The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

2 września 2010

Gdańsk, jarmark, wieża i carewny

Byłam ostatnio w Gdańsku. Całkiem lubię to miasto, choć przyznam, że jak parę lat temu trafiłam do niego późnym popołudniem we wrześniu, i zastałam ciemne, ponure stare miasto z pozamykanymi sklepami i restauracjami, to straciłam trochę sympatii do tego miasta.


Teraz jednak, wciąż w sierpniu, przyjaciółka zabrała mnie na stare miasto skąpane w letnim upale i gorącym słońcu, stare miasto rozbrzmiewające gwarem Jarmarku Dominikańskiego i niemiecką - być może bawarską - muzyką.


No i znów polubiłam tę część miasta, choć przyznam, że większą sympatią darzę gdańskie osiedla domków jednorodzinnych, nowy Stadion Gdański (do którego mam wielki sentyment, szczególnie że jakiś czas temu chodziłam po terenie budowy stadionu podziwiając z wysokości górnych trybun krzyżujące się linie schodów i dźwigów), a także gdańskie lasy bukowe.

Ulica Mariacka, należąca niegdyś do zamożnych kupców i złotników.

Bardzo się cieszę z tej wycieczki do Gdańska, z niespiesznego spacerowania wśród kupców sprzedających dziwne starocie, wyglądające na magiczne przedmioty. Patrzyłam zafascynowana na te nieprzeliczone dziwne eksponaty wystawione na sprzedaż, które równie dobrze mogły był 200-letnimi antykami, jak i świetnymi podróbkami "made in China", co dla mnie było nie do odróżnienia. Najbardziej podobały mi się wielkie stare żelazne zamki do drzwi. Na ulicy, gdzie sprzedawano rękodzieło zaś najbardziej podobały mi się wyroby z lanego szkła - wielki niekształtne misy o pofalowanych lub załamanych brzegach, więżące w sobie pęcherzyki powietrza.

Bazylika Mariacka.
Pobyt w Gdańsku wspominam jak sen - pamiętam tylko obrazy, jak ujęcia filmowe, trudno jednak połączyć mi je w jakąś linearną opowieść-wędrówkę po mieście. Byłam w "Restauracji Kresowej" - miejscu, które wyglądało, jak mieszczańsko-carska rosyjska restauracja, w której były jasnozielone i złotokremowe ściany, i mosiężne kinkiety z wyobrażeniami orłów na ścianach. Przywitały nas ubrane na czerwono i złoto "carewny"-kelnerki z diademami na głowach, mówiące z miękkim zaśpiewem. Zamówienie zebrała od nas sama właścicielka restauracji, pani Tatiana. Jedzenie było pyszne :-) A dodatkowo atmosferę umilały śpiewane na żywo stare rosyjskie piosenki.


Byłam też na wieży. Spoglądałam z niej na gdańskie stare miasto, na obrzeża starego miasta, na pozostałości murów i wałów obronnych, na bramy, ulice, kamienice i kościoły. Nie opuszczało mnie wrażenie, że patrzę na kartonową makietę miasta i wycięte z papieru pastelowe fasady kamienic ;-)

5 komentarzy:

  1. Trzeba było mówić, że jedziesz do Gdańska, to byśmy się jakoś spiknęły może. :<<

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam Cię do zabawy "To lubię". Szczegóły znajdziesz tutaj -> http://wiewiorek.blogspot.com/2010/09/to-lubie.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Beauti, nawet nie miałabym chwili na spotkanie, ponieważ w niecałe trzy dni zmieściłam morze, Gdańsk i Malbork :-) Ale może kiedyś się zobaczymy, oby przy okzji jakiegoś ciekawego koncertu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oby przy okazji kolejnego koncertu GACKTa. ;)

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Archiwum: