The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

24 lipca 2010

GACKT YFC - Monachium 22.07.2010

Post będzie edytowany. Powoli uzupełniam go zdjęciami i nowymi informacjami :-))


Jestem. Wróciłam z Monachium po 20 godzinach jazdy autokarem. Widziałam Gackto. To był koncert mojego życia. Tylko że teraz na razie nie bardzo mogę coś napisać. Teraz w głowie mam tylko migawki z tego, jak tracił przytomność, jak upadał, jak spadł ze swojej skrzynki, na której śpiewał, jak spadł na barierkę i wpadł w ludzi, którzy podtrzymali go na rękach, zupełnie osłabły. Wszystko w ogóle znikło, przestałam widzieć i słyszeć cokolwiek. Pod koniec koncertu już nie wiedział, co się dzieje dokoła, tylko patrzył na ludzi, i chwiał się na nogach, tak że Chacha i You z dwóch stron złapali go za ramiona, by znowu nie upadł, a on jakby zasłabł na chwilę, wisząc pomiędzy nimi. Chciałam, żeby ten koncert się skończył, żeby on już nie śpiewał, albo żeby po prostu był na tej scenie, nie musiałby śpiewać ani nic mówić, a ja mogłabym krzyczeć "Gack-to! Gack-to!" przez całą następną godzinę. Pod koniec jeszcze podszedł na skraj sceny i musnął palcami wyciągnięte w jego stronę ręce ludzi.

Następnego dnia, gdy wracałam autokarem, rozpłakałam się, dopiero wtedy, słuchając na mptrójce jego muzyki. Słuchałam jej całą noc ze łzami w oczach, i dopiero około 5 rano zasnęłam. Przed jakąś półgodziną weszłam do domu, zajrzałam na bloga Gackto i rozpłakałam się znowu. To jest dla mnie strasznie bolesne, jak on tak pisze. Jak pisze dokładnie o tym, co ja widziałam. Boję się o niego. Napisał o krwi w ustach, i tym, że tracił przytomność w trakcie koncertu, i potem nie wiedział, gdzie jest. Dziś ostatni koncert europejski. Będzie nagrywany przez telewizję japońską. Boję się, że GACKT znów będzie chciał dać z siebie wszystko. Boję się, by nie oddał zbyt wiele :-(

To jest wpis z bloga Gackto w tłumaczeniu Amaiakuyume. Opis koncertu, na którym byłam. Straszny jest ten wpis :-(

Tak zaczyna się najnowszy teledysk Gackto do " Ever".


A tu teledysk:




W teledysku występują: GACKT; Guitar: You Kurosaki (from GacktJOB); Guitar: Shun (from Duel Jewel); Bass: Ni~ya (from ナイトメア); Drums: TSUKASA (from D'espairsRay)

Tak właśnie wyglądał, miał taką fryzurę, taki makijaż z kryształkami pod lewym okiem, i był piękniejszy niż to można sobie wyobrazić. Żadne zdjęcie tego nie oddaje. I śpiewał właśnie tę piosenkę. Tylko był inaczej ubrany i nie miał tego kapelusza. I śpiewał bardzo dobrze, nie można mieś do jego głosu żadnych zastrzeżeń. Głos mu zaczął się łamać i niknąć dopiero, jak zaczął mdleć. Ja kocham tego faceta, bez względu na to, że doprowadza mnie do płaczu ostatnio i bez względu na to, jak śmiesznie tańczy ;-). Bo właśnie do tej piosenki dokładnie tak śmiesznie tańczył na tej skrzynce :-)) a do tego był już wtedy tylko w samych spodniach.

A to fragmenty z koncertu z Monachium. Po "Jesus" już osłabł, na "Flower" już dwa razy  upadł i walnął kolanami w skrzynkę. "Kagero" to już chyba nie kumał, co się z nim dzieje, cały czas się chwiał na nogach i leciał z nóg.. Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy spadł ze sceny, ale nie przed "Flower". Tutaj można zobaczyć po fragmencie prawie każdego utworu. I jak on się cudownie uśmiechał na końcu. To był najpiękniejszy uśmiech, jaki w życiu widziałam. 



Tutaj widać ten uśmiech i niestety te momenty, kiedy się gubił, i robiło mu się słabo. To jest najpiękniejsza istota, jaką kiedykolwiek w życiu widziałam. Żadne zdjęcie (a mam ich parę tysięcy) nie oddaje nawet w części, jak on wygląda na żywo. A wygląda jak wcielone bóstwo. Starał się stać samodzielnie na scenie do końca koncertu, mimo że się potykał o własne nogi, i You i Chachamaru musieli go łapać za ręce, żeby się nie przewrócił.



Aha, no w pewnym momencie byłam pół metra od niego. To było po "Lu:nie", na "Kimi ga matteiru kara", jak zaczęłam mdleć.

A tutaj widać, jak GacktJob i potem GACKT przyjeżdżają do klubu Theaterfabrik. Byłam tam, widziałam, piszczałam, byłam trzy metry od niego i robiłam zdjęcia.



GacktJob na koncercie w Monachium wyglądali tak: od lewej - Chirolyn (bas), You (gitara), Chachamaru (gitara), Jun-ji (perkusja). Zdjęcie z bloga Chachamaru. Chacha na koncercie wyglądał wspaniale, naprawdę nie mogę uwierzyć, że ten facet ma 50 lat, miał przepiękną fryzurę.


GACKT przeżył Bochum :-). Więc skończyła się trasa europejska i dzięki Bogu, że nie ma więcej koncertów w Europie.
Tu relacja z Bochum.

GACKT mnie wykańcza. Mam drugi dzień gorączkę. Chyba muszę sobie trochę od niego odpocząć, i wytłumaczyć sobie, że - jak mi mówiła Wiewiórka - on ma ludzi odpowiedzialnych za to, żeby nic mu się nie stało. Tu fragment wczorajszego  koncertu w Bochum, transmitowanego w internecie przez telewizję Nico Nico, "Ever":



A tu fragment relacji z Monachium:

And this is were the trouble starts. Gackt was OBVIOUSLY not well. After the fifth or sixth song he began to struggle and stagger. Sometimes when he knelt on his little platform he had serious trouble getting up again. At the beginning we thought it was more for the show than for real but after a while when even his band members assisted him more ... Mehr anzeigenand more we realized that he was really about to break down. During the last song before the encore he couldn't hold his balance anymore and actually just fell from the stage. To be honest, Gackt falling into my arms (and I mean that LITERALLY) was like a dream but certainly not under these circumstances. We (my neighbour and I) tried to bascically shove him away from us because he was just falling with his whole weight right into us (first row girls...;-)). We tried to push him back in the direction of the stage but at the same time the people behind us started to pull at him and tried to drag him inside the crowd. For a moment I saw his face and really... I wish I hadn't. He was not really scared or anything. It was more like he didn't realize what was happening, or didn't care. And I don't know what's worse.

A w ogóle to robiłam zdjęcia przed koncertem i widziałam, jak GACKT przybył do klubu około 15.00, wtedy widziałam go po raz pierwszy na żywo z 3 metrów. To są moje zdjęcia GacktoJob i Gackto:






27 komentarzy:

  1. też się martwię, jeżeli chodzi o Bochum. nie wyobrażam sobie po prostu, że tak po prostu wyjdzie na scenę i cokolwiek zaśpiewa. że w ogóle będzie w stanie cokolwiek zrobić. tym bardziej, że to kamerowane będzie... trochę się boję. w głębi duszy, nawet bardzo.

    niech mi ktoś powie, czemu on to wszystko robi. dla kogo? gdzie jego miłość do fanów?
    zresztą, to wszystko opisałam na blogu. wciąż te same retoryczne pytania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od piątku, jestem non stop przybita. Może i żartowałam, starałam się uśmiechać, ale to co widziałam na finał koncertu, doprowadzało mnie do rozpaczy.

    Płakałam jak dziecko na samym koncercie - w chwili gdy upadł na kolana na "skrzyni" i nie mógł się podnieść. Tego było za dużo, z resztą w chwili gdy zamykam oczy nadal widzę jego umęczoną minę i na finał te łzy w oczach. Później jeszcze ta "akcja" z niemiecką fanką która siła próbowała odebrać mi COŚ ważnego. Jestem szczęśliwa że widziałam go na żywo, ale z drugiej strony serce rozrywa się mi na strzępy!!! :(

    Miał być szalony koncert i był. Miał być radosny happy end gdzie wszyscy widzieliby Gackta szczęśliwego po udanym koncercie ale tego NIE BYŁO. Ja widziałam jedynie człowieka który swoją zbyt wielką dumą, mógł doprowadzić do najgorszego zakończenia koncertu w postaci wynoszenia na noszach do karetki. :/

    Cieszę się że koncert za mną, ale jak coraz bardziej o tym myślę, to moje uczucia po koncercie, są coraz bardziej mieszane. A miała być całkowita euforia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tamiko, ja jednocześnie jestem bardzo szczęśliwa, że go widziałam, że mogę poświadczyć przed wszystkimi, że on na żywo jest wspaniały, prawdziwy, że jest najpiękniejszą istotą na świecie, że bardzo dobrze śpiewa i ma wspaniały kontakt z publicznością, daje siebie całego i śpiewa i tańczy tak, jakby każdy koncert był jego jedynym koncertem, jakby nic innego w życiu się nie liczyło. Ale cały czas chce mi się płakać i bardzo, ale to bardzo boję się dzisiejszego wieczoru... :-(((

    OdpowiedzUsuń
  4. Koncert życia, piszesz :)
    To właściwie wspaniałe, wspaniałe, że udało Ci się zrealizować coś, o czym kilka miesięcy temu nawet nie marzyłaś i bardzo się z tego cieszę :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj z powrotem Miriel:)
    On nigdy się nie podda. Jego duma jest tak wielka i będzie starał się bez końca pokonać własną słabość (albo słabość ludzką ogólnie). Tak jak powiedział jak umrze to na scenie. Musimy zakceptować Jego denterminację.
    Tak mówię, ale to nie znaczy, że nie płakałam jak dostałam smsa od Ciebie i że nie przestaję bez przerwy myśleć o koncercie w Bochum:-(

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaczyna mnie denerwować jego postępowanie. Czy on na prawdę musi doprowadzać się do takiego stanu i tak martwić swoich fanów? Czy jemu się wydaje, że my tego od niego oczekujemy? Czy on uważa, że aby nie zawieść swoich fanów musi robić wszystko do granic swojej wytrzyamłości? O wiele bardziej cieszyłyby mnie wiadomości o jego dobrym samopoczuciu i stanie zdrowia, lekkie, brzmiące jak wpisy turysty relacje z 'wycieczki' po Europie na jego blogu (jak te opowieści o zwiadzaniu sklepów D&G, czy spacery po Barcelonie), a nie płynące od niego i uczestników koncertu opowieści o tym jak z przemęczenia traci podczas występu siły (czy świadomość). Jestem na niego trochę zła. Jeśli na prawdę kocha i ceni swoich fanów powinien bardziej o siebie zadbać, aby jak najdłużej być z nami i dawać nam to wszystko, co od niego otrzymujemy - emocje, siłę, motywację i wiele innych. Zamiast tego są informacje o kolejnych programach TV i koncertach niemal zaraz po powrocie do Japoni. Nic tylko praca i zero odpoczynku... ogarnia mnie mieszanina smutku, obawy i złości.

    Dzięki za relację z koncertu. Mam nadzieję, że dzisiaj już wszystko będzie w porządku, że zdążył nabrać sił od czwartkowego występu...

    OdpowiedzUsuń
  7. BlueNigella, jak miło wiedzieć, że ktoś myśli tak samo, jak ja.
    nie mam pojęcia, jak można w taki sposób myśleć o dobru swoich fanów. przecież to jest okropne. nikt nie wymaga od niego takich poświęceń, więc nie wiem, czemu to robi. tak, jakby zupełnie nie miał na uwadze tego, że wszyscy, zamiast cieszyć się wraz z nim, tak naprawdę martwią się, czy przeżyje kolejny koncert, czy wyjdzie cało z tego wszystkiego.
    on nie chce udowadniać tego komuś innemu. on chce coś udowodnić samemu sobie. tak przynajmniej to wygląda i tak myślę...

    OdpowiedzUsuń
  8. Szanuję i podziwiam jego determinację w tym co robi. Widzę też w jego postępowaniu oddanie i swoistą troskę względem fanów - nie chce zawieść ich oczekiwań, szczególnie że Europa tak długo czekała na jego przyjazd i trasę koncertową. Nie chce on rozczarować wszystkich, którzy tu na niego czekali oraz siebie (bo jest perfekcjonistą i zapewnie oczuwałby dyskonfort wiedząc, że nie dał z siebie wszystkiego). Chciałabym jednak, żeby lepiej zadbał o swój odpoczynek oraz swoje zdrowie i czerpał po prostu czystą, nie okupioną takimi kosztami przyjemność z wizyty w Europie oraz entuzjazmu fanów, których tu spotyka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę, że koncert nie był dla ciebie jedynie radością, Miriel. Smutno mi :( Byłam przekonana, że jedziesz na radosne, wspólne świętowanie. Ale, mimo wszystko - cieszę się też, że mogłaś go zobaczyć.
    Tici

    OdpowiedzUsuń
  10. takie podejście jest akurat normalką, jeżeli o niego chodzi. zawsze był w tej kwestii nieco bohaterski i aż przesadny.
    jeżeli by pomyśleć w nieco inny sposób, to nie jest to do końca jego wina. koncerty miały być i nie mógł nic zmienić ani ich przesunąć. nawet, jeżeli źle się czuł, musiał zaśpiewać, bo nie miał innego wyjścia. musiał pokazać, że jest w stanie przeżyć cały koncert. to, że jednak nie dał rady, mimo całego wymuszonego wysiłku - to jest zrozumiałe. każdy człowiek w końcu musi kiedyś upaść na kolana, nawet on.
    ciekawi mnie tylko to, co on w ogóle o tym myśli. czy chce jeszcze raz przeżyć lot ze sceny prosto na swoją własną publiczność. od tej pory powinien się bardziej szanować i dbać o swoje zdrowie, a nie śmiać się głupkowato, że o dziwo przespał całe 6 godzin. chciałabym, by takie chwile mogły go czegoś nauczyć na przyszłość. odpowiedzialności za swoje własne życie. i tego, że fani wolą widzieć go żywego i wesołego, a nie ledwo utrzymującego się na nogach.

    OdpowiedzUsuń
  11. Poprzeżywałam trochę Twoją relację, ale już mi przeszło. Nie mogę się cały czas zamartwiać. Dlatego...

    Cudnie się prezentował...

    Samo oglądanie tych filmików powoduje, że ciężko mi oddychać, a co dopiero widzieć Go z tak bliska, na żywo...

    Kiedyś przeczytałam na jakimś LJu, że ktoś już nie jest Jego fanką. Tobie po czymś takim (koncert) takie wyznanie na pewno się nie przydarzy...

    Sorry za tak chaotyczny komentarz ale mimo upływu czasu ciężko mi zebrać myśli:)

    Asai

    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten biedak stanowczo się przepracowywuje. Sorry, nie rozszarpcie, mnie, mnie się po prostu żal robi. Z jednej strony to jest miłość do tego, co robi, z drugiej podejrzewam sympatia i poczucie obowiązku wobec fanów, perfekcjonizm, wznoszenie się ponad słabość ciała, pewnie nie potrafi inaczej się angażować niż całym sobą, ale...ideałem samuraja było zginąć z mieczem w ręku,zaczynam wierzyć, ze ideałem Gackto, faktycznie jest, jak sam pisał, umrzeć na tej scenie, jak dawni samurajowie, z miłości i wierności panom, którym służyli, rodowi, honorowi. A to trzymanie fasonu i "6 godzin" skłania do podziwu - to jest "zachowywanie twarzy". Mimo zmęczenia, mimo ciężkiej pracy. Trudno nie podziwiać, zwłaszcza, że mała refleksja - teraz nie ma już w Europie (chyba? Jeśli są, poprawcie, nie znam się zupełnie) gwiazd muzycznych tak się zachowujących. I aż takich emocji. Uczciwie mówiąc, czytając o tym upadku, etc. miałam bardzo osobiste skojarzenia literackie i aż mi się zimno zrobiło...

    OdpowiedzUsuń
  13. Żabko, ja się z Toba zgadzam, tylko to chyba jest coś powszechnego w Japonii - przepracowywanie się i jeszcze chwalenie się tym, że się jest aż chorym z przepracowania. Jako Europejka martwię się o niego i chcę, by odpoczął, a gdybym była Japonką, to pewnie bym pomyślała: "Dobra robota, facet, tak trzymaj!".

    Próby przezwyciężenia słabości ciała to chyba rzeczywiście to, o co mu chodzi, on o tym często pisze. Dodatkowo gazety japońskie nieraz pisały, że on ma samurajskie serce, i że mężczyźni japońscy powinni brać z niego przykład. To zobowiązuje.

    Ale ja, choć nie znam się za bardzo na zachodnich gwiazdach, podejrzewam, że jednak zachodnie supergwiazdy bardzo ciężko pracują, nie mniej niż Gackto. Choć może nie opowiadają na lewo i prawo swoim fanom, jak to mdleją i mają gorączkę i jak ich wszystko boli. Ja wierzę, że GACKT pisze prawdę, nie wydaje mi się, by to akurat zmyślał (co nie znaczy, że czasami nie zmyśla różnych rzeczy), tylko doszłam do wniosku, że to jest coś, czego on nie zamierza zmienić. On jest chyba dumny z tego, jak się pochoruje od ciężkiej pracy, więc się tym chwali.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie chodziło o ciężką pracę, tego nie neguję, tylko podejrzewam, ze zachodnia gwiazda, źle się czując, bardziej by się, hmmm, oszczędzała na scenie i nie tylko, a Gackto stara się choćby wznieść ponad fizyczne słabości, taki samuraj muzyczny;. Absolutnie nie podejrzewam, że zmyśla! Tylko że i to, w jaki sposób, się zachowuje i pisze, pokazuje emocje itd., to inny zupełnie etos, inna kultura;) No i odkryłam Amerykę, hi, hi. Ale serio - nawet w tym oddaniu swojej pracy jest coś innego, nieeuropejskiego. Znowu Ameryka, ale wybaczcie, mnie ten człowiek zadziwia. W dobrym sensie, ale jednak:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Rzeczywiście wygląda nieziemsko :)

    OdpowiedzUsuń
  16. LA, dziękuję za komentarz :-) Pozwolisz, że będę podejrzliwa, i spytam, co miałeś na myśli to pisząc? :-) (określenie "nieziemsko" też nabrało dla mnie ostatnio wielu znaczeń, nie zawsze jednoznacznie pozytywnych).

    OdpowiedzUsuń
  17. A czy uważasz, że Gackt chciałby być odbierany "jednoznacznie pozytywnie"? ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. LA, przez swoich fanów sądzę, że tak, że o to mu chodzi. To raczej nie jest typ "niech mówią cokolwiek o mnie, byle mówili", jak to się zdarza czasem wśród osób znanych. To jest raczej typ "niech mówią o mnie dobrze, podziwiają mnie i kochają".

    OdpowiedzUsuń
  19. Pisząc "jednoznacznie pozytywnie" miałem na myśli również "bezkrytycznie".

    W ten sposób niejako zasugerowałem pytanie: czy do osób, które kochamy, podziwiamy, a nawet wielbimy - mamy podchodzić zupełnie bezkrytycznie?

    OdpowiedzUsuń
  20. LA, a czyż to nie jest tak często z miłością? Że właśnie ten początkowy bezkrytycyzm, to oślepienie sprawia, że w ogóle potrafimy się zakochać, zauroczyć? Potem wcześniej lub później oczy się trochę otwierają, zakres widzenia zwiększa, i zauważamy nie tylko rzeczy godne podziwu, ale też i te, które nierzadko zaczynają czasem irytować. I jeśli zakochanie przerodzi się w dojrzałą miłość, to kochamy kogoś jako całość - z jego zaletami i wadami. Bywa owszem i tak, że dostrzeżenie wad sprawia, że czar całkiem pryska ;-)

    Na Twoje pytanie, jak sądzę, odpowiedzieć można tylko przecząco. Bezkrytycznie podchodzić do czegokolwiek zawsze jest niebezpiecznie, albo przynajmniej zubażająco. I do osób, które kochamy, jak i do osób, których nienawidzimy. Brak krytyki sprawia, że możemy się sami oszukać, wyciągać wnioski na podstawie tego, co sami sobie ubzduraliśmy. Ale to chyba trochę oczywiste sprawy, nie? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Tak, oczywiste...
    Ale i tak dajemy się oślepić :)
    Dzięki temu właśnie możemy odczuć piękno intensywnej (bezwarunkowej) miłości.
    Ale często płacimy za to bardzo wysoka cenę, (której moglibyśmy uniknąć, gdybyśmy byli właśnie bardziej krytyczni).
    To trochę takie błędne koło, ale... cóż zrobić? ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. LA, he,he, czyż nie o tym piszą poeci od wieków (a może tysiącleci), że miłość jest i rozkoszą i bólem? Chyba na tym to czasem polega, ale przecież są też i miłości łagodne, ciepłe, pełne uśmiechu, za które żadnej ceny nie płacimy (ale o tych nudno pisać). Z drugiej strony wydaje mi się też, że są ludzie, którzy, gdyby ich zapytano, czy chcą przeżyć piękną pełną fajerwerków miłość, która się jednak skończy boleśnie, to odpowiedzieliby, że tak, że warto :-)

    Swoją drogą można by się zastanowić, czy istnieje coś takiego jak bezwarunkowa miłość. Czy jeśli "bezwarunkowo" to jest to "miłość"? A może po prostu jest to wtedy "oddanie", "podziw", "uwielbienie", ale czy miłość? Nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  23. Bezwarunkowa (najczęściej) bywa miłość matki do dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  24. Oglądnęłam tylko dwa Twoje wideo i przeczytałam ogólnie o koncercie, jak Gackto mdlał, i płakałam strasznie. Wybacz Miriel, ale nie jestem w stanie tego wszystkiego przeczytać na raz. Właśnie próbuje się uspokoić, te wszystkie emocje przeszły z Ciebie na mnie (jakbym ja tam była i zamiast Ciebie to wszystko przeżyła). Ja tak mam niestety... :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Nathalienn, to nie czytaj... Hm, no nie chodzi przecież o to, żeby teraz płakać :-) Ta trasa się skończyła, choć była ciężka, a ja się ciesze, że miałam to szczęście zobaczyć Gackto na żywo i być tak blisko niego :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. A ja się cieszę razem z Tobą, że mogła przeżyć tak wyjątkowe chwile w swoim życiu :D naprawdę Cię podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Dziękuję, Nathalienn :-) życzę Ci, żebyś miała okazję też zobaczyć na żywo swoich ulubionych artystów :-)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Archiwum: