The ability to dream is given to everyone of us in the world. But dreams are not there to be dreamed, but to be realized. This act of realizing a dream is accomplished through one’s strong will and accumulation of actions. If you don’t understand this, dreams will always be something that you simply fantasize about. If you put your mind to it, you can accomplish anything. ~GACKT

25 października 2014

Matsuri, piknik z kulturą japońską, czyli jesienne festiwalu wspominanie

0 komentarze
Pod sakurami ;-)).
Matsuri to po japońsku festiwal, święto, któremu towarzyszą zabawy, występy i pokazy w plenerze. Tak nazwano w Polsce zorganizowany już drugi raz w Warszawie festyn, na którym nie brakuje atrakcji dla miłośników kultury japońskiej. W ubiegłym roku na Agrykoli odbył się pierwszy piknik, w tym roku odbył się drugi raz - był dużo większy, przyciągnął bardzo dużo ludzi, choć z piknikiem miał niewiele wspólnego, ponieważ zorganizowany był nie na świeżym powietrzu, a w hali Torwaru. Nie, żeby to było minusem - pogoda wczesnego lata w tym roku była kapryśna, nieprzewidywalna i czasami bardzo wietrzna. Dlatego też umieszczenie tak dużego wydarzenia w przestrzeni zadaszonej nie było złe.

Od lewej, zgodnie ze wskazówkami zegara:
Pieśni i tańce z Okinawy (Arisa Uema i Yoichi Iida),
wystawa kaligrafii japońskiej (prace konkursowe),
widok na stoiska na płycie głównej,
występ na otwarcie matsuri.

Matsuri, w tym roku pod hasłem "Cała Japonia na Torwarze" zorganizowali: Związek Pracodawców Shokokai, Klub Japoński w Polsce i Ambasada Japonii, a udział wzięło wiele różnych klubów, stowarzyszeń, fascynatów, zespołów, wykonawców, wolontariuszy, hobbystów. Było na co popatrzeć i w czym wziąć udział. Można było nie tylko podziwiać, ale i smakować ^^.

Degustacja japońskiego piwa,
degustacja i sprzedaż japońskich likierów owocowych i sake,
punkty gastronomiczne,
stoiska z produktami spożywczymi.

Przede wszystkim w tym roku był ogromny wybór kuchni azjatyckiej - od wszelkich makaronów z dodatkami, poprzez sushi, mięsa, ośmiornice w cieście, ciastka ryżowe, naleśniczki w warzywami, do napojów, zielonej herbaty, kawy, a także alkoholi: degustować można było japońskie piwo oraz sake i likiery owocowe. Punkty z jedzeniem prowadziło wiele restauracji, tłumy niezmierzone ustawiały się w wielometrowe kolejki od samego początku aż do końca festiwalowego dnia.

Japońskie restauracje: przygotowywanie krewetek w tempurze
i takoyaki - kawałków ośmiornic w cieście.

Nie wiedząc od czego zacząć, a byłam od samego rozpoczęcia Matsuri, postanowiłam najpierw wziąć udział w ceremonii herbaty. Pierwszy raz przyglądałam się, jak przygotowuje się taką herbatę, jak wygląda cały ceremoniał, poczęstowana zostałam słodyczami, na szczęście gościom uprzejmie podpowiadano, co mają robić w odpowiednich momentach ceremonii. Pierwszy raz piłam zieloną herbatę matcha - i muszę przyznać, że mi smakowała. Jej zapach i kolor kojarzył mi się ze świeżo ściętą trawą.

Pokój herbaciany, wyznaczony tylko przez tatami i parawan,
ale wystarczyło, by poczuć klimat przyjęcia herbacianego.

Podoba mi się to japońskie połączenie drobiazgowości ze spokojem i prostotą. Jeśli wszystko jest właściwie przygotowane, to wszystko pójdzie według planu. A przywiązywanie uwagi do najdrobniejszych szczegółów współistnieje z umiarem. Na tatami nie było przedmiotów zbędnych, a te, które nam towarzyszyły, były specjalnie wybrane i miały swoje wyjątkowe - pasujące do pory roku - znaczenie. Bardzo to miłe ze strony osób prowadzących ceremonię, że umożliwiły gościom festynu poczuć się przez chwilę jak w prawdziwym pokoju herbacianym.

Wystrój i przedmioty niezbędne przy przyrządzaniu zielonej herbaty matcha:
pędzel do roztrzepywania herbaty i mieszania, pudełeczko na sproszkowaną
herbatę, naczynie na zimną wodę, czajnik.

Wzmocnione herbatą i oszołomione ceremonią poszłyśmy obejrzeć stoiska, które rozlokowane były nie tylko na płycie Torwaru, ale także na piętrach, w pokojach na pierwszym i drugim piętrze, a także wzdłuż korytarza okrążającego halę na pierwszym piętrze. Nie brakowało atrakcji. Były gry - planszowe dla dzieci i dla bardziej zaawansowanych graczy, a także kącik z liczydłami soroban. Nie zabrakło sklepików - z książkami, mangami, gadżetami dla fanów anime, z przyprawami japońskimi, kosmetykami itp.

Stoiska z grami i sklepy: książki o Japonii, mangi,
gadżety dla fanów mangi i anime, gry planszowe dla młodszych
i starszych, soroban.

Najbardziej interesowały mnie punkty z przedmiotami artystycznymi. Na drugim piętrze można było podziwiać przepiękne hana kanzashi, czyli ozdoby do włosów z motywem kwiatów, takie, jakie tradycyjnie wpinają w misterne fryzury gejsze i maiko. Te ozdoby, które widziałam na Matsuri, wykonane zostały przez Kingę ("Wisteria Gardens"), z jedwabiu, według japońskich wzorów i tradycyjną techniką. Są to ozdoby niecodzienne, piękne, unikatowe, zachwycające kunsztem wykonania.

Ozdoba do włosów hana kanzashi.

Te ozdoby są wykonywane z jedwabiu, często ręcznie farbowanego, czasami z tkanin pochodzących z kimon, na wzór hana kanzashi noszonych obecnie przez gejsze i maiko. Oprócz tych ozdób podziwiałam również wycinanki z papieru: kirigami. Są wykonywane techniką, która wymaga cierpliwości i dokładności. Szczególnie ładnie prezentowały się wycinanki z tradycyjnymi japońskimi motywami.

Ozdoby do włosów hana kanzashi i wycinanki wykonane
techniką kirigami.
Na matsuri znaleźli coś dla siebie również miłośnicy broni. Były nie tylko katany, które przychodzą na myśl jako pierwsze, gdy myśli się o japońskich militariach. Były miecze samurajskie długie i krótkie, noże, jeśli mnie pamięć nie myli, to wydaje mi się, że widziałam również naginatę (włócznię zakończoną ostrzem). Były to oczywiście współcześnie wykonane klingi i oprawy, ale przez twórców znających się na rzeczy. Straszyły także repliki zbroi samurajskich ;-). Można było obejrzeć wyświetlany film o wykuwaniu głowni katany.

Japońskie miecze i zbroje.

Niezmiennie zachwyca mnie japońska kaligrafia. Jak trudna jest to sztuka, przekonałam się na warsztatach organizowanych przez Ambasadę Japonii w Warszawie. Podczas matsuri można było poprosić o wykaligrafowane imię. Pani na poniższym zdjęciu malowała znaki przepięknie. Z przyjemnością i zachwytem patrzyłam, jak maluje kolejne linie.

Kaligrafowanie imion dla gości matsuri.

Po obejrzeniu wszystkich stoisk i wystaw, drzewek bonsai, reprodukcji ilustracji do "Genji Monogatari", lolicich sukienek, japońskich kosiarek, pokazów sumo, oraz po zjedzeniu jakiegoś wegetariańskiego dania (z nadmiaru wrażeń nawet nie pamiętam, co to było), oglądałam występy: fragmenty przedstawień teatru no, taniec nihon buyou, tańce yosakoi. Program artystyczny był bardzo bogaty i wprost nie dało się obejrzeć wszystkiego, bo inaczej człowiek nie mógłby się ruszyć ani na krok spod sceny. A przecież wszędzie naokoło było tyle do obejrzenia.

Występ teatru no.
Na tegorocznym matsuri byłam od samego początku do końca. Dziękuję koleżankom, które mi towarzyszyły przez tyle godzin ^^. Ciekawa jestem, jak zorganizowane zostanie kolejne, trzecie matsuri za rok. Ciekawie jest widzieć tyle osób zainteresowanych Japonią, nie tylko gości pikniku, ale przede wszystkim wystawców i wolontariuszy. Mam nadzieję, że to warszawskie matsuri będzie się cieszyło niesłabnącą popularnością. Do zobaczenia w 2015 ^^.

Występ Grupy Tańca Yosakoi "Sakuramai Poland".

6 października 2014

Japońska Noc Muzeów

0 komentarze
Było to w maju w Warszawie i było ciekawie ^^. Były tańce tradycyjne - eleganckie wykonywane przez gejsze i żywiołowe ludowe prezentowane przez zespół taneczny. Był pokaz iaido i kendo, wystawa fotografii powojennej Japonii oraz multimedialny pokaz fotografii przedstawiających gejsze i maiko. A wszystko to nocą w Muzeum Azji i Pacyfiku, przy moście Poniatowskiego w Warszawie.

Grupa Tańca Yosakoi "Sakuramai Poland". Występ w holu
Muzeum Azji i Pacyfiku podczas Nocy Muzeów.

Wizyta w Muzeum Azji i Pacyfiku to był mój wybór na spędzenie wieczoru Nocy Muzeów w Warszawie - zachęcił mnie program, szczególnie tańce yosakoi, a także bardzo chciałam zobaczyć wystawę fotografii. Przyznam, że nie przepadam za błąkaniem się nocą po Warszawie, szczególnie w miesiącach chłodnych (tak, maj to był chłodny miesiąc), a na dodatek w okolicach mostów, albo nawet pod mostami... Na szczęście trafiłam do muzeum, a tam już było od razu ciepło, kolorowo i energetycznie. I niestety-stety, tłoczno...

Wystawa zdjęć "Metamorfozy powojennej Japonii 1945-64".

Z jednej strony bardzo to był miły widok, że tyle osób wybrało właśnie klimaty japońskie na ten wieczór, ale z drugiej strony... artyści występowali po prostu w holu muzeum, nie na podwyższeniu, tak że otaczający ich kręgiem ludzie zasłaniali skutecznie widok pozostałym... Osoba z czwartego rzędu już właściwie nie widziała nic. Dlatego też pobyt w muzeum rozpoczęłam od obejrzenia zdjęć.


Były to czarno-białe zdjęcia fotografików japońskich dokumentujące Japonię powojenną, gdzieś do połowy lat 60. Niestety fotografie nie były podpisane... ani nazwiskami autorów, ani tytułami, ani datami... Myślę, że przekaz tej wystawy był niepełny z tego powodu - przez brak podpisów, które by przybliżyły choć trochę kontekst polskiemu odbiorcy. Duża część tych zdjęć była nieczytelna. A przynajmniej poza samym wizualnym odbiorem nie przekazywała tej treści, którą być może miała przekazać w zamyśle autorów.


Do wystawy były dołączone notki przedstawiające autorów, ale na oddzielnej ścianie. Można więc było poczytać o fotografikach, ale trudno było zgadnąć, które zdjęcie jest czyjego autorstwa (a raczej - było to niemożliwe po prostu). Wystawa nosiła tytuł "Metamorfozy powojennej Japonii 1945-64".


Po pierwszej turze występów nastąpiła powtórka i wtedy udało mi się znaleźć w miejscu z lepszym widokiem. Z części artystycznej najbardziej podobał mi się występ Grupy Tańca Yosakoi "Sakuramai Poland" - ze względu na żywiołowość i radość tego tańca. Grupę widziałam pierwszy raz na Matsuri w 2013 roku na Agrykoli, potem drugi raz właśnie na Nocy Muzeów, a trzeci raz później, na Matsuri 2014. Wszystkim polecam występy tego zespołu - to pełne rozmachu (w dosłownym znaczeniu), skoczne i wesołe układy taneczne do ludowej, świątecznej muzyki. Energia, jaka się wyzwala podczas występów yosakoi, aż zdaje się przenikać wszystko dokoła, nastraja pozytywnie i radośnie. Moim ulubionym układem jest taniec rybaków z Hokkaido.

Pokaz kendo w wykonaniu Klubu Tonbo Kendo Warszawa.
Był również pokaz szermierki na drewniane i bambusowe miecze oraz pokaz iaido. Iaido to sztuka wymagająca skupienia, dokładności, bliska medytacji lub zen, podobnie jak łucznictwo. To wejrzenie w siebie, skupienie się na pracy mięśni, na linii ruchów, płynności. Iaido ćwiczył samuraj z filmu "Ame agaru", nakręconego w 1999 roku na podstawie scenariusza Akiry Kurosawy. Tu fragment z tego filmu:


Z kolei walki bambusowymi mieczami, ochraniacze na głowę z siatkami oraz ochraniacze na torsy przypomniały mi sceny ćwiczeń policji japońskiej z filmu "Gohatto" (o ile się nie mylę, w tym filmie akcja dzieje się w XIX wieku, czyli już powstała sportowa forma kenjutsu, ale wciąż samuraje mogli nosić katany).


Pokaz kendo był żywiołowy, i tu powiem po japońsku: choć nie mogę powiedzieć, że mi się podobał, to nie mogę również powiedzieć, że mi się nie podobał. Iaido, może przez swoją teatralność, może dlatego, że wykonuje się je z użyciem katany, a nie bokena, podobało mi się o wiele bardziej.


Teraz znów zdjęcia - tym razem kolorowe, duże, a na nich same gejsze i maiko. Wystawa zdjęć „Gejsza. Istota Piękna" Małgorzaty Thébaud-Olejniczak” miała formę slajdów wyświetlanych na zawieszonych w zaciemnionym pomieszczeniu tiulowych tkaninach.

Wystawa zdjęć „Gejsza. Istota Piękna" Małgorzaty Thébaud-Olejniczak”.

Wyglądało to bardzo nastrojowo, ładnie, taka forma prezentacji sprzyjała kontemplowaniu zdjęć w ciszy i skupieniu. Zaciemnienie sali sprawiało, że inne osoby podziwiające zdjęcia nie rozpraszały i nie odciągały uwagi.


Pomieszczenie można było obejść dokoła pod ścianami, można było również przechodzić pomiędzy rozwieszonymi tkaninami. Bardzo ciekawy efekt zwielokrotnionych, coraz większych kopii zdjęcia dawało światło z projektora przenikające przez kolejne warstwy tiulu. Ta instalacja fotograficzna, łącznie z towarzyszącą jej delikatną muzyką, sprawiała, że na zdjęcia zwracałam dużo większą uwagę, niż gdybym oglądała je zaprezentowane w tradycyjny sposób.


Zdjęcia zostały wykonane przez autorkę w Kioto, podczas święta kwitnących śliw w 2011 roku. Autorka głównie skupiała się na twarzach bohaterek, podziwiać więc można było makijaże, fryzury oraz różnorakie kanzashi we włosach kobiet (przyjrzeć się można było nawet zębom - przez kontrast z białym pudrem twarzy wyglądały na ciemne i żółte).


I jeszcze jeden występ na koniec - to tradycyjny taniec nihon buyo wywodzący się z teatru kabuki. Taniec ten w Polsce wykonuje i naucza go Hana Umeda. Podczas Nocy Muzeów wystąpiła ze swoimi uczennicami, a najwięcej wdzięku z nich miała tancerka o rudych włosach. Przykuwała uwagę, jak właśnie gejsza powinna - samym subtelnym ruchem głowy, spojrzeniem i łagodnym ruchem dłoni. Niestety nie wiem, jak się nazywa.


To już koniec opisów atrakcji z tej nocy. Było kolorowo, część rzeczy mnie ominęła, na przykład udział w ceremonii herbaty, nie widziałam też zapowiadanych wcześniej kaligrafii. Ale było warto przyjść. Liczę, że za rok będzie równie ciekawie.


Pozdrawiam wszystkich, którzy zaglądają na mojego bloga :-). Zachęcam do zostawiania komentarzy - mam wtedy jakieś rozeznanie, czy ktoś tu zaszedł i czy przeczytał (i czy go zaciekawiło) :-).

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails