The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

17 sierpnia 2010

Troki - Miasto na Jeziorze

Podczas jednodniowej wycieczki na Litwę zdążyliśmy również zajechać do Trok (a myślałam, że Troków, ale Słownik ortograficzny wyprowadził mnie z błędu). Jest to miejscowość znajdująca się niedaleko Wilna, położona na wyspie na jeziorze - a właściwie na lądzie, który z czterech stron świata otaczają cztery jeziora: Galwe, Tataryszki, Łuka i Giełusz. Miasto to ma długą sięgającą średniowiecza - XIII wieku i księcia Giedymina - historię i ciekawych mieszkańców, którzy przez wieki je zasiedlając sprawili, że okolica ta jest ciekawą etniczną mieszanką: Troki zamieszkują Litwini, Polacy i Karaimi - wywodzący się od tureckich Chazarów wyznawcy odłamu judaizmu, który uznaje jedynie Stary Testament i odrzuca późniejszą tradycję. Pięć kilometrów od miejscowości znajdują się Stare Troki, które niegdyś były stolicą Litwy.

Mnie zaciekawiła sama nazwa miasta, które po litewsku brzmi "Trakai", co od razu skojarzyło mi się z Trakami (ludem zamieszkującym niegdyś Półwysep Bałkański), szczególnie, że po litewsku ich nazwa - Trakowie - brzmi identycznie, jak nazwa miejscowości: Trakai.

W Trokach najbardziej do gustu przypadły mi się architektura i rosół. Przeszłam się ulicą ciągnącą się wzdłuż wyspy, po której obu stronach stoją urocze drewniane domy, pomalowane na ładne żywe kolory: zielone, żółte, czerwone. Pomiędzy budynkami stała jednak wyróżniająca się, specyficzna budowla, która wyglądała na świątynię. Okazało się, że jest to XVIII-wieczna kienesa karaimska.

Na obiad poszliśmy do karaimskiej restauracji Kybynlar, której menu możecie zobaczyć tutaj. Jedzenie było bardzo dobre! :-) choć ja, z powodu mojego pokoncertowego pochorowania się - zaryzykowałam jedynie rosół (ale za to podwójny!) i pieczone jabłko. Spoglądałam tylko zazdrośnie na jedzone obok mnie kybyny - pieczone karaimskie "pierogi" z nadzieniem.

Zamek w Trokach zobaczyliśmy jedynie z daleka i z okien samochodów, mieliśmy tego dnia za sobą zwiedzanie Wilna, było późno, a musieliśmy jeszcze przejechać wiele kilometrów do Polski. Może kiedyś wrócimy do Trok, a wtedy - po najedzeniu się w karaimskiej restauracji - pójdziemy i na zamek :-).

A oto drewniane karaimskie domy. Za nimi znajdowały się ogrody, które schodziły do jeziora.




4 komentarze:

  1. Są jeszcze miejsca gdzie można poczuć oddech dawnej Rzeczypospolitej. Nie nie Polski, nie Rzeczypospolitej Polskiej, ale po prostu Rzeczypospolitej, państwa Polaków, Litwinów, Rusinów i wielu innych nacji.

    MumakiL

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, Memelku, za komentarz, jest mi bardzo miło, że czasem tu zaglądasz :-)) Do Trok chętnie bym jeszcze raz kiedyś pojechała, i właściwie bardziej mnie zainteresowały niż Wilno. Szkoda, że nie mieliśmy czasu na spacer po tej miejscowości. Ale może uda się kiedyś następnym razem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Może za rok. Kto wie. My na 99% procent pojedziemy na Suwalszczyznę. Więc będzie blisko. :)

    MumakiL

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałaś zdecydowanie więcej w Trokach niż ja. Mnie w głowie kołacze się tylko stół w restauracji, śliczne, czarnookie dziecko i, zauważony kątem oka w czasie brania zakrętu, zamek na wodzie.
    Fajnie, że mogę u Ciebie zobaczyć co widziałam ;)

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Archiwum: