The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

30 września 2010

Na chińskim cesarskim dworze

I'm dazed and confused... od kilku dni. Postanowiłam sobie, że nie będę narzekać, wcale ale to wcale, ani odrobinki. A już na pewno nie na własnym blogu. Dziś rano obudziło mnie szarpnięcie za ramię. Ocknęłam się, a tu jakiś facet stoi nade mną i mówi: "Zaspała pani". Rozglądam się, a ja jestem w pustym autobusie, i to kierowca wstał na światłach, by podejść do mnie i mnie obudzić. No tak, wyszłam z tego autobusu, jak zawrócił na powrotny przystanek, na deszcz i zimno, brrr... W pracy cały dzień słuchałam "Dazed and Confused", "Whole Lotta Love" (czyli "tego utworu z orgazmem w środku") i "Baby, I'm Gonna Leave You".

Wieczorem zaś wybrałam się na koncert chińskich wykonawców zorganizowany w ramach Festiwalu Skrzyżowanie Kultur. Powiem tak, na pierwszym zespole Mamer - chińskich Kazachów grających stepowy alternatywny folkrock - zasypiałam. Na pewno było to coś ciekawego - bas, perkusja i dwie dwustrunowe dumbre, śpiew po kazachsku (słyszałam tam ukraiński akcent, nie wiem nawet dlaczego tak mi się to kojarzyło, ale przypominali mi z brzmienia alternatywny ukraiński zespół Vij), ale zbyt mało melodyjna była to dla mnie muzyka.

Bei Bei z zespołu Xi'An Sí, 
grająca na pipie.
Następnym zespołem był kwartet - zapowiedziany jako smyczkowy, choć był tam tylko jeden instrument smyczkowy. Panie - piękne Chinki - wyszły na scenę w przepięknych kreacjach, zwiewnych sukniach z tiulowymi rękawami do ziemi, haftowanych i zdobionych złotym i srebrnym brokatem. Koncert zespołu Qing Mei Jing Yue okazał się bardzo przyjemny zarówno dla uszu, jak i dla oczu. Panie grały na pięknych tradycyjnych chińskich instrumentach, były to: guzheng, erhu, pipa i yangqin.

Mnie zachwycił guzheng, przypominał mi trochę japońskie koto. Panie zaprezentowały tradycyjną muzykę chińską - chciałoby się powiedzieć - dworską. Wyglądały jak damy dworu grające przed cesarzem, delikatnie się uśmiechając, błyskając brokatami, z gracją szarpiąc i uderzając struny instrumentów. Wplotły też do utworów dwa polskie akcenty - fragment muzyki Chopina (ja niestety nie rozpoznałam tego utworu, ale rozpoznałam, że to Chopin), i utwór z repertuaru Mazowsza: "Kukułeczka kuka". Oczywiście w chińskiej aranżacji ;-)

To teraz przedstawię panie i instrumenty, i od razu dodam, że wszystkie cztery panie są profesorami Centralnego Konserwatorium Muzycznego w Pekinie.

Gra za instrumencie guzheng.

Na najpiękniejszym dla mnie instrumencie - guzheng 古箏 - zagrała Fan Weiqing - w pięknej zielono-złotej sukni, z długimi tiulowymi rękawami do ziemi - która poza pracą na uniwersytecie i graniem w zespole zajmuje się nagrywaniem płyt solowych. Założyła Pekińskie Studio Guzheng i Centrum Kultury Muzycznej, w którym studenci uczą się gry na tradycyjnych chińskich instrumentach. Guzgeng - jest tradycyjnym chińskim instrumentem o ponad dwutysiącletniej tradycji. Pierwotnie zbudowany był z ramy bambusowej, na której naciągano jedwabne struny (obecnie nylonowe).

 Fan Weiqing na okładce swojej płyty 
"the Moon Over the West River".

Grano na nim zarówno na dworze cesarskim, jak i wśród ludu. Hou Jin, mistrz w okresu Han, napisał, że dźwięk guzheng dotyka niebios. Prawą ręką uderza się struny, zaś lewą naciska je, modulując wibracje dźwięku. Około IX wieku liczbę strun zwiększono z pięciu do 13 (obecnie chyba ponad 20). Aż do końca XIX wieku był to bardzo popularny instrument, i aranżowano na niego również utwory klasyczne, jak i popularne.

 Li Kai z zespołu Xi'An Sí grająca na guzheng.

Piękna Yu Hongmei - w czerwonej sukni bez rękawów, zdobionej złotem - grała na erhu 二胡. - instrumencie smyczkowym. Jest to wielokrotnie nagradzana solistka, która grała w Bostonie i w Carnegie Hall. Ech, to było coś pięknego, nie da się opisać tej gracji. A więc video, udało mi się znaleźć właśnie Yu Hongmei grającą wśród mgieł na erhu, proszę:



Gra na erhu.
Dla mnie one wyglądają, jak dwie elfki z Rivendell :-) Erhu to rodzaj dwustrunowych skrzypiec - w utworach tradycyjnych ma ten charakterystyczny dźwięk kojarzony przez Europejczyków z Dalekim Wschodem - instrument brzmi jak kobiecy głos, czasem jak łkająca kobieta, zawodząca wysokim głosem smutną pieśń. Erhu trafił do Chin w X wieku z Centralnej Azji. Nazwa tego instrumentu pochodzi od słów "dwa" (od dwóch strun) i "instrument barbarzyński".

Na pipie 琵琶 zagrała Yang Jing - w błękitno-srebrnej elfickiej sukni - która jest członkiem grupy ekspertów Narodowego Komitetu Kwalifikacji Zawodowych ds. pipy (ale to brzmi :-))), również solistka, w której dorobku znajduje się wiele płyt. Czymże jest ten instrument o wdzięcznej nazwie? Wygląda dla mnie - laika - jak chińska lutnia, a ze sposobu grania kojarzy mi się z mandoliną. Na swoje stronie Yang Jing pisze: 10 fingers, 4 strings, amalgamate sounds of heaven and earth. Pipa jest czterostrunowym instrumentem szarpanym, pojawiła się w Chinach w III wieku. Spokrewniona jest w japońskim instrumentem biwa. Ze wszystkich czterech instrumentów dźwięk tego podobał mi się najmniej.

I czwarta pani - Liu Yuening w białej sukni iskrzącej się na srebrno - zagrała na yangqin. Instrumencie strunowym, na którym gra się pałeczkami. Yangqin wydaje dźwięk podobny do guzheng - razem brzmią niby dwie harfy dźwięczące niczym śpiewający deszcz. Znalazłam nagranie, na którym Liu Yuening gra na yangqin, niestety jest to tylko krótki fragment, ale oddaje brzmienie tego instrumentu:



Źródła informacji: Xi'An Si, Skrzyżowanie Kultur,Yang Jing, TCT.

27 komentarzy:

  1. Dostaję sms-a i odczytuję na głos: "Pozdrowienia z koncertu ... etnicznej muzyki chińskiej". Na to Kacper: "Tato odpozdrów Miriel". Co niniejszym czynię.

    Pozdrawiam

    MemeL

    OdpowiedzUsuń
  2. O to musiało być ciekawe. Szkoda, ze u mnie w okolicy nie ma czegoś takiego. Chyba, że jest ale nie mam możliwości o tym wiedzieć. T__T

    OdpowiedzUsuń
  3. Był kiedyś taki dzień kiedy intensywnie szukałam na yt utworów na erhu. Pozostały dwa zapisane kawałki... I raczej smutno mi się kojarzył, a ty tu wkleiłaś pogodny utwór.
    Patrząc na pogodę za oknem taka wschodnia muzyka idealnie pasuje. chyba wznowie poszukiwania:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawe jest to, co piszesz o tradycyjnych chińskich instrumentach. Artystki grające na erhu są zjawiskowe i aż się wierzyć nie chce że tyle dźwięków można wydobyć z dwóch strun.

    OdpowiedzUsuń
  5. Memelu, dziękuję za pozdrowienia i uściskaj ode mnie Kacpra :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Beauti, może coś jest, ale na pewno się o takich rzeczach głośno nie mówi. Warto szukać w internecie, w końcu nie mieszkasz w małym mieście ;-) A słyszałam, że w Trójmieście czasem są organizowane japońskie koncerty :-) więc też się ciekawe rzeczy dzieją.

    OdpowiedzUsuń
  7. Asai, życzę pogodnej jesieni i pięknej muzyki :-) Ja się też trochę rozejrzę za taką muzyką. Jest bardzo nastrojowa, i rzeczywiście jesienna.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiewiórko, dziękuję :-) To erhu mnie zachwyciło :-) Okazało się, że kolega z pracy był w Chinach i ma dużo chińskiej tradycyjnej muzyki, pogadam z nim, może znajdzie w swojej kolekcji coś takiego :-) I cieszę się, że Ci się podobało, co napisałam (*^-^*). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. To musiał być piękny wieczór! Świetnie, że Ci się udało na taki koncert wybrać. Dla mnie to bardziej Laiquendi, niż mieszkańcy Rivendell, ale jakby nie patrzeć - Daleki Wschód ma w sobie coś elfickiego :) Tylko jedno ale - wole taka muzykę bez nowoczesnych i nieco plastikowych podkładów - jak w przykładzie z video. Tutaj idealna jest muzyka do Hero. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Sirielle, "Hero" oglądałam właśnie niedawno, ale tak mnie zachwyciły kolory i piękne poetyckie sceny jak ze snu w tym filmie, że nie zauważyłam muzyki :-).

    OdpowiedzUsuń
  11. W takim razie naprawimy to w sobotę, w końcu mam tam temat Domu Feanora i Nerdaneli - zapewne związek niezrozumiały dla nikogo poza mną ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hm, Feanor i Nerdanela, to na pewno jest noldorskie, więc już się cieszę :-) (chińsko-noldorskie, to dopiero!) Sobota i niedziela to będzie wspaniała uczta muzyczna :-D

    OdpowiedzUsuń
  13. Wyczytałam, że słuchałaś vanyarsko-noldorskiej kapeli rockowej ;) Led Zeppelin, no to będzie miks wybuchowy muzyki pokoleń wmieszanej do Ardy i nie tylko ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak, główny Vanyar Robert Plant :-) weź jednak Zeppelinów, to chociaż fragmentami obejrzymy :-)) Ale masz ten koncert z którego roku? (chodzi mi o to, czy jak był młodym i pięknym Vanyarem, czy jak już wyglądał jak król Theoden? ;-))(wybacz, ale na jednym zdjęciu widziałam, że wyglądał naprawdę jak król Theoden! :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Z czasów Vanyarskich :D
    "The Song remains the same"
    (to zdaje się z tego koncertu http://www.youtube.com/watch?v=vVHMrO-z0Og )
    i płytę dołożoną do składanki "Mothership". Wezmę obie, tej drugiej jeszcze sama nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dźwięki erhu to czysta poezja. Nie pozostaje nic innego jak zatopić się w melodyjnym pięknie opowieści chińskich i beztrosko marzyć. Dziękuję Ci bardzo za kolejną muzyczną wędrówkę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję Aikoen, miło mi gościć Cię na blogu :-) Widzę, że słuchasz chińskiego wykonawcy, który gra na erhu - Lei Qianga. Ja od wczoraj słucham pani Yu Hong Mei :-) Bardzo spokojna, kojąca muzyka :-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Miriel kochana, ja Cięe bardzo proszę, mów mi ilekroć znajdziesz namiar na takie czary, ja zrobię, co w mojej ogólnej niemocy, by jakoś się stawić... To piękne, co wynajdujesz. I pomyśleć, ze czarodziejki musiały grać w wychłodzonym pewnie namiocie pod PeKiNem!

    Mad Lane

    OdpowiedzUsuń
  19. Mad Lane droga, a wyobraź sobie, że ja na ten koncert poszłam sama... po prostu byłam przekonana, że Ty nie masz ani minuty czasu po pracy. Na drugi raz będę się pytała :-) Tak, to było w namiocie pod Pałacem, ale nie było tam aż tak zimno.

    Życzę Ci przemiłego weekendu, ciepłego i rodzinnego, dużo spokoju, uśmiechu i kuruj się :-) I ładuj baterie czymś pozytywnym! :-))

    OdpowiedzUsuń
  20. Dopiero teraz skojarzyłam: chiński koncert pod Pekinem! ;-D

    OdpowiedzUsuń
  21. Po prostu piękne^^ Idealnie słuchało się tego w taką mglistą noc jak dzisiejsza.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Lladia, cieszę się, że Ci się spodobało (*^-^*) Pozdrawiam serdecznie i życzę pięknych snów :-).

    OdpowiedzUsuń
  23. Oglądam zdjęcia i myślę, że artystki są piękne i mają delikatna, elficką urodę, dalej czytam: "jak dwie elfki z Rivendell" - dokładnie :D I w dodatku z tytułem profesorkim :) Jak one to robią, że wyglądają jak dziewczęta? :) Bardzo ładne to nagranie :)

    Współczuję wydłużonej jazdy autobusem w taki deszcz...

    OdpowiedzUsuń
  24. Porcelanko, dziękuję. Tak właśnie się zastanawiałam, czy taka muzyka może Ci się spodobać :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. jest bardzo ładna, zarówno melodycznie jak i wizualnie. Sama przyjemność :)))

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Archiwum: