The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

19 maja 2010

Robin Hood, czyli zbieżność nazwisk przypadkowa

Sir Robert z Locksley?... czy raczej Robert Longstride? Czy to jest właściwie opowieść o Robin Hoodzie? A jeśli Robin Hood jest legendą, to kto się za nią kryje? I wcale nie musi to być odwrócenie legendy, nikt tu nie odbrązawia pomnika angielskiego łucznika, tylko opowiada nam jakby coś trochę innego, lecz coś, co się wcale dobrze wpasowuje w znaną nam opowieść. Biorąc pod uwagę zapowiedzi kinowe, że oto wchodzi na ekrany "nowy film twórcy Gladiatora" z owym to gladiatorem w roli głównej... wzdychałam tylko, mając na uwadze, że pewien znany profesor historii starożytnej powiedział, że w tym filmie realiom historycznym odpowiadała tylko bitwa na początku i jedna fibula u płaszcza ;-)

Na szczęście nie jestem znawczynią XII-wiecznej Anglii, by coś poza wyraźnymi nawiązaniami do czasów obecnych miało mnie drażnić. I nie drażniło :-) to na plus filmowi. Może na głośne wołania o wolności w pierwszym odruchu jakoś się wykrzywiłam, ale zaraz sobie przypomniałam, że to przecież tenże właśnie Jan bez Ziemi podpisał w końcu Magna Charta Libertatum, a żądania swobód przez angielskie możnowładztwo nie wzięło się znikąd. I chociaż Robert L. wyglądał z daleka jak gladiator w dżinsach ze współczesnym łukiem pokrytym włóknem szklanym, a coś, co miała na sobie Marion, wyglądało jak marynareczka w kolorze khaki, to nikt jednak nie był nadmiernie czysty, nie było nienaturalnych makijaży, a scenografia jak najbardziej wydawała się naturalna, bura, kamienno-błotnista. Nie był to jednak film realistyczny, ponieważ, tak jak napisałam na początku, nie obala on legendy, ale ją... uzupełnia - wypełnia czas poprzedzający historię, którą znamy z innych filmów o Robin Hoodzie i z książek o tym bohaterze. I to jest właśnie to, co sprawia, że ten film jest ciekawy: opowiada on historię, której nie znamy, dotyczącą znanego nam bohatera.


A jeśli chodzi o moje osobiste skojarzenia, to była w tym filmie i "Eowina" walcząca z "Nazgulem", i nawet mignął mi gdzieś "Gimli", tylko działo się to na innym planie, bo w trakcie francuskiego desantu na angielską plażę. Było trochę humoru, a para głównych bohaterów nadawała całej opowieści bardzo ciepły klimat, trochę pijaństwa, ale kulturalnie, trochę strzelania z łuku (jak dla mnie zdecydowanie za mało), odrobinę śmiesznego melodramatyzmu (ale nie za wiele, do strawienia). Ale myślę, że przede wszystkim film zrobił na mnie miłe wrażenie ze względu na to, że w rolę Marion wcieliła się najpiękniejsza kobieta świata :-D, czyli Cate Blanchett, którą uważam za wcielony ideał piękna :-))) I właściwie ten Robin Jak Mu Tam mógł się nazywać jakkolwiek, bo po wyjściu z kina przyznałam rację znajomemu łucznikowi, który mnie namawiał na ten film, że można rzec, iż to nie jest wcale film o Robin Hoodzie. No bo niekoniecznie o Robin Hoodzie, i nie dlatego, że dzieje się w tym filmie wiele :-)

8 komentarzy:

  1. Bardzo fajny trailer, zaciekawił mnie film :) Lubię postać Robin Hooda. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też lubię postać Robin Hooda, chociaż ten film jest zupełnie inną o nim opowieścią, do tego stopnia, że można trochę wątpić, czy to aby jest Robin Hood - przynajmniej ten, którego znamy.
    Miło Cię gościć na moim różowym blogu, Porcelanko :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziś wreszcie był dzień taki, jak być powinien. Z chwilą czasu na odetchnięcie, bez zabiegania. I wreszcie zajrzałam na blogi, tak się cieszę. "Czas - ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto cię stracił ;)"
    Nawet jeśli opowieść jest bardzo luźną interpretacją legendy i tak mnie ciekawi :D

    A blog już dawno chciałam odwiedzić, nareszcie! :D Chyba jednak będę pisać z konta left side of the moon, bo przy logowaniu się jako porcelanka wyskakują mi co rusz komunikaty "błędny identyfikator w systemie" i dopioero za którymś razem zaskakuje :(

    OdpowiedzUsuń
  4. :-) To życzę Ci Porcelanko (chyba, że wolałabyś, żebym inaczej się do Ciebie zwracała ;-) żebyś miała takich dni bez zabiegania więcej. Cieszę się, że znalazłaś chwilę czasu na obejrzenie moich wpisów, dziękuję. Już od jakiegoś czasu się zastanawiałam, czy tutaj czasem zaglądasz :-D

    OdpowiedzUsuń
  5. Porcelanka jest ok. ;)
    Dni bez zabiegania na pewno wkrótce będzie więcej :))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, tak! Na tle dzisiejszych produkcji filmowych to udany "Robin Hood"! Byłabym całkiem w-niebo-wzięta, gdyby film zakończył się turniejem łuczniczym...no ale cóż....grunt,że nie spaprali legendy!
    (taaak?...Kasia jest najpiękniejsza na świecie?...)
    Małgonia(!?!)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z perspektywy czasu uważam, że film się miło oglądało, chociaż na średniowiecze to on niezbyt wyglądał. No i inaczej tu chyba została przedstawiona śmierć Ryszarda Lwie Serce, jakoś dziwnie wcześnie zginął, zanim w ogóle Robin Hood został Robin Hoodem.

    I tak, Cate Blanchett jest najpiękniejszą kobietą na świecie :-D

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytam teraz wszystkie moje książki o Robin Hoodzie...na raz! Ale to nie jest dobry pomysł, bo wchodzą letkie zakłócenia w odbiorze...
    Małgonia

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Archiwum: