylko do nauki japońskiego: Ame-to-umi-nihongo. Zapisuję tam po prostu to, czego się uczę, bo jakoś z internetu mi łatwiej się uczyć niż z zeszytu ;-)

Na korytarzu fundacji japońskiej zawsze leży sporo czasopism japońskich, i właśnie na ostatniej lekcji zauważyłam wśród tych gazet "Pati Pati" grudniowe z 2008 roku - z Gackto na okładce! (*^-^*), złapałam oczywiście od razu, przycisnęłam do piersi i że nie oddam! Sensei spojrzała i, słysząc moje błagalne jęki i westchnienia, spytała się drugiej sensei: "Czy J-san może zabrać sobie gazetę z Gackto-san?". Odpowiedź jednak była taka, że ewentualnie pożyczyć, na zawsze to nie, "bo przecież jest to po to, by każdy sobie mógł popatrzeć". No to pożyczyłam :-D


A tutaj sobie można obejrzeć zdjęcia z tego numeru. To są całkiem duże skany, tak więc nawet zrezygnowałam z odbijania gazety na kolorowym xero :-) W gazecie jest jednak jeszcze artykuł i wywiad, i cały grafik trasy koncertowej zaplanowanej na 2009 rok. Sporo koncertów. Na pewno nie mniej niż dał w tym roku. Poza tym w czasopiśmie jest HYDE, VAMPS, Takanori Nishikawa i sporo znanych wykonawców :-)

W poprzednim tygodniu zaś byłam dwa razy na sushi. Pierwszy raz w życiu spróbowałam japońskiego jedzenia, i cóż... smaki były dla mnie tak obce, nieznane i dziwne, że jadłam bardziej z zaciekawieniem niż ze smakiem. Ale za to oba wyjścia do susharni były w bardzo miłym towarzystwie :-). Najpierw byłam w Susharni So-An na Koszykowej, gdzie zdecydowałam się na kilka porcji małych maki z surowym łososiem:


Łosoś z ryżem całkiem mi smakował, ale jednak te... wodorosty... Do tego wymieszałam sobie pastę wasabi z sosem sojowym, co nie do końca jednak było dobrym pomysłem. W każdym razie do końca dnia czułam się tak, jakbym miała żołądek wypełniony papierem o zapachu ryby.

Następnego dnia zaś wybrałam się do susharni Sushi-go na Nowym Świecie, w której był o wiele większy wybór dań, postanowiłam iść za ciosem, i zamówiłam cały japoński zestaw: zieloną herbatę, zupę miso z grillowanym łososiem sake misoshiru:


którą jadłam najpewniej z dziwnym wyrazem twarzy... nie wiedząc właściwie, poza łososiem, co jem. Jak się dowiedziałam, było to tofu (bleee...) i glony (bleeeee....). Trzeba pamiętać, że to moje pierwsze zetknięcie z tego rodzaju jedzeniem, i jedyne skojarzenie, jakie miałam, to że ktoś zaczerpnął miską wodę w jakiejś przystani japońskiej, i ugotował to, co mu do tej miski wpadło...
Po zupie postanowiłam jeszcze raz spróbować sushi, i wybrałam uramaki - ponieważ myślałam, że nie mają owego "rybiego papieru"...


Jednak miały - ale w środku. Były to jakby sushi zawinięte wodorostami do środka, a ryżem na zewnątrz - uramaki tai grill z grillowaną białą rybą,ogórkiem i z ziarnem sezamu. Były całkiem dobre, szczególnie że tym razem zrezygnowałam z pasty wasabi :-) Mimo wszystko poczucie, że najadłam się czegoś papierowo-wodnisto-powietrzno-rybiego, pozostało. Nie wykluczam, że przejdę się jeszcze nieraz do jakiejś susharni, po prostu, żeby spróbować czegoś nowego :-)
Aha, no i po paru minutach zapomniałam, że jem pałeczkami, skupiłam się na rozmowie, na rozglądaniu się, na smakowaniu potrawy, a pałeczkami jakoś... samo się jadło ;-)

Nie napisałam też wcześniej, przy okazji tańca japońskiego Hany Umedy, o wystawie ikebany w Oranżerii w Wilanowie. Między innymi dlatego, że nie było to coś, co mnie zachwyciło. Raczej zadziwiło mnie. Przyglądałam się kompozycjom kwiatów i gałązek, i czułam, że w samym układzie tych roślin daje się odczuć obcość kultury japońskiej. Czułam obcość tej estetyki bardziej niż gdy oglądam stare japońskie ilustracje czy jak oglądam współczesne japońskie programy rozrywkowe. Nie umiem tego nazwać słowami, tej dziwności, jaką odczuwam, gdy przyglądam się przecież po prostu tylko bukietom kwiatów. Ich forma, ułożenie w przestrzeni, zagarnianie powietrza nie tylko w wysokości, ale i w poziomie, kształt, który zdaje się mówić: "tu jestem na chwilę tylko, z szeroko rozłożonymi ramionami, oddycham najgłębiej jak się da, każdy dotyk może mnie przewrócić, ale w tym momencie to ja jestem najważniejszy". Dziwne, dziwne, jakoś mi się zimno robiło, jak patrzyłam na te ikebany... Byłam też na pokazie układania ikebany prowadzonym przez cztery panie Japonki, które tłumaczyły zasady dobierania, przycinania i układania roślin.



Na dodatek taki układ kwiatów bardzo silnie kojarzył mi się z bukietami na polskich imieninowych pocztówkach z lat 80...

Zdjęcia ikebany robiłam sama; zdjęcia potraw ze stron internetowych wymienionych restauracji japońskich.

15 komentarzy:

  1. :)
    Prawdopodobnie się nie znamy, ale znalazlem Twój blog jakoś tak przez przypadek (chyba przez jakiś link na LJ :)) i pozwolę sobie napisać komentarz :D

    Zazdroszczę tego sushi :P mimo, że raz w zyciu jadlem i mi nie smakowalo, to jednak chcialbym spróbować jeszcze raz :P bo to moje jedyne to bylo robione wlasnoręcznie w domu z kuzynem (i jeszcze ryż mi sie przypalil lekko :P)
    Mogę zapytać (moze gdzieś odpiszesz :P) z jakiego miasta jesteś? ^_^ bo chcialbym wiedzieć gdzie się przejść/przejechać, żeby znaleźć gazetki z Gacktem xD

    A na koniec chcialbym napisać cos, przez co w ogóle postanowilem napisać ten komentarz. A tak wlaściwie, to chcialem Ci podziekować :)
    Nie wiem czemu, ale może coś jest takiego w tych tradycjach japonskich, że jak sie na nie patrzy, lub mysli o nich, to wywolują w czlowieku takie "ekspresje", ale przez te parę zdań, które napisalaś o Ikebanie przypomnialem sobie, za co tak na prawdę pokochalem ten kraj... i nie byly to programy rozrywkowe typu 3xHEY :P ale wlaśnie ta ich dawna, niesamowicie klimatyczna i tajemnicza kultura, za którą po prostu momentalnie zatęsknilem...
    Domo Arigatou :)

    Mam nadzieję, że (jeśli czytalaś ten komentarz :P) nie zanudzilaś sie zbyt mocno :) Oby więcej takich wpisów tutaj jak ten dzisiejszy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kanarek, witaj, dzięki za miły komentarz (*^-^*) Widziałam Twój wpis i profil ma Last.fm. może tam znalazłeś link. Na sushi byłam w Warszawie, we wpisie podałam linki do tych dwóch susharni, w których byłam (jak klikniesz na nazwy restauracji, które podałam we wpisie, to powinny Cisie otworzyć ich strony). Ja bym się nie podjęła robić shushi, tak więc podziwiam, że sam zrobiłeś :-) to musi być chyba jakiś specjalny klejący ryż do tego. Generalnie sushi jest drogie, ale są i tańsze dania (możesz na tych stronach suszarni zobaczyć, są tam chyba podane ceny),i okazuje się, że nawet takimi czterema małymi kawałkami można się najeść.

    Japońskiego uczę się w Fundacji Sakura w Warszawie na Próżnej, adres możesz znaleźć w internecie, mają swoją stronę. Za jakiś tydzień czy dwa, jak zdążę odbić te artykuły na xero, to oddam tę gazetę do fundacji :-) Możesz przyjść tam i obejrzeć :-) A poza tym, na moim blogu jest sporo linków do zdjęć :-) U góry masz tytuł "Wieści z gaktoświata" i tam podane są linki do zebranych informacji z poszczególnych miesięcy. Wrzucam tam wszystko, co wydaje mi się ciekawe. A w ogóle z tym sushi to coś jednak jest takiego, mi niby też nie smakowało, ale mam ochotę jeszcze raz to zjeść :-)

    Pozdrawiam serdecznie, i mam nadzieję, że może znajdziesz u mnie na blogu jeszcze parę ciekawych dla Ciebie rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że zjadłaś sushi i nawet tofu i wodorosty bo są bardzo zdrowe :D Nieco dobrze przyswajalnego białka na pewno Ci się przyda :DDD
    A ikebany mają swój urok wyrafinowanej prostoty, ale podobają mi się tylko niektóre. Masz rację, jest w nich coś chłodnego, wyglądają jak kwiaty zmrożone lodowatym powiewem. Estetycznie nieżywe.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, sushi są fajne pod tym względem, że można się nimi najeść. Co ciekawe, wspominałam to już Miriel, mnie za pierwszym razem też sushi średnio smakowało. Ale coś mnie ciągnęło do tej potrawy i obecnie bardzo ją lubię. Marzy mi sie spróbowanie prawdziwego sushi, w którejś z resteuracyjek na tokijskim targu rybnym, przed świtem...ech...
    Co do misoshiru, czyli, jak to określił któryś z Polaków przebywających swego czasu w Japonii (Bruczkowski, boodajże)"zupy z misia", to ciekawostka: robi sie ja z miso, czyli sfermentowanej soi z dodatkiem zbóż (ryżu, jęcmienia lub pszenicy) oraz soli, a bakterie fermentujące nazywaja się ładnie koji. Przez długie "o":P Takie miso miało różne odmiany, w zależności od rejonu, w którym powstawało i od składników. Pewnie dlatego ta zupa ma taki specyficzny, dziwny smak:)
    A co do gazetki z Gackto - no to był prawdziwy uśmiech losu!

    OdpowiedzUsuń
  5. Porcelanko, dziękuję za komentarz. Chyba w ikebanach (jak i w bonsai) razi mnie tak mocne naginanie natury do własnej estetyki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Żabko, myślę, że jednak kuchnia japońska to nie będzie moja ulubiona sfera japońskiej kultury :-) Ale cieszę się, że spróbowałam trochę tego jedzenia :-)

    Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo ciepła i uśmiechu :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miriel, sushi bez wasabi, powiadasz? :-D Ciekawe, co by na to Gackt powiedział;-). Tofu jest bardzo dobre i zdrowe!:-) (o ile dobrze podane...:-))
    A ja właśnie niedawno w Empiku wśród książek kucharskich natknęłam się na książeczkę o sushi i sobie poczytałam, dowiadując się strasznej prawdy, że mieszanie wasabi z sosem sojowym w miseczce (jak nauczył mnie ktoś tam) jest uznawane w Japonii za wyjątkowo nieestetyczne :-).

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe nasze europejskie skojarzenia z ikebaną, dla mnie też te kompozycje są jak "nieżywe", raczej jak minimalistyczne rzeźby z martwej materii niż rośliny - choć wiele jest bardzo pięknych, np.
    http://www.brisbanemartialarts.com/images/Ikebana-2.png -
    ale wikipedia głosi, że "ikebana" znaczy "giving life to flowers"! :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię sztukę wnętrz i rośliny i klimaty międzykulturowe:-), więc poszperałam trochę w necie i natknęłam się na piękny blog o... ikebanie:-) - autorzy: "Ikebana artist and professional photo/video journalist, wife and husband." Przyznam, że sfotografowane prace zrobiły na mnie wrażenie, wiele jest naprawdę, naprawdę bardzo pięknych...

    http://zen-images.blogspot.com/search?updated-min=2010-01-01T00%3A00%3A00%2B01%3A00&updated-max=2011-01-01T00%3A00%3A00%2B01%3A00&max-results=2

    OdpowiedzUsuń
  10. Kamila, dziękuję za komentarze :-) Sprawdziłam podane przez Ciebie linki. Zdjęcia na tym blogu z ikebaną wyglądają dla mnie jak "sztuka współczesna", która do mnie nie przemawia. Tak jak napisałaś, kojarzą mi się raczej z rzeźbą, z instalacją, równie dobrze mogłyby być z drutu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiesz, dzięki twojej podstronie o japońskim zabrałam się za nauke hirigany. I o dziwo, mimo że w zasadzie cały zeszły rok miałam taki zamiar, teraz nawet szybko mi poszło.
    zaczęłam też wreszcie czytać dalej:
    http://www.guidetojapanese.org/learn/grammar
    tą stronę, wcześniej przestałam po wstępie.
    Ciekawe na ile starczy mi zapału;)

    OdpowiedzUsuń
  12. To super! Sensei polecała nam ostatnio jakiś podobno bardzo fajny program komputerowy do nauki znaków i słówek :-) Jak go przetestuję, to dam Ci do niego linka :-) Życzę powodzenia i niesłabnącego zapału :-) Ja miałam ostatnio zadaną do domu pracę - napisać list po japońsku. No i oczywiście napisałam list do Gackto. Tak śmiesznie to wyszło, bo pisałam o tym, o czym potrafię napisać, a więc, że pracuję, że lubię książki, że byłam w kinie, a potem w restauracji na obiedzie, a potem wróciłam do domu i słuchałam japońskiej muzyki. Oczywiście nie wyślę mu takiego listu :-) To taka zabawa, ale za to mobilizuje do pisania po japońsku (i do nauki katakany :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja utrwalam hiriganę przepisując piosenki G, oczywiście z romanji. Dzięki temu tak szybko poszło, szkoda że nie wpadłam na to wcześniej.
    Jak kiedyś pisałam, niedługo opanujesz język na tyle że będziesz zamieszczać tu jakieś własne tłumaczenia:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Susharnie mega w środku :O w pozytywnym znaczeniu oczywiście ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Łee ,a było gwizdnąć po kryjomu.Madzia.

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Archiwum: