The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

19 maja 2010

Bukiety kwiatów

Wygląda na to - pozwolę sobie zgeneralizować na podstawie tylko trzech przypadków ;-)) - że Japończycy mają zwyczaj obdarowywania się bukietami kwiatów. Niby my też mamy taki zwyczaj, ale dajemy sobie kwiaty z okazji imienin, urodzin, z dzieciństwa jeszcze pamiętam, że dawało się nauczycielom kwiaty w okazji dnia nauczyciela. Chociaż u nas jakby coraz mniej jest to widoczne, a jeśli już, to raczej mężczyźni dają kwiaty kobietom. Tymczasem spotkałam z tym, że japońscy wykonawcy, piosenkarze czy zespoły, obdarowują się nawzajem bukietami kwiatów z okazji... po prostu koncertu. Taki bukiet, żeby było wiadomo, od kogo dla kogo, ma dołączaną plakietkę, na której BARDZO wyraźnie jest napisane, kto był tak miły i wysłał kwiaty. Bukiety te wystawiane są na specjalnym stole, w widocznym miejscu, żeby można je było podziwiać ;-)

Na przykład pod koniec kwietnia odbył się koncert zespołu Versailles (to jest zespół visual kei grający muzykę, którą można by określić japońskim power metalem), na który to koncert GACKT wysłał bukiet kwiatów:


Z kolei z okazji premiery sztuki o Nemuri Kyoshirou GACKT dostał kwiaty, i, co ciekawe, nawet jego najbliżsi przyjaciele - którzy przecież prawie z nim mieszkają - także przesłali mu tą "oficjalną" drogą bukiety kwiatów z odpowiednio podpisanymi plakietkami.



Wydaje mi się, że to całkiem miły zwyczaj :-) Ciekawie też jest popatrzeć sobie, któż składa Gackto gratulacje :-) A więc najbardziej wybija się ze wszystkich plakietka w największym napisem "HYDE" ;-)) co wśród fanów obu panów na pewno wywołuje duży uśmiech. HYDE to dawny przyjaciel Gackto z czasów zdjęć do filmu "Moon child" z 2003 roku, w którym obaj zagrali główne role. Widać także kwiaty od Chachamaru (gitarzysty z zespołu Gackto), dalej od YOU (gitarzysty i skrzypka), i to wszystko, co jestem w stanie wypatrzeć :-). Jak się dowiedziałam ze strony Dyan25, znaki kanji 御祝 oznaczają "gratulacje".

Zdjęcia te zostały opublikowane na oficjalne stronie Gackto w części Staff blog.
Zdjęcie kwiatów wysłanych dla Versailles ze strony.

9 komentarzy:

  1. Z tego co wiem, to zwyczaj przesyłania kwiatów artystom przed występem jest dość znany w Europie (a zatem i w Polsce) i dość stary. Najczęściej kwiaty wysyłano przed premierą. Równolegle z kwiatami wysyłane były telegramy z życzeniami powodzenia czy gratulacjami. Daje się też bukiety czy kosze kwiatów po jakimś przedstawieniu, najczęściej jakiejś divie ;) Więc ten zwyczaj nie jest czymś charakterystycznym tylko dla Japonii :)
    Fakt, że u nas raczej nie wystawia się tych bukietów na widok publiczny i że są to zwykle kwiaty od wielbicieli - zwłaszcza te dawane po sztuce/koncercie. Telegramy i kwiaty do garderoby wysyłane przed ważnym przedstawianiem są bardziej "prywatne" - od znajomych, kolegów po fachu, itd.

    Ładne te ich bukiety, a te tabliczki są powalające - widać idea bileciku, dołączanego do przesyłanych kwiatów, w Japonii urosła do rangi tablicy ogłoszeniowej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehehe, no tak, wygląda to jak takie dechy wstawione w kwiaty. Mi się kojarzy, że i nas czasem można po występie dać kwiaty artyście, ale to kojarzy mi się z takimi poważniejszymi występami, np. jakiejś piosenkarce jazzowej albo aktorce teatralnej itp. Tylko tu może bardziej moją uwagę zwróciło to, że to są kwiaty wysyłane gwiazdom przez gwiazdy, i to często gwiazdy muzyki rockowej.

    Jest jeszcze jedna zasadnicza różnica: tych kwiatów nie dają fani. Dowiedziałam się z blogów osób, które mieszkają w Japonii, że tam ogromnym nietaktem, który może skutkować nawet wykluczeniem z grupy fanów, jest podejście do artysty po występie. W ogóle podobno tam nie ma czegoś takiego. Do artysty fan nie podchodzi, nie ma żadnego zagadywania, dziękowania, dawania kwiatów ani prośby o autografy. Po występie nikt nie ma prawa zaczepiać artysty, iść za nim, zagadywać itp. Poza tym uznaje się, że fan jest kimś zbyt "małym", by ośmielać się podejść do kogoś tak "wielkiego" jak artysta. Czytałam też, że w przypadku gdy np. zachodni fan w Japonii złamie tę zasadę, i próbuje jakiegoś kontaktu z artystą po koncercie na przykład, to dla fanów japońskich taka osoba już jest towarzysko skreślona jako bardzo niekulturalna, jako osoba, która wykazała się brakiem szacunku dla artysty i postąpiła nie fair wobec całej społeczności fanów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo miło jest być artystą w Japonii. :) Nie tylko dostaje się piękne, kunsztownie wykonane bukiety, ale również nie jest się nagabywanym przez fanów. Można zachować sporo prywatności i "robić swoje". :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na to wygląda :-) i myślę, że mimo tego, że zachodni fani przyjeżdżający na koncerty do Japonii bardzo się frustrują, to jednak jest to chyba całkiem dobry zwyczaj, by pozwalać artystom mieć swoje prywatne życie. My tutaj trochę za bardzo jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że osoba publiczna jest naszą własnością i wszystko, co robi, do nas należy. Tak jakby jest w zachodnim świecie przekonanie, że nie oddziela się sfery twórczej od osobistej. I jeśli ktoś dzieli się z nami swoją twórczością, to żądamy, by dzielił się także swoją prywatnością. Bardzo często spotykam się ze zdaniem (u nas w Polsce, wśród osób, które znam), że jak ktoś się zdecydował być osobą publiczną, to musi się liczyć z tym, że mamy prawo wiedzieć o nim wszystko :-( ja akurat mam zupełnie inne zdanie na ten temat.

    Dziękuję Ci Porcelanko za odwiedzenie mojego bloga :-) Jest mi bardzo miło Cię gościć :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam zdanie takie samo jak Ty i bardzo mi się podoba to społeczne pilnowanie nie przekraczania granic prywatności artysty przez Japończyków. Myślę zresztą, że wtedy tylko artysta ma możliwość skupienia się na tym, co chce przekazać, kiedy nie wygaduje setek godzin w sztampowych wywiadach i nie ucieka rozpaczliwie przez paparazzimi (resztę czasu spędzając na imprezach promocyjnych i wykonywaniu innych zobowiązań wobec wytwórni,wydawnictw i innych "właścicieli" :| )

    A mi jest ogromnie miło wreszcie odwiedzić Twój blog. Przez ostatni miesiąc nie zaglądałam na blogi wcale :( Tym większa radość odkryć nagle tyle ciekawych informacji. Ale też żal, że tyle mnie ominęło...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale oni też udzielają "sztampowych wywiadów" i ma to swoją specyficzną formę: jako, że nietaktem jest wypytywanie artysty o jego sprawy uczuciowe i związki, jeśli sam tego nie mówi, to prowadzący wywiady pytają tylko o to, co jest oficjalnie wiadome. A więc oglądam 1258-my wywiad, w którym pytają Gackto o to, czy to prawda, że ćwiczy pięć godzin dziennie i że lubi tę a tę mangę, taką potrawę i jak to się stało, że ma w mieszkaniu fontannę. Dosłownie - za każdym razem pytają o to samo od lat! :-) Momentami on już zaczyna jakieś bzdury opowiadać, żeby było inaczej ;-)

    Ale rzeczywiście wygląda na to, że nie ma paparazzich. Nawet fakt, że nikt nie wie, gdzie on mieszka - ale nie dlatego, że tego nie odkryli, bo przecież kupa ludzi mu się po domu kręci; tylko dlatego, że on tego nie powiedział, więc jest to szanowane.

    Chyba nic Cię nie ominęło :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Żyć nie umierać , chciałoby się powiedzieć , ale niestety prawda jest inna:(Przeczytałam na jakieś stronce w necie jak jest brutalna rzeczywistość bycia gwiazdą w Azji.Szczególnie od fanów, tam fan uważa , że ma prawo wiedzieć o swoim idolu wszystko co jest guzik prawdą.Najbardziej z szokowała mnie sytuacja w Korei.Tam to się dopiero dzieją cuda!Co rzuciło mi się w oczy to chłopaki DBSK mają przechlapane na amen.Dziewczyny rzucały się na nich(szczególnie na Hero) , rwały im włosy z głowy, kilka razy splądrowały im apartament.Dla mnie jest to chore to są ludzie a, nie przedmioty.I co z tego , że są sławnymi piosenkarzami, bądź aktorami?Już jak ktoś sobie znajdzie pannę to fanki są zazdrosne.O co? O to, że sobie kogoś znalazł, że ma być sam , bo jakaś lala tego chce.Albo ma nadzieję, że będzie z nim?Oni muszą mieć z góry pozwolenie by mieć żonę , bądź dziewczynę , żeby oficjalnie o tym powiedzieć.A do kogo to życie należy, do nich?Pilnują ich wizerunku, trzymają ich jak psa na smyczy.Co czasami im nie wychodzi.Dla mnie to jest kolejna głupota ludzka ,a głupoty jak wiadomo się nie wypleni.To mnie tak wkurza, że aż gotuję się we mnie.Dla mnie są to osoby , które kochają to co robią i oddają się temu z serce i duszą, i cholernie są w tym dobrzy.Ja nie widzę w nich gwiazdy,tylko normalnych ludzi.Madzia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Madzia, ale nie można wrzucać wszystkiego do jednego worka, Azja jest bardzo różna. Oczywiście show biznes ma swoją ciemną stronę, ale w Korei jest zupełnie inaczej niż w Japonii. Są innego rodzaju artyści, czego innego się wymaga od nich, na co innego sobie mogą pozwolić i fani są inni. To jednak jest inna kultura.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak wiem.Ale to jest przykre kiedy o czymś takim się dowiadujesz.NO tam przynajmniej nie łażą za gwiazdami i szanują ich prywatność.Ech sama chciałabym dostać tyle kwiatów.Madzia.

    OdpowiedzUsuń

Witam, jeżeli piszesz jako użytkownik anonimowy -
podpisz się w treści komentarza :-) Komentarz pojawi się po zaakceptowaniu ^^

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Archiwum: