The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

18 lipca 2010

Stres przedwyjazdowo-koncertowy

Jestem wymęczona psychicznie i emocjonalnie. Powtarzam sobie co chwila, że jestem już za stara na takie przeżywanie koncertu. Że nie dam się zwariować i że nie zamienię się w piszczącą fangirl. Przecież naprawdę byłam już w życiu na niejednym koncercie, ale najwyraźniej żadnego nie przeżywałam aż tak... Różnic jest jednak wiele... na przykład to, że w tym przypadku jest duży kontakt między wykonawcą a jego fanami. On się zwierza prawie że fanom, zdaje się nie mieć bliskich osób obok siebie, nie rozstaje się ze swoim laptopem bez względu na wszystko, ludzie mu odpisują, on ma oczy otwarte i reaguje na różne rzeczy, które dotyczą jego fanów. I tworzy się jakaś zależność, jakieś złudzenie zależności lub powiązania z kimś, kto przecież jest super gwiazdą po drugiej stronie kuli ziemskiej. Ale intensywność tej wymiany informacji (on ostatnio pisze naprawdę długie wpisy na swoim blogu co drugi dzień) sprawia, że każdy dzień w zasadzie fani zaczynają od sprawdzenia "co tam dzisiaj u Gackto"... Właściwie należało by powiedzieć, że to nie jest zależność, a... uzależnienie. Teraz przed koncertem to w ogóle jakiś obłęd. Co godzinę, co dwie sprawdzam, czy coś nowego wiadomo, czy jakaś nowa relacja z koncertu londyńskiego, który był przedwczoraj itp.

Skalę histerii oddaje to, że ludzie koczowali pod klubem londyńskim już dzień wcześniej, a pod klubem francuskim (koncert jest właśnie teraz, dzisiaj) od tygodnia... Potem, od rana, przez kilkanaście godzin w kolejce, aby jako pierwsi wejść (wpuszczają do klubu od 17.00) i dostać się na sam przód barierek. Sms od jednej znajomej, która dzisiaj od rana czekała w kolejce przed klubem w Paryżu, dostawałam dziś co kilka godzin. O 15.00 podjechał autobus z GackJob, i zobaczyła Gackto. Powtarzam sobie, że ja i tak przecież będę go widziała podczas całego koncertu, więc nie muszę czekać pod klubem od rana... Pójdę coś zjeść i się zameldować w hotelu, żeby potem na koncercie nie zemdleć.

Koncert londyński to był jeden wielki pisk rozhisteryzowanych kobiet, które stanowiły prawie 90 procent fanów. Gdy GACKT zdjął krawat i koszulę podczas "Lu:na", to był jeden dziki kocioł, a rzucone w tłum krawat i koszula zostały w sekundę rozszarpane zębami (!) na strzępy. Zastanawiam się, co by się stało, gdyby GACKT niechcący spadł ze sceny, przecież te kobiety by - jak piranie - go rozszarpały... Podobno był trochę zdziwiony i może trochę zaskoczony żywiołowością publiczności, ale może mu się to podobało. On jest szczęśliwy, jak tłum go kocha. Ktoś na Lastfm napisał: "At one point Gackt said 'Show me how much you love me' and we all screamed. Then I'm pretty sure he said 'Show me how much you want to fuck me'~ I almost flipping passed out." W internecie ludzie chwalą się tymi strzępkami wymiętej koszuli, odurzeni jej zapachem. Jeden fan - mężczyzna - napisał, że z koncertu wyszedł ogłuszony piskiem kobiet, które pchały się do przodu ku scenie i mdlały.

Z jednej strony trochę mnie to przeraża, z drugiej fascynuje, że są jeszcze tacy wykonawcy, którzy wzbudzają takie emocje wśród fanów. Nie wiem, czy takimi uczuciami Europejczycy darzą tylko Japończyków, ale nie spotkałam się obecnie z takim zjawiskiem wobec europejskich czy amerykańskich wykonawców. Lladia, która była kilka dni temu na koncercie Versailles w Budapeszcie, napisała, że w pewnym momencie HIZAKI "zszedł ze sceny, stanął koło barierki i dał się dotykać." A więc oni zdają sobie sprawę, że fani chcą ich po prostu dotknąć, i - o ile się nie boją - to na to pozwalają, z pełnym zrozumieniem tej potrzeby ;-)) GACKT może nie lubi, jak go ktoś obcy dotyka, a może się boi. I jeszcze przypomniało mi się coś, co znalazłam na blogu Lladii:



Jest to "free hug" zorganizowane dla fanów przez koreański zespół CNBlue :-) Bardzo sympatyczne :-))

Kyotaku napisała: "Koleżanka zrobiła śliczną flagę "Poland loves Gackt" i mieli ją wywieszoną, kiedy przyjechał ^ ^ Ja z chłopakiem miałam biało-czerwone wristbandy i całą zgrają reklamowaliśmy Polskę ile wlezie do kamery po parę razy ;p". Lladia napisała, że dziś w Paryżu mówiła do kamery po polsku :-) Tamiko w Monachium będzie miała polską flagę :-) Niech GACKT wie, że ma polskich fanów :-))
No to się pakuję... Bo jutro po pracy jeszcze muszę kupić jedzenie dla kotów, potem japoński, wtorek znowu japoński wieczorem  - dam do sprawdzenia mojej sensei tekst japoński, który zamierzam powiedzieć do telewizji japońskiej, a w środę jadę :-) Koleżanka koleżanki, z którą jadę, która była na koncercie w Londynie, powiedziała, że koniecznie mamy założyć na koncert glany, jeśli nie chcemy mieć stratowanych nóg :-) i mam nadzieję, że w Monachium będzie bardziej kulturalnie, bo już teraz fani się nawzajem napominają, żeby bardziej na siebie nawzajem uważać.

I taki cudowny gif jeszcze na koniec :-)) - fragment wycięty z najnowszego teledysku Gackto do utworu "Ever" (thanks to Dyan):

4 komentarze:

  1. powinnaś się cieszyć i radować, że możesz jechać. nie przejmuj się tym w taką złą stronę. ja na Twoim miejscu starałabym się czekać cierpliwie i oszczędzać siły psychiczno-fizyczne na dobrą zabawę. heh, ciekawe, z jaką psychą przyjedziesz po koncercie, aż nie wiem, czy chcę wiedzieć ;)

    jeżeli on cieszy się na widok rozhisteryzowanych panien, to chyba dobrze. nie dziwię się, przecież kisiel w majtach na jego widok to chyba coś całkiem normalnego.

    reklamujcie jakoś tę Polskę, przynajmniej po to, by wiedział, że ma tutaj fanów. bo to, czy przyjedzie do naszego kraju, czy nie, zależy tylko od niego i od tego, czy mu się to opłaci. nawet, jeżeli stawaliby wszyscy na głowie, nie możemy zrobić nic, jak tylko wymachiwać flagami.

    powodzenia Ci życzę, mam nadzieję, że dobrze się będziesz bawić. i zapamiętaj jak najwięcej, nie pozwól, żeby ta chwila zrobiła Ci sieczkę z mózgu, nie możesz niczego przegapić! :) chociaż, cóż ja mówię, to na pewno będzie przeżycie na wielką skalę, na pewno będziesz pamiętać to do końca życia ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Teinei, dzięki za komentarz :-) Oczywiście, że się cieszę, ale w tej radości jest tak dużo emocji, że to jednak jest stresujące ;-) Będę reklamowała Polskę, jeśli tylko będzie taka możliwość, z Lasta wynika, że niejedna polska flaga będzie :-)

    Myślę, że on mógłby spokojnie do Polski przyjechać, i mam trochę inne zdanie, niż niektórzy pisali na Laście. W Polsce są organizowane różne niszowe koncerty (np. w Warszawie), których ceny biletów sięgają 300 zeta, np. jakiś czas temu niewielki koncert Lisy Gerrard. I ludzie przychodzą. Tylko że to nie są wtedy koncerty masowe. I jestem pewna, że gdyby następnym razem GACKT przyjechał z trasą do Europy, i chciał mieć koncert w Polsce, to myślę, że organizatorzy mogą być pewni, że wszystkie bilety zostaną wyprzedane ;-) Bo tysiąc czy dwa tysiące osób spokojnie znajdzie się w Polsce i z krajów sąsiadujących, które zapłacą te dwie stówy na przykład.

    Dzięki, Teinei, zamierzam zapamiętać jak najwięcej :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że czas Ci szybko leci i dzisiejszą noc zmęczona prześpisz pokrzepiającym snem. :) Uszki do góry, przygoda właśnie się rozpoczyna, i to jaka miła :D

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Archiwum: