The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

15 maja 2010

Liście w kuźni

Dziś spędziłam pół dnia z kuźni, ucząc się trudnej sztuki kowalstwa. Jest to jedna z tych sztuk, w której trzeba myśleć naraz o wielu rzeczach, bo inaczej godziny pracy mogą pójść na marne. Przy okazji każdej wizyty w kuźni uczę się tego - na własnych błędach. Trzeba pilnować paleniska, sprawdzać, czy ogień nie wygasa, a z drugiej strony, czy nie jest zbyt mocny, bo koks może się zacząć topić. Jak poprzednio wykuwałam listki, to zdarzyło mi się, że roztopiony koks przykleił mi się do gorącego żelaza, i robota prawie się zmarnowała. A za drugim razem odrobinę zbyt długo przytrzymałam żelazo w żarze i... stopił mi się listek... Żelazo do kucia musi mieć odpowiedni kolor (a więc temperaturę), być na tyle gorące, by dało się kształtować, lecz gdy rozgrzewa się już rozklepaną, cieńszą blaszkę, łatwo można żelazo przepalić. Dziś wykułam dwa listki i też nie obyło się bez nauczki. Pierwszy listek wykuwałam z cieńszego pręta, dlatego wyszedł cieńszy i podłużny.


Do wykucia drugiego listka dostałam grubszy pręt, ponieważ chciałam spróbować wykuć liść o trochę innym kształcie. To było dla mnie trochę trudniejsze, bo, cóż, kwestia siły... ;-) Wcześniej pracowałam jednokilogramowym młotkiem, dziś zaś kowal przygotował mi młotek półtorakilowy, i okazało się, że ten jest dla mnie w sam raz. I właśnie przy pracy nad tym drugim liściem popełniłam błąd. Pilnowałam żaru, pilnowałam ognia, dmuchawy, sprawdzałam, czy koks się nie topi, uważałam, żeby nie przegrzać żelaza, i ścierałam za każdym razem zendrę drucianą szczotką, żeby mi się nie wbiła z żelazo, ale... w pewnym momencie w trakcie kucia listek odpadł mi od pręta... :-( Okazało się, że ukręciłam go w trakcie kształtowania liścia, a na dodatek zbyt cienko odsadziłam liść, no i odpadł :-( Na szczęście kowal od ręki przyspawał mi listek z powrotem do gałązki (uff...) i mogłam kuć dalej. Listek wyszedł mi najładniejszy ze wszystkich dotychczasowych listków :-)

13 komentarzy:

  1. Ojej! Ale jesteś dzielna! Ja bym jeszcze chciała zdjęcie kowala zobaczyć!

    Gontarka

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie wiem... To jest kowal krasnoludzki, a jak wiadomo, krasnoludowie nie lubią pokazywać się na zdjęciach ;-) I tak jestem wdzięczna, że zgodził się, by jakiś elf kręcił mu się czasami po kuźni i zajmował mu kowadło :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładne listki, bardzo ładne :))) Fajnie, że znów możesz popracować w kuźni.
    Dobrze, że kowal przyspawał Ci ten listek, bo rzeczywiście jest wyjątkowo ładny :))

    A to co piszesz o pracy w kuźni przypomina proces gotowania - też trzeba myśleć o wielu rzeczach naraz ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Wiewiórko :-) Dlatego też podziwiam wszystkich tych, którzy potrafią gotować, bo dla mnie to jest trudniejsze niż kucie listków ;-))

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo wdzięczny listek. Już widzę te przyszłe drzewka, które będziesz wykuwać...:)gratulacje

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję Żabko :-) Przyszło mi na razie do głowy, żeby wykuć stojak na strzały :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny listek :) Podoba mi się jego delikatność... :) Jeszcze kilka takich i może będzie można z nich wykonać minimalistyczny, ciekawy świecznik? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję Porcelanko :-) Świecznik liściasty to akurat mam - dostałam przecież od Ciebie :-) i myślę, że już mi świeczników wystarczy ;-). Raczej w głowie widzę stojak na strzały opleciony ulistnioną gałązką. Ale wygląda na to, że jeszcze muszę się nauczyć spawać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świeczników nigdy nie za mało... ;) Ja mam kilka i nie uważam, żebym osiągnęła już liczbę optymalną ;P A światło świec jest piękne! :) Kupuję od zeszłej jesieni świece z wosku pszczelego u wyszukanego pszczelarza, który robi też tealighty i ma przepyszny miód :) A świece z wosku pszczelego pachną oszałamiająco :)
    Stojak na strzały brzmi wspaniale,zwłaszcza z ulistnioną gałązką (to mi o czymś przypomina i zaraz Ci napiszę maila :D) rozumiem, że dla stojaka nie zniszczysz tej wspaniałej dekoracji szafy ze strzał? :o

    OdpowiedzUsuń
  10. Hehehe, strzał mam wystarczająco dużo, i stoją właśnie w tekturowych rurach, co nie wygląda najładniej... A co do świeczników - to mam już właśnie optymalną ilość :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. podziwiam Cię Miriel :) a listki bardzo ładne :) przekonałaś się na własnej skórze jak ciężka jest praca kowala.

    OdpowiedzUsuń
  12. O! Dziękuję, Nathalienn. Miło, że tu zajrzałaś :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zaciekawił mnie tytuł ;) "Liście w kuźni" i w sumie coś mi się tu nie zgadzało, do póki nie zobaczyłam o jakie liście chodzi :) Super! Naprawdę, a podziwiam, ze miałaś odwagę i jednak dopilnowanie i wykucie tego w żelazie musi być bardzo ciężkie, żeby listek się nie zepsuł lub nie odpadł :)

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Archiwum: